„Sen Kolumba” – Emil Marat

Sen Kolumba, Emil Marat

Używamy niektórych określeń nie zastanawiając skąd się wzięły. Niekiedy nawet mamy pojęcie o źródle, jak w przypadku określenia „Pokolenie Kolumbów”. Wiemy, że pochodzi ono od tytułu powieści Romana Bratnego „Kolumbowie. Rocznik 20”. Potem powstała adaptacja telewizyjna, a z czasem zaczęto nazywać tak pokolenie urodzone mniej więcej w 1920 roku. Dzięki książce Emila Marata „Sen Kolumba” poznamy człowieka, którego pseudonim wojenny zainspirował Romana Bratnego do nadania tytułu swojej głośnej książce.

Emil Marat postanowił przeprowadzić historyczne śledztwo, by odpowiedzieć na pytanie kim naprawdę był Krzysztof Sobieszczański. Roman Bratny wykorzystał jego pseudonim do zbudowania własnej postaci literackiej, ale wzorował się na dwóch osobach. Drugą prawdziwą postacią był Stanisław Likiernik. W książce „Sen Kolumba” Emil Marat skupi się na historii Krzysztofa Sobieszczańskiego, którego życie mogłoby stać się scenariuszem dla wieloodcinkowego serialu sensacyjnego, ponieważ tytułowy Kolumb prowadził niezwykle burzliwe życie

O Sobieszczańskim tak naprawdę wiadomo znacznie mniej, niż o innych postaciach, które się zapisały na kartach naszej historii. Nic dziwnego, ponieważ Krzysztof Sobieszczański wcale nie był taką osobą, którą łatwo byłoby określić mianem bohatera wojennego. Emil Marat pokazuje, że tytułowa postać to osoba, której nie da się wtłoczyć do jednej szuflady razem z innymi herosami. Choć walczył w powstaniu warszawskim, działał w podziemiu, to jego wcześniejsze i późniejsze działania były mocno kontrowersyjne.

Krzysztof Sobieszczański urodził się w 1916 roku, w jego żyłach płynęła szlachecka krew, z domieszką arystokratycznej (tyle że pruskiej). Mimo takiego pochodzenia, rodzina nie należała do majętnych. Przyszły Kolumb wcześnie stracił ojca, bo ten zmarł na tyfus w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Chłopak dorastał w Warszawie, pragnął zostać podróżnikiem i odkrywcą. Matka wymagała od Krzysztofa, by uczył się języków (nawet później będzie poprawiała jego błędy gramatyczne w listach z Auschwitz). Świetna znajomość niemieckiego przyda się podczas wojny.

Zanim jednak wybuchła, młody Sobieszczański trafił do więzienia, za kradzież jachtu obywatela Wolnego Miasta Gdańska. Wcześniej młody Kolumb zdążył się ożenić, zdezerterować z Marynarki, opłynąć Bałtyk, by w Finlandii wpaść w ręce stróżów prawa. Kiedy wyszedł z więzienia w 1940 roku nie nacieszył się wolnością. Trafił na Pawiak, jako jedna z pierwszych ofiar łapanek, a potem wywieziono go do Auschwitz. Wydostała go stamtąd matka, między innymi powołując się na arystokratyczne pochodzenie, na powiązania z Hohenzollernami. Potem zaczyna się walka Kolumba w Kedywie, a także podczas powstania warszawskiego.

Bohaterskie czyny z jednej strony, a z drugiej strony powojenna działalność moralnie mocno dwuznaczna. Sobieszczański zostawił w Polsce żonę z dwójką dzieci, a na Zachodzie poślubił inną kobietę, z którą również miał potomstwo. Do tego dochodzą ciemne interesy i tajemnicza śmierć. Autor książki pokazuje Kolumba takim, jaki był naprawdę. Podkreśla umiłowanie wolności tytułowego bohatera. Widać wyraźnie, że nawet walka w powstaniu wcale nie była tylko i wyłącznie poświęceniem dla ojczyzny, a właśnie po to, by odzyskać własną niezależność. Emil Marat w swej książce opisuje Kolumba tak, by postać stała się czymś więcej niż tylko określeniem dla pokolenia, które się przyjęło za sprawą Bratnego. Widzimy człowieka z krwi i kości, którego kręgosłup moralny ani nie jest ze spiżu, ani ze stali.

Zadanie, które postawił sobie Emil Marat nie było łatwe. A jednak udało się znaleźć nieznane dokumenty i inne źródła historyczne o Krzysztofie Sobieszczańskim. Autor książki pisze o swoich wątpliwościach, przypuszczeniach, a my razem z nim składamy sobie tę historię w całość, mając świadomość luk, czy niekiedy sprzecznych informacji. Ocenianie Emil Marat zostawia czytelnikom, co nie jest łatwe, ze względu na to, że nie wszystko jest oczywiste i jednoznaczne. Pisarz dotarł również do bliskich Sobieszczańskiego. Tomasz, syn Krzysztofa, został kapitanem, choć nie znał ojca. Dzięki książce Marata zobaczymy tragiczną postać, doświadczoną przez historię. Autor uzupełnia historyczne śledztwo o elementy reportażu i eseju. Pisze w taki sposób, że zmusza czytelnika do refleksji, nie rozstrzyga wszystkich przypuszczeń i niejasności, tylko je nam przedstawia w formie kawałków, nie zawsze pasujących do siebie. W efekcie mamy do czynienia z trudną lekturą, ale taki był bohater opowieści i czasy w których żył.

  1. O Krzysztofie Sobieszczańskim czytałem nieco przy okazji lektury wspomnianych „Kolumbów. Rocznik 1920” Bratnego, ale były to tylko pobieżne i zwięzłe informacje biograficzne. Tutaj natomiast, na podstawie tego, co piszesz, Emil Marat wykonał świetną pracę, dzięki czemu otrzymujemy portret człowieka z krwi i kości, którego postępowanie wymyka się prostym osądom. Przyznaję, że właśnie o takich ludziach lubię czytać najbardziej.

    • Z takiego żywota trudno byłoby napisać hagiografię. Na szczęście dzięki takim autorom jak Emil Marat ciekawe osoby i ich historie są przypominane.

    • Czytałam książkę Bratnego bardzo dawno temu, więc to co napisał Emil Marat przypomniało mi o czym ona była i teraz, kiedy już wiem, kim był Krzysztof Sobieszczański, inaczej będę odbierała powieść „Kolumbowie”.

Skomentuj ksiegozbiorkasiny Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *