„Gdynia. Pierwsza w Polsce” – Aleksandra Boćkowska

Gdynia, Aleksandra BaćkowskaWiele napisano książek o Gdyni, ale uwagę czytelników przyciągnęła z pewnością „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939” Grzegorza Piątka. Reportaż przyniósł jej autorowi Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii esej oraz Paszport Polityki w kategorii literatura, doczekał się też „Nike Czytelników 2023”. Czas pokaże czy książka Aleksandry Boćkowskiej pt. „Gdynia. Pierwsza w Polsce” również  otrzyma tak wiele prestiżowych wyróżnień. Pierwsza widoczna różnica między tymi reportażami jest bardzo istotna: Grzegorz Piątek opowiadał o dwudziestoleciu międzywojennym, natomiast Aleksandra Boćkowska zajęła się czasami współczesnym, począwszy od zakończenia drugiej wojny światowej.

Książka „Gdynia. Pierwsza w Polsce” Anny Boćkowskiej zaczyna się na ulicy Świętojańskiej. Nie trzeba być mieszkańcem Gdyni, żeby wiedzieć, jakie ma znaczenie dla miasta, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak ją postrzegano w czasach powojennych, w PRL-u i jaką odegrała rolę po upadku komunizmu. Kto był odpowiedzialny za kształt i rozwój zarówno ulicy Świętojańskiej, jak i całej współczesnej Gdyni?

Aleksandra Boćkowska rozmawia z mieszkańcami miasta, a oprócz tego przedstawia postacie, które przyczyniły się do rozwoju miasta. Nie zabrakło opowieści o znanych osobach takich jak Franciszka Cegielska, czy Wojciech Szczurek, ale są też inne, o których przeciętny Polak, a może nawet gdynianin nigdy nie słyszał, tak jak np. Mieczysław Pluciński, projektant jachtów. Dodam tylko, że autorka książki nie ma zamiaru pisać hagiografii. Oczywiście dostrzega wszystko to, co było pozytywne, ale również zauważa to, czego zabrakło Gdyni, by mogła stać się miastem całkowicie odpowiadającym mitowi najszczęśliwszego miejsca w Polsce. Unika propagandowych haseł, ale jej rozmówcy często nie kryją swego sentymentu, czy uczucia jakim darzą Gdynię.

Poznamy także te mało turystyczne miejsca, wstydliwe dzielnice biedy. Miały być tymczasowe w międzywojniu, ale zachowały swój charakter w czasach komuny. Dziś wielu osobom kojarzą się z patodeweloperką i zwykłą krzywdą ludzką. W ciekawy sposób opowiada o tych niewygodnych miejscach inna pisarka, Salcia Hałas, autorka „Potopu”. W reportażu jest rozmówczynią Aleksandry Boćkowskiej.

Nie miałam pojęcia o historii polanki Redłowskiej. Poruszyła mnie opowieść o o Grudniu 1970 roku, jak i o współczesnych sporach dotyczących Polanki Redłowskiej, rewitalizacji Śródmieścia czy zmian władzy samorządowej. Dlaczego mieszkańcy Gdyni wybrali na prezydentkę aktywistkę Aleksandrę Kosiorek, choć Witold Szurek wydawał się kimś, kto będzie włodarzem miasta na zawsze? Czy charakterystyczne na tle miasta Sea Towers mają taki charakter, jak zaplanowali architekci? Jak się tam mieszka?

Każdy ma swoją Gdynię, czy to będzie gdynianin, czy ktoś z zewnątrz. Autorka reportażu należy do tej drugiej grupy, więc jej opowieść ukazana jest z perspektywy osoby spoza. Daje to nieco inny obraz, ale pozwala też na pewien dystans czy obiektywizm. Gdynianie  posiadają pewnie własną wizję takiej książki, albo odmienny pogląd na opisane historie. Otrzymują pretekst do dyskusji. Aleksandra Boćkowska opowiada o mieście z jednej strony pisząc o jej historii, a z drugiej ukazując współczesne oblicze Gdyni. To ostatnie było możliwe dzięki rozmówcom. Reportażystka nie zapomniała o gdyniankach, gdynianach którzy reprezentują różne dzielnice i pokolenia. Inaczej wygląda miasto z perspektywy emerytki, która ma problem, by dojechać komunikacją miejską do przychodni, a inaczej dla młodego mężczyzny posiadającego pracę i samochód. Myślę, że reportaż Anny Boćkowskiej udowadnia, że każdy może dowiedzieć się czegoś nowego o przeszłości, jak i obecnym obliczu młodego miasta, które za rok będzie obchodziło swoje stulecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *