„Polska przydrożna” – Piotr Marecki

Polska przydrożna, Piotr MareckiOpowieść związana z podróżą nasuwa natychmiastowe skojarzenia z książką „W drodze” Jacka Kerouaca, a jeśli przeniesiemy się w bardziej rodzime okolice, to z „Siódemką” Ziemowita Szczerka. Ten ostatni nawet porównuje książkę „Polska przydrożna” z tekstami Miron Białoszewskiego. Dla mnie jednak niedoścignionym ekspertem od pisania opowieści z podróży, jest Andrzej Bobkowski. Nawet kiedy jej autor przebywał w mieście – Paryżu w czasie wojny, to możemy zobaczyć stolicę Francji z perspektywy siodełka rowerowego.

Piotr Marecki, profesor uniwersytecki, redaktor naczelny wydawnictwa Korporacja Ha!art, mieszkaniec Krakowa, postanowił wybrać się w drogę. Jego road trip to ostatnie chwile kawalerskiego życia. Jedzie dookoła Polski omijając wszystkie większe miasta i miasteczka. Trafia na drogi gminne i powiatowe, takie które nigdy nie słyszały o korkach. Dokumentuje to, co przy tych drogach się znajduje, fotografuje je, ale nie szuka atrakcji turystycznych. Te omija wielkim łukiem.

Co dzieje się na poboczach? Spotkać tam można ciekawe i dziwne nazwy miejscowości. Są to często miejsca wyludnione. Choć znaleźć można szyldy, drogowskazy, właściwie są one nikomu niepotrzebne. Wszyscy, którzy trafią do przydrożnych sklepów czy barów, doskonale o tym wiedzą, dokąd się udać. Często to jedyny miejsce w okolicy, w którym można się spotkać.

Bohater dzięki swojej narzeczonej pilnuje, by być człowiekiem „less waste”, wypija ogromne ilości kawy, ale zawsze wlewanej do termosu, by nie zaśmiecać Ziemi plastikiem. Relacjonuje swojej przyszłej żonie to, co go spotyka na trasie i wrzuca na portale społecznościowe zdjęcia, relacje z tego, co widzi podczas podróży. Śpi w przydrożnych motelach, a nawet w plenerze.

Początek gorącego lata 2019 roku zachęca do szukania ochłody przy zimnym piwie, ale okazuje się, że napotkani po drodze ludzie mogą preferować inne trunki. Niektórzy wolą spożywać napoje chmielowe w temperaturze pokojowej, inni częstują „małpkami”. Po drodze są też budki z lodami, bary z kebabami czy pizzerie. Co może zaskoczyć? Kapliczka postawiona na środku drogi, której przecież nie można usunąć, bo sprowadzi nieszczęście. Widzimy rzeźby wykonane z opon – palmy, albo zwierzęta, a także wielkiego plastikowego prawdziwka.

Piotr Marecki postępuje inaczej niż wszyscy znani podróżnicy czy piszący reportaże z wypraw. Po pierwsze nie komentuje tego, co widzi. Nie znajdziemy tu zbyt wielu opisów. Zamiast nich są wymieniane nazwy wszystkich miejscowości, przez które autor przejeżdża. Fotografuje przydrożne sklepy i szyldy, choć nie wyraża ani słowa na ich temat, chyba ze trzeba coś dopowiedzieć, czego nie da się domyślić z fotografii.

Istotne są spotkania i rozmowy z ludźmi, z którymi spotyka się Piotr Marecki. Nie ma dwóch podobnych historii, łączy te wszystkie osoby to, że trafiają się po drodze i mają ochotę coś powiedzieć. Znajdą się i tacy, którzy potrzebują spokoju przy piciu swojego piwa i nie powiedzą nic. Sam autor również i przy okazji spotkań ze swoimi rozmówcami za bardzo się nie odsłania. Wiemy tylko co robił, jakie miejscowości odwiedził, ale nie poznamy jego wrażeń i odczuć. Tak jakby sam był portalem społecznościowym, rodzajem medium, który wszystkie komentarze pozostawia nam, czytającym książkę i oglądającym zdjęcia w niej umieszczone.

Jaka jest zatem Polska przydrożna ocenić może jedynie odbiorca. Nie otrzymamy żadnych wskazówek, ani tropów, jak je interpretować. Sama esencja, która ma każdego może podziałać inaczej. Jedni się w tym odnajdą inni nie, wszyscy jednak zobaczą, że istnieje coś jeszcze oprócz wielkich miast. Polska przydrożna staje się bohaterem czy może tematem literackim, który warto zauważyć, zwłaszcza teraz, kiedy wszystko się zmieniło od tamtego lata. My wszyscy jesteśmy jej częścią.

PS W mojej okolicy znalazłoby się parę ciekawych obiektów dla autora książki. Jednak moja ulubiona, to część ta słabo przejezdna i bezdrożna.

  1. Od zeszłego roku intensywnie eksploruję polskie bezdroża – na południu kraju jest ogrom szlaków turystycznych, dzięki którym można poznać trochę dziksze rejony naszego kraju, bo trasy często poprowadzone są przez mniejsze miejscowości. Dlatego książka wydaje mi się b. ciekawa.

    • Na dodatek każdy znajdzie tu coś innego, ponieważ autor nie wyraża swojego zdania, to od nasz zależy, jaką „Polskę przydrożną” zobaczymy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *