Niewiele trzeba by świat stanął na głowie. Wystarczy niepozorny wirus, który zaatakuje sprzęt komputerowy. Dzisiaj, kiedy prawie wszystkie urządzenia potrzebują internetu, by działać, łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby w jednej chwili przestały funkcjonować. Cybernetyczny atak wcale nie jest taką czystą fikcją. Wystarczy sięgnąć w przeszłość i przypomnieć, do jakich tego typu incydentów dochodziło do tej pory. Właśnie na takim pomyśle oparta jest powieść „Gdzie jest prezydent”, którą napisali wspólnie Bill Clinton, James Patterson.
Jeśli takie nazwiska pojawią się na okładce książki, wiadomo od razu, że tytuł skazany jest na sukces. Nie trzeba nikomu przedstawiać ani byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ani Jamesa Pattersona, jednego z najbardziej popularnych amerykańskich pisarzy powieści sensacyjnych oraz thrillerów. Akcja tej historii rozgrywa się w czasach współczesnych. W USA prezydentem jest Jonathan Duncan. Trwa kryzys polityczny, a przeciwnicy prezydenta za wszelką cenę chcą obalić głowę państwa. By mógł nastąpić impeachment, speckomisja stara się tak nagiąć fakty, by przedstawić w złym świetle Duncana. Jednak prezydent ma znacznie większy problem na głowie.
Duncan na pierwszy rzut oka zachowuje się dziwnie. Wymyka się z Białego Domu sam, bez ochrony, by spotkać się z osobą, która ma dla niego jakieś informacje. Okazuje się, że nikomu nie może ufać. Wśród jego najbliższych współpracowników znajduje się zdrajca. Zaledwie osiem osób zna najbardziej tajne informacje dotyczące bezpieczeństwa kraju. Mimo to pewne dane ukryte pod tajemniczym kryptonimem wydostają się na zewnątrz.
Kiedy prezydent walczy o bezpieczeństwo kraju, pojawia się pytanie zawarte w tytule powieści. Media spekulują, co dzieje się z głową państwa. Nie jest tajemnicą, że Duncan nie jest w najlepszej formie. Zmaga się z poważną chorobą, więc rodzą się plotki z tym związane. A może chodzi o zacieranie śladów przed najbliższym spotkaniem ze speckomisją? Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. Prezydent ma niezwykle trudne zadanie. Na szali znajdują się losy państwa, więc wymienianie wcześniej problemy to błahostka w porównaniu z tym, z czym mierzy się Duncan.
W książce „Gdzie jest prezydent” narracja jest pierwszoosobowa. Wypowiada się sam Jonathan Duncan. Jednak nie wykłada nam wszystkich kart od razu. Śledzimy poczynania głowy państwa, choć początkowo nie wiemy, dokąd to wszystko zmierza. Zresztą sam prezydent jest o krok przed nami, ale i on musi zrobić wszystko, by powstrzymać zagrożenie. Postawa prezydenta jest niezłomna. Choć wielu chciałoby mu odebrać władzę, a gdy na chwilę znika, znajdą się i tacy, którzy chętnie by siebie posadzili na fotelu prezydenckim. Jednak Duncan w tej chwili nie dba o przeciąganie liny, sondaże, czy medialny wizerunek. Cel jest jeden: walka o kraj. Nawet jeśli oznacza to poświęcenie samego siebie.
W powieści Billa Clintona oraz Jamesa Pattersona będziemy mieli okazję zajrzeć za kulisy funkcjonowanie prezydenta w Białym Domu oraz wyobrazić sobie jego działania w sytuacji najwyższego zagrożenia. Co by się stało, gdyby USA znalazły się w obliczu wojny? Ta książka wiele wyjaśnia, jakie są procedury, w tak skrajnej sytuacji. Z drugiej strony mamy do czynienia z thrillerem politycznym i powieścią sensacyjną, nie zabraknie więc trzymającej w napięciu akcji. Kiedy czytelnikom wydaje się, że coś już wiedzą, następuje zaskakujący zwrot. Autorzy nie odkrywają kart niemal do ostatniej strony.
Powieść „Gdzie jest prezydent” z pewnością doczeka się ekranizacji. Hollywood kocha takie opowieści, w których łączy się sensację z walką o najwyższe wartości, w tym przypadku chodzi o patriotyzm w amerykańskim wydaniu. Jeśli ktoś ceni sobie dobrą rozrywkę, to tutaj tego nie zabraknie, nawet jeśli nie przepada za polityką. Sam prezydent Duncan okazuje się postacią idealną, superbohaterem z ludzkimi słabościami (zdrowotnymi). Natomiast sama wizja, w której przedstawiono państwo w obliczu zagrożenia, wydaje się całkiem realistyczna. Nie trzeba wyobrażać sobie cyberataku, wystarczy pozbawić kraj prądu, by pojawił się chaos. Ciekawa jestem, jak wyglądała współpraca autorów tej książki, ale myślę, że samo nazwisko prezydenta przyciągnie wielu czytelników. Sama dałam się skusić i otrzymałam powieść, którą dobrze się czyta i trudno się z nią rozstać dopóki nie przeczyta się jej całej.
Ha, ciekawe jak wyglądał wkład Billa Clintona w powstanie tej książki 😉 A z drugiej strony, kiedy weźmie się pod uwagę udział byłych prezydentów USA w tworzeniu kultury (Barack Obama wraz z żoną zaangażowali się chyba w produkcję seriali i dokumentów) to wydaje się to bardzo ciekawym trendem.
Również mnie intryguje wkład byłego prezydenta w tworzeniu tej książki. Ale rzeczywiście chwalebne jest to, że są takie głowy państwa, które aktywnie wspierają czytelnictwo.