Dla osoby, którą spotykają same nieszczęścia, znalezienie lampy z dżinem powinno być tym, co wreszcie odmieni los takiego pechowca. Pani Andżelika Szczęsna wie, coś na temat różnego rodzaju przeciwności losu. Dzięki książce „Pechowa klasa nr 13. Przegrane wygrane” dowiedzieliśmy się, jak łatwo można stracić ogromną kwotę pieniędzy, nawet jeśli podzieli się ją na wszystkich uczniów w klasie w której pracuje pani Szczęsna. Drugi tom cyklu pt. „Nieszczęsne życzenia”, a napisanego przez Honesta Lee i Matthewa J. Gilberta to książka oparta na podobnym pomyśle. Również tutaj zobaczymy, że niektóre marzenia są niebezpieczne i niekoniecznie przynoszą pozytywne skutki.
Pani Andżelika Szczęsna po raz kolejny spóźniła się na lekcję. Tym razem los zgotował jej niespodziankę w postaci wichury i dziury w chodniku. Choć nauczycielka w porę dostrzegła dół i tak w niego wpadła, bo wepchnął ją tam wir powietrza. Bolesne spotkanie z ziemią mogła zrekompensować lampa znaleziona na dnie dziury. Nauczycielka dopiero w klasie dowiedziała się, co znalazła. Najpierw jednak musiała szybko uciekać przed pszczołami, na których jad była uczulona.
Nauczycielka dotarła na lekcje, ale komplikacje dopiero się zaczęły. Po pierwsze pani Andżelika nie mogła wypowiadać się wyraźnie. Po użądleniu w wargę zdążyła spuchnąć na twarzy. Kiedy pokazała dzieciom lampę, nagle wyłonił się z niej Wielki Dżinn. Uczniowie przekonali go, że chociaż to nauczycielka ją przetarła ją dłonią, to dżinn powinien spełnić życzenie każdego, kto przebywa w klasie 13 – nawet chomika Homera.
Każdy z bohaterów ma jedną szansę, by odmienić swój los. Okaże się jednak, że spełnione marzenia szczęścia nie dają, za to mogą doprowadzić do wielu kłopotów i nieszczęść. Wystarczy niefortunne sformułowanie, albo nieprzemyślane życzenie. Posiadanie jednorożca, tyranozaura, wysokiego wzrostu będzie niezwykle kłopotliwe, a czasem nawet śmiertelnie niebezpieczne.
Zabawna historia podzielona jest na tyle rozdziałów ile było życzeń. Każdy uczeń otrzymał swoją szansę, ale większość próśb okazała się „nieszczęsna”. Dżinn podpowiada, że trzeba uważać na to, co sobie życzymy. Wszystko ostatecznie kończy się dobrze, choć niefortunne prośby mogły doprowadzić do niejednej klęski. Czytelnicy będą bawili się rewelacyjnie, ponieważ cała historia jest zabawna i zachęca do samodzielnej lektury dzięki warstwie humorystycznej oraz krótkim rozdziałom. Historie dzieciaków poznaje się jednym tchem. Każdy czytelnik będzie chciał wiedzieć, do czego doprowadzi życzenie kolejnych uczniów.
Autorzy książki „Pechowa klasa nr 13. Nieszczęsne życzenia” zapewniają odbiorcom bardzo dobrą rozrywkę, alej nie zabraknie również odpowiednich wniosków, które się nasuną czytelnikom. Na koniec znajdziemy dodatkowo zachętę, by spisać własne życzenie. Dzięki temu można również pomyśleć, jakie ono miałoby skutki, gdyby się spełniło. Wspomniałam już kiedyś, że cykl „Pechowa klasa nr 13” kojarzy mi się ze stylem Roalda Dahla, teraz przyszło mi do głowy, że inspiracją dla autorów z pewnością był również „Mikołajek”. Książka „Pechowa klasa nr 13. Nieszczęsne życzenia” wydaje się niepozorna objętościowo, ale należy do takich, do których moi domowi czytelnicy wracają wielokrotnie.