Kiedy jest mi źle i nic nie wychodzi tak, jak sobie zaplanowałam, miło trafić na taką książkę jak „Niespokojni ludzie” Frederika Backmana. Nie zwróciłam wcześniej uwagi, że na Netflixie dostępny jest serial o takim samym tytule. Podobno całkiem popularny. Po lekturze książki już rozumiem, dlaczego producenci zdecydowali się na zekranizowanie powieści. Co takiego wyjątkowego jest w „Niespokojnych ludziach”? Gdybym miała ograniczyć się do kilku słów, to powiedziałabym, że jej niezwykle pozytywne przesłanie.
Początkowo jednak nic na to nie wskazuje. Pierwsze zdania mogą sprawić wrażenie, że otrzymujemy książkę napisaną przez jakiegoś cynika. Jeśli skupimy się na zdaniu: „Jest to historia o wielu sprawach, przede wszystkim o idiotach”, możemy nie zauważyć dalszej części o tym, że kiedy staramy się być dobrymi ludźmi nie zawsze jest to łatwe zadanie i możemy wydać się śmieszni. Wie coś o tym osoba, która dokonała absurdalnego napadu na bank. Napastnik udał się do placówki z bronią w ręku, ale zażądał stosunkowo niewielkiej kwoty. Tyle że wybrał bank, w którym wykonuje się transakcje bezgotówkowe.
Dla „jednostki” napadającej sytuacja stała się beznadziejna, więc należy się ratować ucieczką. Jednak sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy ta osoba wpada do jednego z okolicznych mieszkań. Okazuje się ono wypełnione osobami, które były potencjalnymi nabywcami. Wszystkie one stały się zakładnikami napastnika. Policja po otoczeniu budynku i po kilku godzinach negocjacji zostanie zaskoczona tym, że po owej „jednostce” nie ma ani śladu.
Cała ta niecodzienna sytuacja ma miejsce dzień przed sylwestrem. Należy teraz przesłuchać świadków. Czytelnicy stają się uczestnikami śledztwa i wraz z policjantami przysłuchują się wypowiedziom świadków. Każda z postaci okazuje się wyjątkowa na swój sposób. Jedni są irytujący, inni denerwują po wielokroć. Wszyscy razem stanowią niesamowity kalejdoskop barwnych postaci. Kiedy zagłębimy się w tę historię, wciągamy się w opowieść, gdyż zaczynamy zdawać sobie sprawę, że otrzymujemy coś głębszego. Każda z postaci ma do opowiedzenia nam coś niezwykle ciekawego.
Podczas lektury „Niespokojnych ludzi” łatwo wpaść w pewną pewną pułapkę. Na początku autor sugeruje nam pewne tropy, a my łatwo dajemy się wciągnąć w pewne stereotypy, o posiadaniu których nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy. Na początek dostajemy tylko mały wycinek rzeczywistości. Potem zaczyna się tragikomiczny roller coaster. Nie brakuje w tej historii zabawnych sytuacji, ale w pewnym momencie odkrywamy, że w „Niespokojnych ludziach” chodzi o coś więcej, niż wywołać uśmiech na naszej twarzy.
Zaglądamy do świata ludzi boleśnie doświadczanych przez życie, mocno poranionych, którzy zamknięci w czterech ścianach mieszkania poznają pewne prawdy o sobie, drugim człowieku i na temat swoich relacji. Frederik Backman w mistrzowski sposób prowadzi narrację, splata losy ludzi ze sobą w nieoczekiwany sposób i pokazuje, że warto w drugim człowieku poszukać czegoś pozytywnego. Nie zawsze bowiem ten, który wydaje się okropny i wyniosły jak Cruella de Mon, rzeczywiście taki jest naprawdę. Autor odsłania jasną stronę ludzkiej duszy, wplatając jednostki w niemal absurdalne sytuacje, podczas których wykażą się empatią i dobrym sercem. Pisarz poprzez swoją opowieść chce nam przekazać, że wcale nie musimy być święci, żeby pokazać się od tej lepszej strony. Robi to taki sposób, że bez mrugnięcia okiem dajemy się ponieść tej niesamowitej historii.
PS Powieść przetłumaczyła Agata Teperek.