Książkę Anny Sakowicz „Już nie uciekam” dawkowałam sobie po troszeczkę, podobnie jak Charlie z powieści Roalda Dahla sięgał po czekoladę. Przyzwyczaiłam się do głównej bohaterki Joanny, ale miałam świadomość, że czytam trzecią, ostatnią część „trylogii kociewskiej”, stąd moje wolne poznawanie tej historii. Premiera powieści „Już nie uciekam” miała miejsce w połowie marca, ale przecież nie tak dawno temu mogliśmy poznać inną książkę tej autorki pt. „Niedomówienia”.
Akcja „Już nie uciekam”, podobnie jak w poprzednich częściach, rozgrywa się na Kociewiu. Główna bohaterka przenosi się ze Stargardu do stolicy tego regionu, Starogardu. Joanna wiele przeszła, rozwód z mężem, a teraz rozpoczęła nowy etap w życiu. Przeniosła się do nowego miasta, by pomóc starszej cioci. Okazało się jednak, że tak naprawdę została wplątana w intrygę matki, która chciała ją zeswatać z wolnym i przystojnym mężczyzną. Plan spalił na panewce, ale Joanna w Starogardzie odnajduje swoje miejsce. Poznaje nowych ludzi oraz zaczyna się spotykać z interesującym mężczyzną.
W „To się da” bohaterka pomagała dzieciom w hospicjum i wpadła na pomysł wydania baśni. Dochód ze sprzedaży książki postanowiła przeznaczyć na cele charytatywne, czyli dla fundacji wspierającej chorujące dzieci. Teraz widzimy, jak Joanna finalizuje ten pomysł. Przy okazji poznaje Jaromira, który przygotowuje ilustrację do książki. Między tą parą aż iskrzy, ale przecież Joanna zaręczyła się z chirurgiem Arturem. Człowiekiem tak idealnym, że stało się to podejrzane. W końcu bohaterka wiele złego doświadczyła w małżeństwie i teraz trudno jej zaufać drugiej osobie. W „Już nie uciekam” poznamy uczuciowe rozterki Asi oraz dowiemy się, dla jakiego mężczyzny szybciej zabije jej serce.
W powieści nie brakuje zabawnych scen. Joanna często popada w kłopoty, co rozbawi czytelników. Zwłaszcza w momencie, kiedy okaże się, że lokum jakie wynajęła bohaterka, by otworzyć w nim kawiarnię, jest nawiedzone. Wtedy do akcji wkracza ciocia Zosia, która wraz z koleżanką urządza egzorcyzmy. Nie brakuje też wzruszających scen, zwłaszcza kiedy przenosimy się do hospicjum, w którym Joasia jest wolontariuszką. Trudno przecież patrzeć na cierpienia najmłodszych. Oprócz tego poznamy rodzinę zastępczą, ludzi którzy chcą stworzyć dom pełen miłości poranionym dzieciom.
Anna Sakowicz stworzyła bohaterkę, którą łatwo polubić. Wiele kobiet może znaleźć w tej postaci cząstkę siebie. Joanna próbuje unikać kłopotów, odsuwając je od siebie. W momencie konfrontacji z czymś złym, ucieka. Nie chce stawić czoła problemom. Dopiero kiedy to zrozumie oraz weźmie się z życiem za bary, może poczuć się szczęśliwsza i być sobą. Jednocześnie dzięki książce uświadomimy sobie, że każdy ma szansę, by zacząć coś od nowa, niezależnie od wieku. Anna Sakowicz podejmuje też poważne tematy, jak praca charytatywna w hospicjum. Poznajemy też rodzinę zastępczą, w której dzieci mogą zaznać wiele ciepła i miłości.
Warto zwrócić uwagę na język powieści „Już nie uciekam”. Skoro akcja książki rozgrywa się na Kociewiu, nie powinno dziwić, że znajdą się tu słowa typowe dla tego regionu. Anna Sakowicz indywidualizuje wypowiedzi bohaterów i to najstarsi mieszkańcy będą tu najlepiej posługiwali się słownictwem gwarowym. Tak dzieje się wszędzie, natomiast autorka ma dobry słuch i potrafi to wyłapać. Oprócz tego przypomina o kuchni regionalnej, nie tylko wspomina ukochane przez nas Kociewiaków ruchanki, ale też podaje przepis na te przepyszne placuszki. Jak widać ten region może świetnie promować ktoś, dla którego Kociewie jest drugim domem. Niezbyt często się zdarza, by moja rodzinna gwara czy sam region były wykorzystywane w powieściach fabularnych, więc tym bardziej przyjemnie czytało mi się tę książkę.
„Już nie uciekam” chwilami bawi czytelnika, a w innych momentach wzrusza oraz zmusza o refleksji. Powieść czyta się z wielką przyjemnością i tak naprawdę trudno mi było sobie ją dawkować po trochę, bo kusiło mnie, by przeczytać ją całą, podczas jednego wieczoru. Każdy kto zna choć trochę Annę Sakowicz wie, że w Joannie jest coś z samej autorki (i postać literacka, i pisarka są równie sympatyczne). Wszystkich, którzy znają czy „Złodziejkę marzeń”, czy „To się da!” nie trzeba zachęcać do sięgnięcia po trzecią część. Dla mnie samej największym zaskoczeniem jest to, że Anna Sakowicz podziękowała mi na stronach swojej książki za rozwianie pewnej wątpliwości związanej z gwarą kociewską.
Dominiko, serdecznie dziękuję za tyle ciepłych słów. 🙂 🙂
To ja dziękuję za świetną książkę 🙂