„Nocne czuwanie” – Sarah Moss

Nocne czuwanie, Sarah MossWspółczesna powieść anglojęzyczna do tej pory nie przenosiła mnie na szkockie pustkowia. Autorka książki „Nocne czuwanie”, Sarah Moss, urodziła się w Glasgow, a potem mieszkała w Manchesterze, czyli najbardziej związana była z północną częścią Wielkiej Brytanii. Być może dlatego akcja jej powieści rozgrywa się na Colsay, fikcyjnej szkockiej wyspie przypominającej nieco te istniejące naprawdę w archipelagu Orkady czy na Szetlandach.

Na tym bezludziu Anna mieszka wraz z rodziną. Wychowuje siedmioletniego Raphaela i malutkiego Timothy’ego, który dopiero uczy się mówić, ale już posiada własne zdanie. Bohaterce trudno jest wychowywać te niezwykle absorbujące dzieci. Mąż, Giles, zajmuje się na Colsay maskonurami, za bardzo się angażuje, za to stawia pewne wymagania. W związku z tym Anna czuje się jak złodziejka, kiedy znajduje chwilę na pracę naukową. Dzieje się to zwykle kosztem snu.

Giles odziedziczył Colsay. To tutaj miała być sielanka, ale odcięcie od świata wcale nie ułatwiło pisania pracy naukowej Anny, wręcz odwrotnie. Stąd nie ma ucieczki, nawet do sklepu, czy na plac zabaw. Na wyspie znajduje się kamienny domek, który para chce wynajmować, by zyskać dodatkowe dochody. W czasie kiedy rozgrywa się akcja powieści, jedna rodzina przypłynie na wyspę, jednocześnie domagając się sporych upustów. Nawet parę osób więcej to już coś, bo wreszcie Anna będzie mogła z kimś porozmawiać – z wchodzącą w dorosłość, buntującą się przeciwko matce Zoe.

Priorytetem jest praca naukowa pary. Mąż jak już wspomniałam zajmuje się ornitologią, a Anna chce dokończyć książkę o dzieciństwie w XVIII-wiecznej Anglii. Giles Cassingham ceni swoje dziedzictwo. Dobrze zna historię własnego rodu. Tak mu się wydaje do momentu pewnego odkrycia. Podczas sadzenia drzewek owocowych, Anna z synem znajdują kości owinięte w strzępy koca. Nawet siedmiolatek domyśla się, że mają do czynienia z ludzkimi, dziecięcymi szczątkami. Wezwana policja zaczyna śledztwo.

To znalezisko sprawia, że myśli kobiety zaczynają krążyć wokół historii wyspy. Jakie tajemnice skrywa Colsay? Wyniki poszukiwań zaskoczą Annę. Poznaje przeszłość tego miejsca, a nawet trafia na cenne źródła pisane, które pozwolą odsłonić rąbek tajemnicy. Historia do której wraca Anna, pokazuje nam również jakie zmiany zaszły w wychowywaniu dzieci w ciągu trzech wieków. Dzięki listom z XIX wieku wplecionym do współczesnej opowieści, zobaczymy spotkanie rzeczywistości z ideałami. Pielęgniarka, która miała wprowadzać na wyspie nowoczesność, zderza się z tradycją i jej zdaniem – zacofaniem. Nie jest w stanie zmienić postępowania ludzi, ale czy kobieta ma rację? Czy próbując narzucać swoje zasady, nie odbiera wolności mieszkańcom Colsay?

Nowoczesny świat miał dać kobietom niezależność i możliwość wyboru. Czy udało się osiągnąć te ideały, o które walczyły poprzednie pokolenia? W „Nocnym czuwaniu” Sarah Moss pisze o pojedynku między karierą a macierzyństwem. W zasadzie ta walka jest z góry przegrana, jeśli kobieta nie otrzyma wsparcia w zajmowaniu się potomstwem. Tu widzimy Annę doprowadzoną do takiego stanu, że łapie się na tym, że myśli o zrobieniu krzywdy synom. Najmłodszy Moth nie pozwala jej spać, a starszy choć odseparowany od wiadomości ze świata, wciąż myśli o katastrofach, bądź studiuje podręczniki inżynierii.

