Pierwszy tom „Listów niezapomnianych”, które zebrał Shawn Usher zdobył uznanie i stał się bestsellerem. Oczywiście nie było możliwe, by znalazły się w nim wszystkie najciekawsze korespondencje, które wysyłali do siebie znani i nieznani, a które przeszły do historii literatury. Wydaje mi się, że Shaun Usher wybrał projekt, który może realizować całe życie. Bo choć niemal po upływie roku SQN wydało „Listy niezapomniane. Tom II”, to przecież im bardziej zagłębiamy się w tym temacie, tym bardziej dostrzegamy, że epistolografia jest sztuką, której nie da się poznać do końca.
Drugi zbiór korespondencji, który proponuje nam Shaun Usher jest ciekawą antologią, która stanowi niezwykłą podróż w czasie, a przede wszystkim po sztuce zawartej w słowach. „Listy niezapomniane. Tom II” będą nas bawiły, jak choćby odpowiedź znanej nam ze słynnej kreskówki Marge Simpson, na krytykę ze strony pierwszej damy, Barbary Bush. Okaże się, że nawet Albus Dumbledore korespondował z innymi. Odpowiedział na podanie o pracę na stanowisku profesora Obrony Przed Czarną Magią w Hogwarcie. Wprawdzie kandydat był niezwykle wybitnym naukowcem, ale nie magiem, dlatego niestety pracy nie otrzymał.
Natomiast to, co pisze Mozart do swojej kuzynki zbulwersuje niejednego czytelnika, a przynajmniej pokaże nam mało znane oblicze genialnego kompozytora. Postaci ze świata muzyki współczesnej również nie zabraknie. Będzie odpowiedź Davida Bowiego na list od fanki, ale też zobaczymy Janice Joplin w początkowej drodze ku sławie i to, jak opisuje swoją sytuację najbliższym. Sporo miejsce zarezerwowano dla pisarzy. Ich listy pokażą nam mniej znane oblicze literatów – np. co sądzą o dziełach innych twórców, albo jakie są ich przekonania. Charlotte Brontë w poruszający sposób opisze śmierć Emily, w liście do wydawcy jej książek.
Słów pełnych emocji pojawi się znacznie więcej. Na szczególną uwagę zasługują zapiski pasażerów lotu nr 123. Po pierwszej awarii samolotu wiele osób zdążyło napisać listy do bliskich, zanim maszyna rozbiła się 32 minuty później. Z 524 osób katastrofę lotniczą przeżyły zaledwie cztery. Równie silnie porusza list matki do nienarodzonej córki, czy opis chwilowego rozejmu na froncie w czasie I wojny światowej, kiedy nastrój Bożego Narodzenia spowodował, że walczący ze sobą dotąd żołnierze odłożyli broń i wspólnie śpiewali kolędy, czy bezpiecznie mogli pogrzebać zmarłych.
Jaki jest zatem wspólny mianownik dla antologii listów, które daje nam Shaun Usher?Myślę, że najważniejsza jest tu różnorodność. Nie ma podziału chronologicznego, czy tematycznego. Każdy list jest inny i obok siebie znalazły się zapiski ze starożytnego Rzymu oraz list Anne Porter z 1931 roku. Przede wszystkim jednak mamy okazję docenić epistolografię jako sztukę. Z niej wyłania się pewien obraz człowieka, jako indywidualnej oraz wartościowej jednostki. Wielu osób już między nami nie ma, ale przetrwali właśnie przez słowa, które zapisali. Zostawili po sobie trwały ślad, nawet jeśli wcześniej byli anonimowi, a nawet jeśli (jak było w przypadku listu niewolnika) nie traktowano ich po ludzku.
Dzięki drugiej części „Listów niezapomnianych” znowu miałam okazję pozachwycać się słowem pisanym, ale też wzbogaciłam swoją wiedzę. Poznałam wiele znanych osób z innej strony, a ich historię „od kulis”. Otrzymałam pewien obraz, który przybliżył mi postacie ze świata kultury albo polityki, bądź pokazał wycinek z przeszłości z innej perspektywy. Czy sztuka epistolografii nadal jest ważna? Poprzez tę piękną antologię widzimy, że wciąż może wzbudzać emocje, a przede wszystkim mamy okazję zachwycić się tą formą literacką. Książka wzbogacona została zdjęciami oraz wprowadzeniem, które przybliża tło. Dla polskich czytelników są też rodzime akcenty: list Jana Pawła II, czy pocztówkowe zagadki, które wysyłał Piotr Skrzynecki do młodego Grzegorza Turnaua. Najlepiej dawkować sobie tę książkę po trochę i rozsmakowywać się w niej, ponieważ jak wszystko co dobre, zbyt szybko się kończy – nawet jeśli listów jest ponad 120.
Coraz większą mam ochotę na zapoznanie się z oboma tomami „Listów niezapomnianych” 🙂 W tym roku sama wróciłam do pisania listów i muszę przyznać, że korespondencja z przyjacielem to jedno z przyjemniejszych zajęć 🙂 Mało co może równać się tej radości, gdy wyjmuję kopertę ze skrzynki i potem czytam odręczny, napisany specjalnie dla mnie list.
Oba tomy „Listów niezapomnianych” z pewnością są bardzo inspirujące. A oprócz tego odręczne pisanie pozostawia po nas trwały ślad… 🙂
Na mnie czekają obydwa tomy. Ten pierwszy zdążył się już nieco przykurzyć. 😉
Nawet jeśli nieco się przykurzyły, to raczej się nie zestarzeją. A listy warto dawkować sobie powoli 🙂
Ach, ach. Za biografiami nie przepadam nic a nic, ale do listów mam słabość. Jeszcze zaś większą do Janis. Chyba dodam tom pierwszy do Listy.
Słabość do Janis doskonale rozumiem, a tu jeszcze są takie perełki jak list Bowiego. Lubię poznawanie biografii, ale listy chyba jeszcze lepiej pokazują nam tego, który je kreśli.
Pingback: Podsumowanie września | Książkowe światy - moje recenzje książek