
Kiedy myślimy o drugiej wojnie światowej i o młodych ludziach, którzy walczyli z okupantami, natychmiast nasuwają się skojarzenia z bohaterami znanymi nam z „Kamieni na szaniec”. Książka Aleksandra Kamińskiego do dzisiaj wywołuje spore wrażenie na młodzieży, która zdecyduje się przeczytać tę historię. Jej autor napisał także „Zośkę i Parasol”, swego rodzaju kontynuację wspomnianego wcześniej tytułu. W tych opowieściach brakowało mi jednego, perspektywy kobiecej. Dlatego nie mogłam się oprzeć publikacji „Łączniczka „Zośki”. Wspomnienia Danuty Rossman”, która właśnie miała swoją premierę.
Dorota Majewska i Aleksandra Prykowska przybliżają czytelnikom losy Danuty Rossman, kobiety, która zasłynęła z tego, że była łączniczką „Zośki”. Autorki po napisaniu wspomnień Hali Glińskiej, postanowiły przyjrzeć się bliżej przyjaciółce tej nietuzinkowej osoby. Pani Danuta zgodziła się opowiedzieć o sobie, ale to nie jedyny głos, który pojawia się w tej narracji. Śledzimy też wypowiedzi ludzi, którzy znali bohaterkę książki.
Z opowieści dowiadujemy się, kim była urodzona w 1922 roku Danuta Zdanowicz. Jednak historia nie jest prowadzona w typowo wspomnieniowy sposób. Została nieco fabularyzowana. Poznajemy starszą panią, która ma spotkać się z jedną autorek, Aleksandrą Prykowską. Przed spotkaniem zdarza się niefortunny wypadek. Pani Danuta upada i przez kilka godzin leży na podłodze. W wyobraźni kobiety pojawiają się obrazy, najważniejszych osób i wydarzeń z jej życia, ale. Dla starszych ludzi każdy upadek ma groźne konsekwencje, zwłaszcza że znikąd nie można się spodziewać pomocy. Na szczęście autorka domyśla się, że mogło stać się coś złego i z pomocą sąsiadów „włamuje” się do mieszkania, co pozwala uratować staruszkę.
Już w szpitalu kobieta snuje swoją opowieść. Najbardziej skupia się w niej na latach wojny. Czasach najbardziej tragicznych, a jednocześnie najwspanialszych, bo przypadających na lata młodości. Osoba wychowana w środowisku warszawskiej inteligencji, nie potrafiła sobie wyobrazić innej drogi, niż ścieżka bohaterska. Choć oczywiście Danuta nie patrzyła na swoją działalność w ten sposób. Uważała, że wszystko co robi, wynika nawet nie z jej poczucia obowiązku, ale stanowi rodzaj naturalnego wyboru.
Danuta Zdanowicz w czasie wojny działała jako łączniczka w słynnym batalionie „Zośka”. Choć wiele ryzykowała, to czuła, że inaczej nie może postąpić. Oprócz tego była harcerką, dla której przez całe życie istotne były ideały tej grupy. Ze wspomnień łączniczki płyną ciepłe słowa na temat przyjaciół działających w konspiracji. Widzimy także, że kobiety nie były traktowane na równi z mężczyznami. Obala też mit na temat walki dzieci w powstaniach i wspomina, że dowództwo nie zezwalało na coś takiego. Dlatego pomnik małego powstańca nie do końca oddaje rzeczywistość. W momencie, gdy nie każdy dorosły walczący w powstaniu warszawskim miał broń, z pewnością nie dawano jej dzieciom.
Autorki oddają głos swojej bohaterce, pozwalają jej na snucie intymnej opowieści o przyjaźni, miłości, a także młodości. W to wszystko wplatane są losy wojenne i to, co spotkało kobietę później. Jednak najpiękniejszy okres dla Danuty przypadł na lata 1939-1945, mimo że właśnie wtedy była dwukrotnie ranna, a potem trafiła do obozu jenieckiego. O tych czasach wspomina z nostalgią, ze względu na ludzi, z którymi miała do czynienia. Dla czytelników najbardziej istotne będzie oglądanie znanych z historii postaci, wydarzeń z perspektywy kobiecej. Ona razem z wachlarzem emocji, wypływa na pierwszy plan.