Ignacy Karpowicz należy do tej grupy polskich pisarzy, którzy mają wiele ciekawego do powiedzenia. Czytając jego kolejne książki miałam wrażenie, że już niczym nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a dzięki „Sońce” osiągnął literacki parnas. Niebezpieczeństwo polega na tym, że w takiej sytuacji trudno napisać równie dobrą książkę, dorównującą tej poprzedniej. Być może właśnie dlatego tak długo musieliśmy czekać na kolejną powieść Ignacego Karpowicza pt. „Miłość”. Tym razem niespodzianką będzie zarówno forma i temat, którymi zajął się pisarz.
Książka składa się z trzech części. Pierwsza z nich nosi tytuł „Piękno”. Otrzymujemy w niej nawiązania do relacji Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego. Główną bohaterką jest Anna, która mieszka z rodziną w Stokroci. Życie w dworku po wojnie nie jest łatwe, ale kobieta przede wszystkim skupia się na swoim mężu. Człowieku, który oddala się od niej, bo pokochał innego mężczyznę. Wizyta gości sprawia, że bohaterka czuje się jeszcze bardziej samotna. Okazuje się jednak, że te cierpienia zbliżają ją do Ireny, która przyjechała z mężem do Stokroci.
Akcja kolejnej części pt. „Prawda”, rozgrywa się w przyszłości. Otrzymujemy dystopijną opowieść, w której ludzie nie wiedzą czym jest prawdziwa intymność. Uczucia są kontrolowane przez państwo. Gdyby ktoś wykazywał jakieś odchyłki od normy, szybko zostanie zmuszony do zażywania homonegu. W kraju rządzi Prawo i Swoboda, ale nawet syn Ministra Komunikacji i Godności musi się podporządkować obowiązującym zasadom. Zakochuje się w nim studentka Albertyna. Dziewczyna bada literaturę. Trafia na książki, których nie rozumie. Tytułowa „Prawda” okaże się zupełnie czymś innym, niż przypuszczała dziewczyna. Rządząca partia uwolniła obywateli od zastanawiania się nad tym, czym ona jest. Prawda została dana raz na zawsze, a Albertyna ma okazję dowiedzieć się, jak przez takie traktowanie odbiera się ludziom prawo do bycia sobą.
Ostatnia część pt. „Dobro” ma charakter baśniowy. Tutaj mowa o potrzebie przyjaźni i miłości. Widzimy siłę i moc uczuć, które powodują, że dwie osoby stają się sobie bliskie, choć jednocześnie trwają w pewnym „niedopowiedzeniu”. Miłość opisana w tej baśni będzie niezwykle silna, ale bohaterowie nie staną się jednością. Nie mówią sobie wszystkiego, a mimo to są szczęśliwi, choć nie obnoszą się z uczuciem przed światem.
Ignacy Karpowicz między te trzy części wplata jeszcze jedną historię. Narratorem jest pisarz, który żył w kłamstwie. Ukrywał przed sobą i światem swoją orientację seksualną, odbierając sobie jednocześnie prawo do szczęścia. Dopiero kiedy jego własne ciało odmówi posłuszeństwa, zacznie godzić się z tym, kim jest. Dzięki temu zazna miłości.
Wszystkie części powieści łączy jeden temat. Ignacy Karpowicz pokazuje jakie są skutki nietolerancji dla osób homoseksualnych. Widzimy bohaterów ukrywających swoją orientację płciową. Jak wygląda życie w kłamstwie? Oszustwo wywołuje cierpienie zarówno w oszukującym, jak i oszukiwanym. Poznajemy między innymi Annę i Irenę, kobiety oszukiwane przez mężów, które nigdy nie będą szczęśliwe. Skąd się bierze kłamstwo dotyczące orientacji? Pisarz pokazuje bohatera, który tak bardzo boi się, że zostanie odkryty jego homoseksualizm, że ukrywa go przed samym sobą. Nie chce być innym niż wszyscy i boi się przemocy ze strony ludzi, którzy go nie zaakceptują. W historii, która rozgrywa się w przyszłości widzimy, co może się stać, gdyby zwyciężyło kłamstwo.
