„Noblista z Nowolipek. Józefa Rotblata wojna o pokój” – Marek Górlikowski

Noblista z Nowolipek. Józefa Rotblata wojna o pokój, Marek GórlikowskiKażdy z nas potrafi wymienić polskich noblistów. Jak to się zatem stało, że tak niewiele osób słyszało o Józefie Rotblacie? Fizyku z Warszawy, który pracował nad bombą atomową w projekcie Manhattan, a uhonorowanego Pokojową Nagrodą Nobla. Marek Górlikowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, w książce reporterskiej „Noblista z Nowolipek. Józefa Rotblata wojna o pokój” przypomina o tej niezwykłej postaci, jednocześnie podejmując problem bezpieczeństwa na świecie, które jest zagrożone od momentu skonstruowania najbardziej niebezpiecznej dla ludzkości broni masowej zagłady.

Kiedy Józef Rotblat przyszedł na świat, nic nie zapowiadało, że za dziesięć lat Polska wróci na mapy świata. Zanim jednak został wybitnym naukowcem, musiał przejść bardzo trudną drogę. Rodzice chcieli, by został rabinem, ale Józef Rotblat miał inne marzenia. Nie ułatwiało mu życia żydowskie pochodzenie. Bieda sprawiła, że najpierw został elektrykiem bez matury. Podjął studia i jednocześnie pracowała, ale karierę naukową mógł kontynuować dopiero wtedy, gdy zdał egzamin dojrzałości. Krótko przed wybuchem wojny, wyjechał do Anglii, na stypendium. To uratowało mu życie. Nie udało mu się jednak sprowadzić do Liverpoolu żony. Ona niestety stanie się ofiarą Holocaustu.

W czasie drugiej wojny światowej Józef Rotblat kontynuował badania nad fizyką jądrową. Projekt Manhattan w Stanach Zjednoczonych był niezwykle ważny dla układu sił na świecie. Trwał wyścig, kto pierwszy skonstruuje bombę atomową. Rotblat miał 36 lat, kiedy dołączył do projektu, a jego praca okazała się istotna dla konstrukcji bomby. W tym samym czasie jego bliscy walczą w Polsce o życie, być może dlatego Józef bierze udział w tym wyścigu. Ostatecznie przyczynia się do śmierci ludności cywilnej w Hiroszimie i Nagasaki. Śmiercionośna broń budzi przerażenie i powoduje, że Japonia ogłosiła bezwarunkową kapitulację.

Pół wieku później Józef Rotblat otrzymuje Pokojową Nagrodę Nobla. Dzięki książce zobaczymy, co przyczyniło się do tego, że naukowiec ostatecznie zmienił zdanie i z takimi sławami jak Albert Einstein oraz Bertrand Russell zakłożył ruch Pugwash. Organizację, której celem było doprowadzenie do tego, by wyeliminować ryzyko użycia i konstruowania bomb jądrowych. Dzięki ruchowi Pugwash kontaktowali się ze sobą najwybitniejsi naukowcy z obu stron żelaznej kurtyny. Wydaje się to dzisiaj czymś normalnym, ale wtedy było to niezwykle kontrowersyjne. Trwała przecież zimna wojna, a takie kontakty powodowały, że można było narazić się na zarzut szpiegostwa na rzecz wrogiego kraju.

Książce reporterskiej Marka Górlikowskiego nie brakuje dramaturgii. Emocjonujące jest ukazanie wyścigu zbrojeń, ale również opis sytuacji Żydów w Polsce podczas II wojny światowej. Widzimy, jak zaciska się pętla nad ludnością pochodzenia żydowskiego. Członkowie rodziny Rotblata walczyli każdego dnia o przeżycie. Czytający w pewnym momencie chwyta się na tym, że trzyma kciuki, by udało im się przetrwać. Jednocześnie uświadamiamy sobie, jak trudny dla Rotblata musiał być ten czas. Brak wiadomości o ukochanej żonie oraz bliskich, którzy pozostali w kraju, był ogromnym obciążeniem. Najtrudniejsze miało jednak dopiero nadejść.

Marek Górlikowski rekonstruuje losy Rotblata na podstawie takich źródeł, jak akta FBI, archiwa brytyjskie w Londynie i Cambridge, a także z polskiej bezpieki. Nie do każdej informacji udało mu się dotrzeć, ponieważ niektórzy bliscy noblisty nie zdecydowali się na udostępnienie listów. Kiedy jednak czytamy książkę, zaskakuje, że ta historia przypomina opowieść rodem z hollywoodzkiego filmu – aż trudno chwilami uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Dlatego wielu coś dla siebie znajdzie, zarówno miłośnicy historii wojennych, miłosnych, czy szpiegowskich.

Dziennikarz nie pisze reportażu w sposób tradycyjny. Dzieli tę opowieść na kawałki, które musimy złożyć w całość i odpowiedzieć sobie na pytanie, kim był Józef Rotblat. Po lekturze reportażu pojawi się również nadal aktualne pytanie, czy pokój dany jest nam raz na zawsze? Co trzeba zrobić, by nigdy nie powtórzyło się to, co spotkało mieszkańców Hiroszimy? Refleksji nie zabraknie, zwłaszcza gdy spojrzymy na historię Rotblata z perspektywy naszego podwórka. Dlaczego naukowiec nie zyskał popularności w Polsce, choć przecież noblista czuł się Polakiem? Tutaj również istotna okaże się kwestia pamięci tego, co spotkało ludzi żydowskiego pochodzenia. Marek Górlikowski przypomni nam o tym, co dla Rotblata było najważniejsze. Dzięki reportażowi będziemy się musieli zastanowić nad kwestią naszego człowieczeństwa. Całość została napisana w taki sposób, że łatwo zapomnieć, iż mamy do czynienia z literaturą faktu. Reportaż liczy nieco ponad 450 stron, a czyta się go naprawdę szybko.

  1. Książka sprawia wrażenie niezwykle ciekawej i wartościowej – trochę to straszne, że ludzkość musiała na własne oczy zobaczyć skutki użycia broni atomowej, by przekonać się o jej śmiercionośnych własnościach.

    • Chociaż teoretycy przewidzieli skutki użycia bomby atomowej, zanim ją wyprodukowano. Z tego co pamiętam, już w 1933 roku wiedzieli, jakie mogą być konsekwencje, ale wtedy były to tylko wizje. W 1945 roku wszyscy się dowiedzieli, co to tak naprawdę znaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *