„Queen” – Mark Blake

Queen, Mark BlakeKsiążka Petera Hince”a „Queen. Nieznana historia” rozbudziła mój apetyt, ponieważ poznałam z niej tylko część historii tego zespołu. Była to osobista opowieść człowieka, który należał do ekipy technicznej Queen. Postanowił napisać, jak widział czwórkę tych niezwykłych muzyków. Natomiast Mark Blake w biografii „Quenn. Królewska historia” zrobił znacznie więcej. Postanowił opisać całą historię zespołu, od samego początku, do dziś.

Przede wszystkim Mark Blake dotarł do wielu ludzi, którzy znali Freddiego Mercury’ego, Briana Maya, Johna  Deacona, Rogera Taylora osobiście. Przeprowadził rozmowy z żyjącymi członkami zespołu. Szkoda, że nie zdążył porozmawiać z samym wokalistą, który przedwcześnie zmarł na AIDS.

Farokkh Bulsara. Za tym imieniem i nazwiskiem kryje się oczywiście Freddie Mercury. Któż by przypuszczał, że z tego urodzonego w Zanzibarze dziecka wyrośnie tak znana osoba? Jego ojciec pracował dla Imperium Brytyjskiego, ale w pewnym momencie wysłał syna do szkoły w Indiach. Co ciekawe, rodzina Mercury’ego wyznawała zaratusztrianizm (zaraz nasuwa się skojarzenie z Nietzschem i jego „Tako rzecze Zaratustra”). Ponoć po śmierci ciało zmarłego należy wydać sępom na pożarcie. Cóż, w naszych czasach zupełnie inaczej można rozumieć tę zasadę. Współczesnymi padlinożercami są przecież tabloidy…

Jak zatem z nieśmiałego chłopca Freddie stał się gwiazdą? Oczywiście sam talent nie wystarcza, trzeba jeszcze mieć odrobinę szczęścia. Kiedy trafiają na siebie członkowie zespołu Quenn, jeszcze dużo czasu upłynie zanim zostaną sławni. Początkowo wydawało im się, że nigdy nie staną się popularni. Wprawdzie pierwsze płyty i koncerty sprawiały, że zyskiwali stopniowo popularność, ale nie szły za tym żadne profity, żyli ubogo, na garnuszku najbliższych.

Dopiero wydanie czwartego krążka coś zmieniło. Udało im się wyplątać z niekorzystnego kontraktu i pięli się na sam szczyt. Jak daleko zaszli, trudno nam sobie dzisiaj wyobrazić. Powstała legenda mówiąca o tym, jak Freddie świętował swoje urodziny, a narkotyki dostarczały karły na tacach, które nosili na głowach. Członkowie zespołu zaprzeczają, że tak było. Faktem natomiast są sumy, które zostały wydane na tej słynnej imprezie – i rzeczywiście alkoholu oraz narkotyków nie brakowało (wielu innych atrakcji również).

Freddie z człowieka, który ze stresu przed występem wymiotował, stał się gwiazdą, której niczego nie można było odmówić. W pewnym momencie zażyczył sobie nawet, by publiczność pojawiająca się w pierwszych rzędach na koncertach była bardziej atrakcyjna. Doszło do tego, że nawet karmiono wokalistę, a gdy postanowił iść pieszo, to obok jechała limuzyna, bo przecież Mercury mógł zmienić zdanie.

Mark Blake pisze również o pozostałych członkach zespołu. Jednak to właśnie Mercury był człowiekiem, który wyciągnął Queen na sam szczyt. Umiejętności wokalne szły w parze z ciekawymi pomysłami. Piosenki zespołu nie były jednak tylko jego autorstwa. I choć między muzykami dochodziło do spięć i kłótni, dawali z siebie wszystko, by powstawały niezwykłe utwory. Takie, które łączyły w sobie wiele: romansowały z operą, wodewilem, albo utworami z muzyki klasycznej.

Książka Marka Blake’a odkrywa wiele nieznanych faktów na temat zespołu. Pokazuje jak Freddie odkrywał swoją tożsamość erotyczną. Od wieloletniego romansu z Mary Austin po homoseksualne związki artysty. Widzimy człowieka, który mógł wszystko i często hedonistycznie podchodził do życia. Cena jaką za to zapłacił, była niezwykle wysoka. Blake jednak nieco wybiela Mercury’ego mówiąc, że historie o ilościach kochanków Freda są mocno przesadzone.

Historia, którą przedstawia czytelnikom Mark Blake w biografii Queen, jest naprawdę niezwykle ciekawa. Nie dość, że poznajemy losy zespołu rozpoznawalnego chyba w każdym zakątku świata, to dostrzeżemy znacznie więcej. Widzimy jak wyglądało życie na samym szczycie pod koniec lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych. Zobaczymy jak sukces wpływa na ludzi oraz jak inni potrafią wykorzystywać znanych, by pławić się w blasku ich sławy (i ich pieniądzach). Poznamy smutne skutki, jakie niosła ze sobą epidemia AIDS. Widzimy walkę, jaką stoczył z nią Freddie, tworząc tak długo, jak się dało. Historia nie kończy się na śmierci Mercurego. Blake uświadamia czytelnikom, że przecież „Show must go on”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *