„Jaśnie pan” – Jaume Cabré na początek roku

Jaśnie pan, Jaume CabréJaume Cabré i zagadka kryminalna? Na dodatek osadzona w XVIII wiecznej Hiszpanii, bez odniesień do współczesności? Coś tu nie gra, chciałoby się dodać. Jedno jest pewne, należy zwiększyć czujność podczas lektury „Jaśnie pana”, bo z pewnością czyhają na nas interpretacyjna pułapki. Książka o której piszę przyczyniła się do międzynarodowego sukcesu katalońskiego pisarza. W Polsce sławę Jaume Cabré przyniosła powieść „Wyznaję”, która zachwyciła nie tylko mnie i treścią, i formą.

Jest koniec 1799 roku i właśnie kończy się XVIII wiek. Tak przynajmniej twierdzi większość… Ci, którzy uważają, że to nastąpi dopiero za rok, zostają wyśmiani oraz skazani na towarzyski niebyt. Przypominam sobie, że dwieście lat później z tymi wiekami też był niemały kłopot. Ale wracając do tematu: tytułowy jaśnie pan to Rafel Massó i Pujades, cywilny prezes Trybunału Królewskiego w Barcelonie. Udało mu się dojść na sam szczyt, choć nie było łatwo. Teraz pozostaje przekonać wszystkich, że jest z wyższych sfer. W tym celu należy odpowiednio przeszkolić służbę oraz… własną żonę. Herb można zawsze dorobić.

Historia byłaby zabawna, gdyby nie kolejna ważna postać. Młody poeta Andreu Perramon ulega pokusie i spędza noc ze słynną śpiewaczką – słowikiem z Orleanu. Kiedy okazuje się, że kobieta została zamordowana, właśnie Andreu zostaje głównym podejrzanym o dokonanie tej makabrycznej zbrodni. Pech chce, że jego najlepszy przyjaciel i jedyna osoba, która może potwierdzić alibi, muzyk Josep Ferran Sorts zaciąga się do wojska i nie sposób go ściągnąć do Barcelony. Poeta trafia przed sąd, który trochę jak u Kafki nie chce nawet słuchać oskarżonego. Czy sprawiedliwość zwycięży?

Trudno nie uwierzyć Jaume Cabré, że władza deprawuje. Wnioski płynące z tej lektury nie pocieszają, a jedynie potwierdzają to, co dzieje się wokół nas. Okazuje się, że kilka wieków temu wcale nie było inaczej. Tytułowy sędzia staje się tego doskonałym przykładem. Człowiek, który zrobiłby wszystko, by osiągnąć władzę w pewnym momencie osiąga swój cel. Zostaje prezesem Trybunału Królewskiego i czuje, że złapał Pana Boga za nogi. Wreszcie jego wartość została doceniona. A elita do której należy, jest dokładnie taka sama jak jaśnie pan. Wyrachowanie, zepsucie moralne, chciwość to tylko kilka z przymiotników, którymi da się opisać tę grupę. Najłatwiej jednak nazwać ich złymi ludźmi.

Rafel Massó szybko dostosowuje się do tych antywartości. Podobnie jak reszta mężczyzn z wyższych sfer staje się niezwykle rozwiązły. Tu każdy każdemu przyprawia rogi, na spotkaniach w salonach nie chodzi przecież o kulturalną rozrywkę. Hipokryzja jest na najwyższym poziomie. Główny bohater przez swoje postępowanie nie wzbudza sympatii. Nie sposób go polubić, składa się właściwie ze słabości różnego rodzaju. Byłby komiczny, gdyby nie wady. Śmieszne jest choćby to, że lubi jadać gotowaną rzepę, ale od czasu do czasu trzeba się pokazać – dlatego w pałacu serwowane są ostrygi. Ich skorupy lądują na śmietniku w widocznym miejscu, by dla wszystkich było jasne, że Don Rafel byle czego nie je.

Skorumpowany jaśnie pan w pewnym momencie pomyśli, że jest ponad prawem. W tym momencie przestaje się pilnować i traci grunt od nogami. Okazuje się, że nie sprawiedliwość wygrywa, a zło. To ostatnie wychodzi na światło dzienne, ale kara za złamanie prawa staje się dziełem przypadku. Pojawi się przy okazji lektury książki pytanie o humanitaryzm. Cabré, tak jak wielcy filozofowie, pokazuje, że wybory moralne określają miarę naszego człowieczeństwa.

„Jaśnie pana” można czytać jak powieść kryminalną. Zawiodą się jednak ci, którzy skupią się na tej konwencji. Okaże się szybko, że Jaume Cabré pisze coś zupełnie innego. Książka pokazuje zarówno mentalność epoki, jak i prowadzi do przemyśleń natury filozoficznej. Cała historia została przedstawiona w sposób tragikomiczny. Z jednej stron widzimy, jak władza deprawuje człowieka. Z drugiej natomiast autor pokazuje, posługując się ironią, że głupota ludzka może też być zabawna. Choć Don Rafel lubi spoglądać w niebo, daleko mu do tego, by wyjść poza obserwacje astronomiczne. Dlatego wnioski po lekturze nie będą wesołe, gdyż odsłaniają całą iluzję siły, którą zdaje się posiadać człowiek, który doszedł do władzy.

  1. Rozpoczęłaś rok 2016 z wyraźnym przytupem – Jaume Cabré to jedno z głośniejszych nazwisk mijającego roku na naszym rynku, chociaż ja jeszcze nie zdążyłem poznać tego autora. „Jaśnie pan” sprawia wrażenie b. ciekawej lektury – studium ludzkich wad i przywar osadzone w XVIII-wiecznej Hiszpanii to rzecz, obok której trudno przejść obojętnie 🙂

    • Dlatego ten, kto będzie chciał skupić się na wątku morderstwa bardzo się zawiedzie. Wprawdzie nawet tłumaczka twierdzi, że to kryminał, ale chyba ta łatka ma służyć do tego, by przyciągnąć nabywców.

    • W Polsce wydano najpierw najlepszą książkę Cabre – „Wyznaję”. Myślę, że najlepiej czytać powieści tego autora od tych ostatnich – czyli od „Jaśnie pana”, „Głosów Panamo”, a „Wyznaję” zostawić sobie na koniec, dla smaczku…

  2. Mnie 'Wyznaję’ też zachwyciło. Ale nie mam czasu na kolejne… Niestety. Ale postaram się. Prawdę mówiąc, to jesteś pierwszą blogerką, która z tej książki wyciągnęła prawdy uniwersalne. Albo to ja nieuważnie czytałam.

    • Są oczywiście – o tym czym jest władza, ale też sporo tu o wartościach, które kształtują naszą egzystencję. „Jaśnie pan” jest inny, niż „Wyznaję” – stąd może głosy rozczarowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *