„Robinson w Bolechowie” – Maciej Płaza

Robinson w Bolechowie, Maciej PłazaMaciej Płaza w swej dotychczasowej twórczości zwracał uwagę czytelników na wieś. Tam rozgrywałą się akcja debiutanckiej książki „Skoruń”, podobnie się dzieje w „Robinsonie w Bolechowie”. Miejsce opisywane przez pisarza niekoniecznie jest sielankowe. Nie charakteryzują go słowa z pieśni Kochanowskiego „Wsi spokojna, wsi wesoła”. Widoczna jest jednak pewna tęsknota za tym dawnym punktem oparcia, ale nie tylko. „Robinson w Bolechowie” to również opowieść o artyście i jego sztuce. Najnowsza powieść Macieja Płazy została doceniona przez jury w konkursie Angelus 2018.

Książka „Robinson w Bolechowie” nie należy do dzieł łatwych w odbiorze. Mamy do czynienia z prozą nasyconą złożonymi zdaniami. Forma jest niezwykle istotna i wymaga skupienia, w przeciwnym razie możemy wiele stracić. Głównym bohaterem powieści jest Robert, który dorasta i staje się artystą. Miejsce, w którym spędził dzieciństwo, miało swoją trudną historię. W Bolechowie oprócz pól i gospodarstw, znajdował się również pałac. Hrabia, który w nim mieszkał, ukrył przed nazistami swoje najcenniejsze dzieła sztuki. Choć te ocalały, sam hrabia stracił życie z ręki hitlerowca.

Wieś z drugiej połowy wieku to miejsce, w którym doszło do przesiedlania ludności, a także nastąpiła kolektywizacja. Niełatwy był żywot tych, którzy nie chcieli oddawać swojej własności. Mimo obietnic, zakładanie spółdzielni nie wzbogaciło mieszkańców Bolechowa. Bieda była czymś stałym i niezmiennym, podobnie z cierpieniem i ludzką krzywdą. Maciej Płaza w swojej powieści pozwala nam przyjrzeć się tym, których chichot historii najbardziej doświadczył.

Główną postacią jest Robert, artysta, który zostaje doceniony na całym świecie, ale to w Bolechowie tworzy najlepsze dzieła. Tam też wraca, by odkryć tajemnicę swojego pochodzenia, chce dowiedzieć się czegoś więcej o swojej przeszłości i własnej rodzinie. Jego dziadek Stanisław po wojnie opiekował się pałacem, został kustoszem obiektu. Pałeczkę po nim przejęła córka Łucja, ona również zajęła się tym miejscem. Robert dorastał w cieniu muzeum, dla niego również sztuka stanie się istotna, ale już jako jej kreator.

Dla głównego bohatera ważny jest zmysł wzroku i trzy kolory, przez które postrzega świat. Te barwy to biały, zielony oraz szary, podkreśla też muzyczność obrazów. Pejzaże kojarzą się z dziełami artysty, na którym Maciej Płaza się inspirował. Już na okładce „Skorunia” mamy reprodukcję obrazu Andrew Wyetha, tak samo jest w „Robinsonie w Bolechowie”. Kiedy zagłębimy się w opisy, okaże się, że tych nawiązań do dzieł Wyetha jest sporo. Również w warstwie językowej nie zabraknie odniesień literackich, intertekstualności. Już sam tytuł powieści został zaczerpnięty z „Drugiej jesieni” Bruno Schulza.

Powieść Macieja Płazy zaskakuje swoją formą. Otrzymujemy długie zdania, rozbudowane opisy, skomplikowaną historię miejsca, choć fikcyjnego, to przecież naznaczonego duchem czasów. „Robinson w Bolechowie” zaspokaja wyższe potrzeby, nie będzie czystą rozrywką, która trafi na listy bestsellerów. Z jednej strony Płaza opisuje miejsca mało popularne, bo przecież wieś nie jest w stanie zaoferować tego, co daje miasto. Z drugiej strony tu również żyją ludzie, którzy na pozór prości, skrywają w sobie złożony charakter. Podczas lektury wielokrotnie będziemy zastanawiali się, co skrywa zamknięty w sobie Franciszek, kim i jaka naprawdę jest Urszula. Wieś i pałac trwają wbrew przeszkodom, choć dzieje się tak dzięki ludziom, którzy poświęcają się dla tego miejsca. Kiedy skończy się era hrabiego, nadchodzi czas na kustosza muzeum. „Robinson w Bolechowie” to również opowieść o artyście i sztuce. Widzimy jak Robert rozwija swoje zdolności, tworzy i pracuje nad techniką, a następnie odnosi sukces. W interesujący sposób Maciej Płaza opisuje relację, jaką nawiązuje Robert z matką, a także innymi ludźmi. Postrzegamy samotność jednostki, zagubienie w czasie ciągłych zmian, jakie spotykają bohaterów w życiu. Wszystko to ukazane zostało w realistycznych i jednocześnie plastycznych obrazach.

    • Książki są zupełnie inne jeśli chodzi o styl i formę. Jedyne co je łączy to fakt, że ich akcja rozgrywa się na wsi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *