Grecja nie kojarzy nam się ze zbrodniami, a miło spędzonym czasem urlopu. Jest to jeden z krajów, który Polacy odwiedzają podczas urlopu. Nic dziwnego, ponieważ właśnie w Grecji można liczyć na ciepłe i słoneczne dni i to nie tylko latem. Kiedy jednak mowa o literaturze gatunkowej, to autorzy greccy nie kojarzą mi się z kryminałami. Tu zdecydowanie dominują Skandynawowie. Tyle że chyba w każdym większym i mniejszym kraju znajdziemy pisarzy, którzy zajmują się właśnie tym gatunkiem. Grecy również nie mają sobie nic do zarzucenia. Przekonać się o tym można sięgając po zbiór „Fonos. Zbrodnia po grecku”.
W książce znajdziemy trzynaście współczesnych opowiadań. Tylko dwa z nich powstały w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Pozostałe dzielą od czasów obecnych najwyżej dwie dekady. Co ciekawe, teksty zostały przełożone na język polski przez różnych tłumaczy.
Kiedy dochodzi do morderstwa, ktoś musi być winny. Takim sprawcą może być każdy. Oczywiście nie mogę zdradzać, kto zabił w poszczególnych opowiadaniach, zaskoczyło mnie jednak właśnie to, że sprawcą okazywał się często członek rodziny. Mógł to być syn, dziadek, matka. Zbrodni jak widać dokonują również kobiety, ale przez to że nikt się tego po nich nie spodziewa, nie zawsze zostają uznane winnymi. Niekiedy jednak wcale nie dochodzi do morderstwa, choć tego właśnie się spodziewamy.
Dwa pierwsze opowiadania nie bez powodu znalazły się w zbiorze „Fonos. Zbrodnia po grecku”. Świetnie wprowadzają nas w klimat, a także pokazują, że nic nie będzie oczywiste, nawet jeśli autorzy posługują się motywami znanymi z klasyki kryminału. Pozostałe teksty zasługują na uwagę choćby dlatego, że możemy przyjrzeć się greckim rodzinom. Zobaczyć problemy społeczne, a także okoliczności, czy tło, w jakim rozgrywa się akcja opowiadań. Czasami nic się nie dzieje, chyba że akurat ktoś zniknie. Wtedy musi przyjechać detektyw i zbadać sprawę. Może wtedy zobaczyć, co ukrywają mieszkańcy małego miasteczka.
W zbiorze nie oglądamy Grecji, jaką znamy z podręczników i pocztówek. Jest to miejsce, gdzie ludzie kierują się niekiedy innymi zasadami, niż my. Ważny jest honor i zemsta. A chęć jej dokonania bywa bardzo silna. Nie zobaczymy w książce wspaniałych kurortów, choć pojawi się hotel Kalmuchos. To miejsce należy do rodziny właśnie o takim nazwisku jak nazwa dworku. Przekazywane jest z ojca na syna. Co jednak, jeśli ten ostatni nie chce się nim zająć? Zostanie złamany przez ojca. Jednak potem również rodzic zwątpi, czy rzeczywiście hotel powinien być dumą rodziny. Co się stanie, gdy zechce go sprzedać?
Opowiadania kryminalne zmuszają autorów do pisania w sposób bardziej treściwy. Wymaga to od pisarz szczególnych umiejętności. Potrzebna jest szczególna precyzja, umiejętność tworzenia kameralnych opowieści. Twórcy opowiadań ze zbioru „Fonos” nie kondensują jednak aż tak swoich tekstów, byśmy mieli problem z wyobrażeniem sobie tła. Ono jest bardzo ważne. W posłowiu Ewa Róża Janion pisze, że w większości opowiadań, zbrodnie dokonywane są w kontekście rodziny. Rzeczywiście tak się dzieje. Poznajemy dzięki temu problemy społeczne, z jakimi mierzą czy mierzyli się Grecy. Będą nawiązania do wydarzeń sprzed lat i tego, jak historia wpłynęła na losy tych ludzi. Zaglądamy na prowincję, ale też do wielkich miast. Dzięki tym kilkunastu opowiadaniom odkryłam, że Grecja nie jest taka, jak sobie wyobrażałam. Mam ochotę poszerzyć swoją wiedzę. Może dobrze by było, gdyby powstał drugi tom antologii?