Powieść „Miłość” zaskakuje złożoną formą. Mamy do czynienia z dystopią, baśnią, niemal klasycznym opowiadaniem. Pisarz bawi się konstrukcją nawiązującą do dramatu, odwołuje się też do starożytnej filozofii. W zależności od tego, do jakich czasów się odnosi, stosuje albo archaizmy, albo neologizmy. W tych czterech historiach pojawią się podobne motywy, miejsca, czy imiona bohaterów. Najważniejszy jest jednak temat. Okazuje się bowiem, że o miłości nadal można mówić na poważnie i niebanalnie.
Z tego, co czytałem, książka wywołuje sporo kontrowersji i emocji i przyznaję, że z jednej strony ten szum nieco mnie zraża i zniechęca, z drugiej zaś, ciekaw jestem prozy Karpowicza, bo wiele o niej słyszałem, a nie zetknąłem się z nią jeszcze osobiście.
Ten szum jest zupełnie niepotrzebny, bo książki Karpowicza bronią się same.
Większość opinii ma jednak negatywnych, ale Karpowicz to Karpowicz, zawsze warto go przeczytać. Ja lubię świeżą narrację i zabawę stylami, więc na pewno zajrzę. Pozdrawiam, Paweł z http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/
Ile ludzi, tyle opinii. Jeśli jednak czytelnik ceni różnorodną formę, zabawę stylami, to w tym przypadku się nie zawiedzie.
W Tygodniku Kulturalnym skrytykowali tę książkę.
Zaskoczyła mnie ta spora ilość owych negatywnych opinii. Mnie nie przeszkadzały te różnorodne style literackie. Spodobała mi się i przekonała mnie część dystopijną – wizja przyszłości niepokoi, bo wydaje się być całkiem prawdopodobna. Natomiast absolutnie nie przeszkadza mi fakt, że tematem przewodnim książki jest tożsamość płciowa.
Znam Karpowicza tylko z „Sońki”, która zrobiła na mnie duże wrażenie..zarówno ze względu na fabułę jak i styl w jakim została napisana.
Książka wciągała opowieścią a styl nie sprawiał kłopotu w zrozumieniu jej treści.
Jak widzę Karpowicz bawi się formami literackimi a poza tym w swych książkach porusza kontrowersyjne tematy…..jak będzie w bibliotece pożyczę, by przeczytać.
„Miłość” okaże się zupełnie inna niż „Sońka”, ale też różni się od wcześniejszych książek Ignacego Karpowicza. Lubię, gdy literatura zmusza do myślenia, czymś zaskakuje – tutaj tego nie brakuje.
Tak jak komentujący wyżej, i ja słyszałem sporo krytycznych opinii na temat tej książki, więc w sumie cieszę się, że Tobie się podobała – gdybyś i Ty ją skrytykowała, chyba uznałbym, że po prostu jest bardzo słaba, a teraz zakładam, że jest po prostu nietypowa i w gusta niektórych trafi, a w innych nie. A że temat homoseksualizmu, zwłaszcza męskiego, to mój konik, to książkę na pewno przeczytam, i to pewnie całkiem niedługo. W sumie po Twojej recenzji nie mogę się doczekać lektury – ciekawi mnie, jak ja ją odbiorę. Kuszą zwłaszcza te nawiązania literackie – napisałaś o Iwaszkiewiczu, ale ja się zastanawiam nad Albertyną – to jedna z bohaterek twórczości Prousta, którą bohater chyba będzie podejrzewał o homoseksualizm w swojej „Sodomie i Gomorze” (jestem w jednej trzeciej i na razie jeszcze nie podejrzewa, ale homoseksualizm rzeczywiście jest ważnym tematem dzieła). Fakt, że bohaterka książki o miłości homoseksualnej nosi własnie takie imię, wydaje się trochę znaczący, choć oczywiście ciężko mi to ocenić na razie, gdy „Miłości” jeszcze nie czytałem, a samej „Sodomy i Gomory” jeszcze nie skończyłem ;).
Powieść „Miłość” wart jest uwagi choćby z tego względu, w jaki sposób autor mówi o tożsamości płciowej. Forma może wielu osobom nie odpowiadać, bo jest tu kilka gatunków oraz sporo nawiązań literackich. O „Sodomie i Gomorze” nie potrafię się wypowiedzieć, ale będę czekała na Twoją opinię na blogu. Natomiast jeśli chodzi o literaturę LGBTQIA+, to cenię książki Sarah Waters, a zwłaszcza „Złodziejkę”, „Niebanalną więź” i „Muskając aksamit”.
W takim wypadku nie ma innej opcji, tylko spróbować samemu!