Bardzo często podczas lektury powieści zastanawiam się, jak bardzo jestem w stanie uwierzyć w daną postać. Czy jest wiarygodna pod względem psychologicznym? Może wypadałoby zatem sięgnąć dla odmiany po zupełnie inną książkę? Taką, w której ludzka psychika będzie głównym tematem? Sięgnęłam po „Godzinę serca”, która zabiera czytelnika do świata psychoterapeuty i to takiego niezwykłego, znanego na całym świecie eksperta w zakresie psychoterapii egzystencjalnej oraz grupowej. Chodzi o Irvina D. Yaloma, który napisał tę książkę we współpracy z synem, Benjaminem.
Czego najbardziej nam trzeba, gdy wszystko wokół się zmienia, a nawet przynosi poczucie zagrożenia? Doktor Irvin D. Yalom w czasie pandemii podobnie jak większość z nas boleśnie odczuwał izolację. Psychoterapeuci musieli zmienić swoją pracę na zdalną, ale oczywiście również brakowało im kontaktów z żywym człowiekiem. Nie wystarczał kontakt z osobą widoczną po drugiej stronie ekranu komputera. Oprócz tego 93-letni emerytowany profesor psychiatrii Uniwersytetu Stanforda, krótko przed wybuchem pandemii stracił ukochaną żonę. Z czasem zaczął też odkrywać, że jego pamięć nie jest tak dobra, jak wcześniej.
Człowiek, traktowany jako żywa legenda psychoterapii, nagle musiał uznać swoją słabość. Co zrobić, gdy trudno zapamiętać, z kim prowadzi terapię? Irvin Yalom doszedł do wniosku, że zaproponuje chętnym jednorazowe godzinne sesje. Nie miała być to psychoterapia, która powinna być rozłożona na wiele spotkań, a kontakt z drugim człowiekiem „tu i teraz”. Co to oznaczało w praktyce? Zamiast zbierania danych do wywiadu na początku, od razu miała nastąpić konsultacja z człowiekiem, który zgłasza się z jakimś problemem.
Profesor Yalom spisuje swoje godzinne spotkania. Opowiada o rozmowach z ludźmi, którzy zazwyczaj nie mogli pojawić się w gabinecie na żywo (pandemia), ale na ekranach komputerów. Psychoterapeuta zgadza się na rozmowy z ludźmi z różnych części świata. Okazuje się, że wszystkich coś łączy. Każdy potrzebuje pomocy i rozmowy z autorytetem. Niestety nie każda konsultacja będzie łatwa i przyjemna. Formuła sześćdziesięciu minut przyspiesza tempo konsultacji, ale dla niektórych okazałą się zbyt stresująca, by otworzyć się w pełni w tym czasie. Terapia rozłożona na wiele spotkań pozwala na więcej, jednak Yalom ze względu na problemy z pamięcią, nie może już sobie pozwolić na taką formę. Oferuje jednak coś, co niezbyt często się zdarza podczas konsultacji z psychoterapeutą. Pozwala sobie na wzajemną relację, odsłaniając również siebie, własną prywatność, a nawet otwarcie przyznając do popełnianych błędów.
Podczas lektury książki śledzimy kolejne zapiski z sesji z pacjentami, ale nie tylko. Irvin D. Yalom opisuje nam swoją codzienność, wspomina przeszłość. Otrzymujemy pewne schematy działania, którymi posługuje się profesor w swoim gabinecie. Jednocześnie widzimy, że „godzina serca” jest dla mężczyzny czymś więcej niż pracą. Rozmowy stanowią chwilę kontaktu z drugim człowiekiem i pełne otwarcie się dla niego. Choć mężczyzna narzeka na luki pamięci, ma tak głęboko zakodowane umiejętności psychoterapeutyczne, że nawet w godzinę stara się dotrzeć do problemu, z jakim mierzą się jego pacjenci.
Irvin D. Yalom daje nam szczerą opowieść o życiu u jego kresu, o mierzeniu się ze słabościami ciała, a także o podejmowanym działaniu w stawianiu czoła problemom innych. Książka jednak mogłaby nie powstać, gdyby nie współpraca z synem Benjaminem, który nadał kształt i formę zapiskom swojego ojca. Myślę, że „Godzina serca” zaskoczy czytelników swoją szczerością w odsłanianiu autobiograficznych stron życia starzejącego się profesora. Przy okazji spotkań psychoterapeuty ze swoimi rozmówcami poruszone zostały problemy, z którymi wielu z nas będzie potrafiło się utożsamić. Czy to będzie trauma, czy relacje z drugim człowiekiem, poszukiwanie umykającego sensu, czy śmierć, coś z pewnością odkryjemy dla siebie. Irvin Yalom szczerze odsłania siebie, m.in. opowiada o stracie ukochanej żony i żałobie. W „Godzinie serca” rozmywa się granica między pamiętnikiem, a opisywaniem doświadczeń z pracy psychoterapeuty. Mamy wrażenie, że psychoterapeuta otwiera przed nami drzwi dając nam prawo do własnych refleksji, rozterek, jednocześnie pokazując swoje rozważania, czy nawet błędy. Być może autorzy w ten sposób zapraszają czytelnika do poszukiwań własnych odpowiedzi na poruszone problemy.
PS Książka została przełożona na język polski przez Tomasza Wyżyńskiego.