„Macocha” – Petra Hůlová

Macocha, Petra HůlováCo to znaczy być dobrą matką? Kiedy kobieta urodzi dziecko, zakłada się, że instynkt macierzyński będzie niezwykle silny i sprawi, że matka od razu będzie wiedziała, co robić. Tyle, że oprócz obdarowywania dziecka uczuciem, potrzebne są pewne umiejętności. Dlatego może się zdarzyć, że kobieta nie uważa się za dobrą matkę. Błądzi w ciemnościach i stopniowo uczy się swojego dziecka. Co jednak, jeśli nie wszystko dzieje się po jej myśli? Macierzyństwo rzadko bywa sielanką, a młode matki odkrywają, że zostały oszukane. Wszak nie tak przedstawiano im przyszłość. Na dodatek to tylko jeden z trzech głównych aspektów, w których należy się wykazać. Jest jeszcze kariera zawodowa oraz związki uczuciowe. Czy da się to wszystko pogodzić, a na dodatek być osobą szczęśliwą? Główna bohaterka powieści  „Macocha” nie sprawia wrażenia osoby spełnionej, a swoje lęki i wyrzuty sumienia topi w morzu alkoholu.

Dzięki powieści Petry Hůlovej zajrzymy do domu kobiety, która spędza w nim naprawdę sporo czasu. Niekiedy zerka z okna balkonowego na ten inny, a jednocześnie niebezpieczny, zewnętrzny świat. Woli nie zaglądać do tego poza ścianami jej mieszkania w starej kamienicy. Julie opowiada nam o swoim życiu. Otrzymujemy monolog, który staje się jak rwąca rzeka po wielkich ulewach. Zobaczymy w nim wszystko, choć rzadko kiedy będą to przyjemne rzeczy. Jakie jest życie tytułowej postaci?

Julie jest kobietą, która wychowała dwoje dzieci, jednak nie tak, jak by sobie tego zażyczyła sąsiadka oraz opieka społeczna. Bohaterka zajmuje się pisaniem romansów, by inne kobiety nadal mogły się łudzić. Marzenia według Julie to tylko frazes. „Ile z nich zostało, się pytam, bo marzenie jest jak noga, każdy chociaż jedną ma, co z tego, skoro rzecz w tym, kto więcej zniesie.” (s. 69). Życie kobiety również jest inne, niż to opisywane w jej książkach. „Moja droga usłana różami nie była” mówi Julie, choć właśnie te kwiaty pojawiają się na okładkach pisanych przez nią romansów. Nie udało jej się zostać wybitną pisarką, ale z drugiej strony bycie czeskim literatem to też rodzaj udręki.

Postać tytułowa swoje problemy topi w alkoholu. Sprawia wrażenie osoby uzależnionej i nie ukrywa tego przed nami. Ucieka od pracy na etacie, ponieważ nie chce żyć w jak wszyscy. Nie odpowiada jej ranne wstawanie, a kiedy pisze, może spokojnie wlewać w siebie mocne alkohole. Przez chwilę można by uważać, że to typowa pani domu. Przecież gotuje, sprząta, nawet hoduje rośliny doniczkowe na balkonie „pizdenię rozkrokową i masturcję”.

Wkraczamy do świata Julie, ale nie znajdziemy w nim żadnego pocieszenia. Przede wszystkim porywa monolog bohaterki. Opowiada o swoim życiu niechronologicznie, mamy do czynienia ze strumieniem świadomości. Jej myśli prowadzą do kolejnych skojarzeń i tak układamy sobie stopniowo życiowe doświadczenia tytułowej bohaterki oraz poznajemy jej uczucia. Petra Hůlová daje nam portret kobiety skomplikowanej, pełnej ran, a jednocześnie takiej, która ma dystans do świata i potrafi odkrywać przed nami jego obłudę.

Miałam okazję poznać książkę pisarki „Plastikowe M3, czyli czeska pornografia”, uczestniczyłam też na spotkaniu z Petrą Hůlovą podczas jednego z festiwali Literacki Sopot i zaskoczył mnie wtedy język powieści oraz łamanie tabu. W książce „Macocha” dzieje się podobnie. Pisarka zastosowała oryginalną formę posługując się licznymi neologizmami, na pozór potocznym językiem, pełnym zaskakujących zestawień słownych oraz metafor. Monolog zaskakuje dynamiką, a dzięki tej niezwykłej językowej energii trudno się od książki oderwać.

Powieść „Macocha” porusza wiele trudnych tematów, zwłaszcza tych związanych ze stereotypową rolą kobiet. Nie zabraknie także sarkastycznych uwag na temat czeskiej literatury. Dzięki książce Petry Hůlovej będziemy musieli zastanowić się nad tym, jakie stawia się przed kobietami wyzwania i do czego mogą one doprowadzić. Czy ważniejsze jest, by przyjąć jedną z wytyczonych już dróg, a może należy postępować zgodnie z własną wolą? Powieść „Macocha” dotyczy także bólu istnienia i przemijania, bo na pewnym etapie życia okazuje się, że w człowieku dominuje poczucie niespełnienia.  Petra Hůlová opowiada o tym posługując się ironią, nietypową formą, w porywający i dosadny sposób.

  1. Jestem na niemal 100% pewna, że ta książka przypadłaby mi do gustu. Do tej pory niemal każde moje spotkanie z prozą czeską było udane i sądzę, że nie inaczej byłoby w tym przypadku.

  2. Od pewnego czasu chodzi za mną to nazwisko. Petra Hůlová pisze o rzeczach, które mocno mnie interesują (społeczne role, stereotypy, rozprawianie się z tematami tabu). Dlatego mam nadzieję, że przy kolejnej wizycie w bibliotece, wreszcie uda mi się natrafić na jakieś dzieło tej pisarki.

    • Myślę, że to jeden z ważniejszych literackich głosów we współczesnej prozie czeskiej. Petra Hůlová lubi prowokować, ale po to, żeby zmusić czytelnika do myślenia o bolączkach tego świata.

    • Nie jest to taka książka po którą sięga się dla odprężenia, ale gdy chcemy zmierzyć się z literaturą wyższych lotów i poznać niebanalną treść oraz formę. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj monika olga czyta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *