Karl Ove Knausgård jest pisarzem, który zwojował świat autobiograficzną „Moją walką”. Obszerne, wielotomowe dzieło przez jednych uwielbiane, dla innych nie do przejścia sprawiło, że czekaliśmy na podobne książki. Dlatego nie dziwiły następne noszące tytuły od kolejnych pór roku. Obecnie jednak możemy poznać powieść Knausgårda pt. „Gwiazda poranna” i nie będzie to krótkie dzieło. Licząca ponad 700 stron książka zaskoczy nas choćby ilością bohaterów.
Poznamy dziewięć osób. Część z nich nic nie łączy, inni są w pewnym stopniu powiązani. Ich historie rozgrywają się w ciągu dwóch dni. Spotyka tych ludzi w tym czasie wiele niewytłumaczalnych rzeczy. Jak bowiem wyjaśnić fakt, że człowiek, który rozmawiał z pastorką na lotnisku, to jednocześnie osoba, której kobieta udzielała ostatnią posługę? W innym momencie pielęgniarka uczestnicząca w zabiegu pobierania narządów polityka, u którego nastąpiła śmierć mózgu, zauważa, że pacjent odżywa. Po odłączeniu od maszyn, jego serce bije dalej. A przecież to niemożliwe z punktu widzenia nauki. Takich zdarzeń jest znacznie więcej, ale bohaterowie starają się za wszelką cenę je racjonalizować. Jeśli nie da się tego zrobić, zawsze można dojść do wniosku, że mózg zrobił nam jakiegoś psikusa i uznać, że to co widzimy, nie dzieje się naprawdę.
Niesamowite zjawiska wiążą się prawdopodobnie z tym, co dzieje się na niebie. W nocy pojawia się nowa, wielka gwiazda. Postacie z powieści zauważają ją, wywołuje na nich wielkie wrażenie. Nazwana zostanie przez jednego z bohaterów Gwiazdą Poranną. Skojarzyła mi się natychmiast z filmem Larsa von Triera pt. „Melancholia”, a tutaj nawiązanie wiedzie nas do Apokalipsy. Dla jednych oznacza Jezusa, dla innych Lucyfera. Wydaje się jednak, że wieszczy zmianę, a może kres tego świata?
Każdy z bohaterów uwikłany jest w swoją codzienność. Mierzy się z problemami związanymi z pracą, wychowywaniem dzieci, własnymi słabościami oraz nałogami. Jedna z postaci cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową, w czym przypomina żonę Knausgårda, Lindę. Widzimy ją z perspektywy męża, profesora literatury. Rodzina spędza ostatnie dni gorącego lata na wakacjach, a mężczyzna widząc zachowanie kobiety, musi zdecydować, czy powinien pojechać z nią do szpitala psychiatrycznego, czy nie.
Karl Ove Knausgård, jak nikt potrafi wciągnąć czytelnika do opowieści opisując zwyczajne czynności. W powieści „Gwiazda poranna” oprócz tego daje nam znacznie więcej. Oglądamy perypetie bohaterów, których spotykają doświadczenia w pewnym stopniu niesamowite. Wkraczamy w umysły tych postaci, a to co zobaczymy, nie zawsze będzie nam się podobało. Zwłaszcza, gdy bohater pogrąża się w nałogu alkoholowym.
Powieść „Gwiazda poranna” określana jest mianem thrillera psychologicznego, ale znajdziemy tu znacznie więcej. Autor wtrąca do historii mnóstwo przemyśleń bohaterów natury metafizycznej. Każda z postaci posiada własne zdanie dotyczące śmierci, a ostatnia część książki to esej (Egila, jednego z bohaterów) na jej temat. Kiedy czytałam książkę, nawet nie zauważyłam, jak szybko ją pochłonęłam. Okazało się, że Karl Ove Knausgård, potrafi jak nikt opowiadać ciekawe historie. Początkowo bałam się, że ilość bohaterów utrudni mi odbiór, nic takiego jednak się nie stało. Wręcz odwrotnie, chciałoby się jeszcze, zwłaszcza przez obecny w książce nastrój tajemnicy, grozy i niesamowitości.
PS Książkę przetłumaczyła na język polski Iwona Zimnicka.
Tak! Melancholia! To też moje skojarzenie. Piękny film i piękna powieść
Cieszę się, że nie jestem sama ze skojarzeniami do filmu Melancholia 🙂