Książka „Białe noce” zaliczana jest do debiutów prozatorskich. Tymczasem Urszula Honek z literaturą ma wiele wspólnego, ale jako autorka poezji. Do tej pory wydała zbiory poezji „Sporysz”, „Pod wezwaniem” i „Zimowanie”. „Białe noce” to zbiór opowiadań, choć bohaterowie oraz miejsce będą się powtarzać w tekstach, a czytelnik może ułożyć sobie całą tę historię z otrzymanych kawałków tak, jak w powieści.
W trakcie lektury „Białych nocy” poznajemy postacie, które łączy pewna beskidzka wieś. Trudno określić, kiedy rozgrywa się akcja tych opowiadań. Chwilami mamy wrażenie, że wszystko dzieje się dawno temu, ale przecież ktoś wsiada do malucha i jedzie na imprezę. Współczesność wchodzi do tego miejsca, choć bardzo powoli. Wieś, którą widzimy, niekoniecznie jest też miejscem sielankowym. Ludzie, którzy tu mieszkają doświadczają tak wiele, że niektórzy nie są w stanie żyć.
Osoby, które żyją obok siebie w małej społeczności, niekoniecznie potrafią tworzyć bliskie więzi. Nie rozmawiają o uczuciach, o tym z jakimi problemami się zmagają. Są obok, obserwują się, widzą działania, ale ich nie rozumieją. Dlaczego Pilot kopie staw? Nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, podobnie jak znaleźć odpowiedź na to, dlaczego ta postać akurat w tym miejscu się utopiła. Czy to był wypadek, czy samobójstwo? Nad losem wiejskiego głupka mało kto się dłużej pochyli. Nawet rodzice nie potrafili obdarzyć go uczuciem, otrzymywał od nich tylko cięgi. Szczęśliwy mógł być wtedy, kiedy wpuszczał karpie do stawu. To jednak trochę za mało na całe życie.
Trzynaście opowiadań pozwala poznać splecione ze sobą losy bohaterów, którzy żyjąc w małej wsi, najwięcej kontaktu mają ze śmiercią. Samobójstwa, przemoc wobec kobiet, czy nawet ślady pamięci tego, jak potraktowano Żydów, przenika do świadomości czytelnika i sprawia, że „Białe noce” trudno byłoby czytać „ku pokrzepieniu serc”. Historie są niezwykle przejmujące, poruszają czytelnikiem. Choć książka liczy trochę ponad 150 stron, to nie pochłoniemy jej w kilka chwil. Aby znaleźć powiązania między postaciami, trzeba czasem wracać do poprzednich historii, zresztą czytać można tę prozę od początku do końca, na wyrywki i od końca, jak kto woli. Każde z tych opowiadań wnosi coś do całości, często kończą one się w taki sposób, że czujemy, iż historie zostały tylko na chwilę zawieszone. Będą ukazywały perspektywę męską, dziecięcą czy kobiecą. W opisanym tu świecie przedstawionym dominuje poczucie beznadziei oraz cierpienia. Miejsce, w którym się znajdują spowija mrok, co będzie wyjaśniało oksymoron zawarty w tytule. Zresztą takich zaprzeczeń znajdziemy tu więcej. Okaże się, że ten brutalny świat, naznaczony śmiercią może być opisany w sposób piękny i poetycki. Urszula Honek stawia na niedopowiedzenia, krótkie i skondensowane frazy, zmuszając nas do refleksji na długo jeszcze po przeczytaniu książki.