Nie trzeba być wyjątkowym znawcą przyrody czy ekologii, by wiedzieć, kim jest Jane Goodall. Jak doszło do tego, że zaczęła badać szympansy i stała się ikoną nauki oraz ekologii? Znamy ją przecież również jako aktywistkę, wysłanniczkę ONZ, autorkę książek. Nawet Wisława Szymborska ponoć marzyła o tym, żeby poznać tę niezwykłą kobietę. Natomiast sam tytuł książki Danuty Tymowskiej „Jane Goodall. Pani od szympansów” kojarzy mi się ze znanym wierszem Zbigniewa Herberta.
Młoda dziewczyna, która trafiła z Anglii do Afryki, by badać zachowanie szympansów w naturze nie mogła być zwyczajną młodą kobietą. Mówimy przecież o latach sześćdziesiątych, kiedy osoby tej płci wciąż nie były traktowane w pełni poważnie, zwłaszcza gdy chciały zająć się nauką. Jako dziecko Jane zaczytywała się w książkach typu „Księga dżungli”, „Tarzan”, ale mimo to że przecież większość z nas tak robiła, to wcale nie znaczy, że osiągniemy to samo. Do pasji czytania dochodziła miłość do zwierząt. Jane zawsze miała ich mnóstwo. Rok po urodzeniu dostała maskotkę szympansa od swojego ojca. Choć było to jeszcze przed drugą wojną światową, to maskotka stale jej towarzyszyła i do dziś można ją podziwiać w dawnym dziecięcym pokoju Jane.
Goodallowie pozwalali swojej córce korzystać z uroków natury. Nie byli bogaci, jednak ich córka wczesne dzieciństwo zawsze uznawała za sielski czas. Kim powinno zostać takie dziecko, jak Jane? Otrzymała wykształcenie sekretarki, ale nie był to zawód jej marzeń. Tyle, że w czasach, kiedy się uczyła, trudno było niezamożnym kobietom osiągnąć coś więcej. Jej los się odmienił, kiedy została zauważona, przez Louisa Leakeya. Naukowiec uznał, że lepiej niż na sekretarkę, będzie nadawała się na kogoś, kto samotnie zajmie się obserwacją wolno żyjących szympansów.
W biografii zobaczymy, jak Jane Goodall dojrzewała i z pasjonatki sama stała się naukowcem(czynią). Okazała się tytanem pracy. Kobietą, która odkryła, że szympansy potrafią posługiwać się narzędziami, jedzą mięso i współpracują ze sobą. Nawet krytyka ze strony profesorów nie zniechęcała jej. Mimo że wielu nie traktowało jej poważnie, właśnie ta młoda kobieta postawiła niektóre metody naukowe do góry nogami, choćby zamiast numerów nadając imiona obserwowanym szympansom.
Autorka biografii być może jak wielu z nas wychowywała się na książkach typu „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza oraz „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie” Alfreda Szklarskiego, ponieważ posługuje się nazewnictwem odnoszącym się do Afryki w podobnym, dzisiaj nieco już przestarzałym stylu. Od czasu powstania tamtych powieści przygodowych zmieniło się spojrzenie na kontynent afrykański. Dzisiaj opisywanie rzeczywistości przez pryzmat białego człowieka jest niefortunne, choć kiedy Goodall zaczynała pracę niewiele osób nad tym się zastanawiało. Domyślam się, że miało to być oryginalnie, nawiązywać do klasycznej literatury europejskiej na temat kontynentu afrykańskiego, ale pewne nieprzemyślane sformułowania nieco zgrzytają i przeszkadzają w odbiorze biografii.
Sama Jane Goodall została ukazana jako osoba, która przeciera szlaki w świecie nauki, potrafi poświęcić się pasji i przekształcić ją w coś wartościowego. Gdyby skupić się tylko na tym, wszystko byłoby w porządku, ponieważ mamy do czynienia z interesującą historią. Brakuje dopowiedzeń, choćby w momencie opisywania rzeczywistości po drugiej wojnie światowej. Czasami miałam wrażenie, że czytam książkę napisaną w ubiegłym wieku. Kiedy śledzimy zmiany, jakie zachodzą w podejściu do naczelnych, wszystko jest w porządku, ale brakuje właśnie podobnego opisania przemian zachodzących we współczesnym świecie. W końcu Jane Goodall jest osobą, dla której ważny jest pokój i ochrona środowiska, więc należy jej się bardziej nowoczesny opis.
Brzmi zachęcająco, tym bardziej, że nie tak dawno poznałem „pana od szympansów”, tj. Fransa B.M. de Waala. Szkoda tylko, że styl, jaki przyjęła autorka jest tak niefortunny, który może pogłębiać bzdurne przeświadczenie, że cała Afryka jest kontynentem zacofanym.
Sama biografia jest interesująca, bo przecież Jane Goodall to postać nietuzinkowa, ale przyjęta przez autorkę perspektywa psuje odbiór.