W powieści „Nocne czuwanie” narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Historię opowiada Anna, skupiając się przede wszystkim na własnych emocjach. Dzięki temu widzimy samotność kobiety, pozostawionej z dziećmi w zasadzie bez żadnego wsparcia. Giles jedynie pomaga, nie staje się partnerem przejmującym połowy obowiązków, skoro teoretycznie wychowują dzieci we dwoje. Z drugiej strony, kiedy już mężczyzna coś robi, Anna ma wyrzuty sumienia, że jest złą matką. Innym razem wie, że nie wszystko zostanie wykonane tak dobrze, jak ona by to zrobiła. Co powinno być ważniejsze: obowiązki, czy chwila odpoczynku?

Sarah Moss w „Nocnym czuwaniu” wypowiada się na temat współczesnego macierzyństwa. Krytykuje podejście ludzi wykształconych i średniozamożnych do tego problemu. Okazuje się, że wciąż w tej kwestii wiele pozostaje do zrobienia. Kobiety pozostawione są same sobie po urodzeniu dziecka, nie mają wsparcia w bliskich (matek, babć), tak jak to było wieki temu. Związki partnerskie istnieją tylko z nazwy, a kobiety decydujące się na karierę oraz dzieci postrzegane są jako dziwolągi. Seksizm wciąż jest na porządku dziennym, a doktorantki zatrudniane są na uczelniach tylko ze względu na to, żeby zgadzały się parytety.

W „Nocnym czuwaniu” podjęte zostały problemy związane z macierzyństwem. Pierwszoosobowa narracja pozwala nam spojrzeć na nie od wewnątrz, ponieważ mamy do czynienia z emocjami i przemyśleniami głównej bohaterki. Nie wszystko jednak jest powiedziane wprost. Nie brakuje niedopowiedzeń, które musimy uzupełnić sobie sami. By załagodzić chwilami smutny nastrój pisarka wzbogaca powieść o humor, a niekiedy nawet o satyrę. Z pewnością nie da się o książce zapomnieć zaraz po jej przeczytaniu. Cząstkę siebie odnajdzie tu każda kobieta próbująca pogodzić pracę z macierzyństwem.

  1. Muszę przyznać, że poczułam się zaintrygowana – zarówno tajemnicą Colsay, jak i obrazem macierzyństwa w powieści. Ostatnio częściej sięgam na książki poruszające temat macierzyństwa, choć może to nie tylko kwestia moich zainteresowań, ale także tego, że coraz więcej ich powstaje? Oby tylko większa ilość wydawania takich powieści poszła w parze z większą świadomością społeczną.

    • Zagadka to tylko pretekst snucia opowieści o macierzyństwie – ten temat jest najważniejszy, ale wpleciony w ciekawą fabułę i podany w interesującej formie. 🙂

  2. Kryminalna zagadka wydaje się całkiem interesująca, chociaż moją uwagę zdecydowanie mocniej przykuła poruszana tematyka – o trudnej sztuce łączenia macierzyństwa z pracą zawodową czytałem całkiem niedawno w książce „Jak pokochać centra handlowe?” Natalii Fiedorczuk-Cieślak. O tę kwestię zahaczało też „Wynurzenie” M. Atwood.

    • O książce Natalii Fiedorczuk dosyć dużo się mówi, ale sama nie miałam jeszcze okazji po nią sięgnąć. Natomiast proza Atwood jest moim ostatnim wielkim odkryciem – właśnie kończę trylogię „MaddAdam”, a w kolejce czeka „Opowieść Podręcznej”, więc mam nadzieję, że przyjdzie czas i na „Wynurzenie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *