Książka „Światło, którego nie widać” napisana przez amerykańskiego autora, a wydana w 2014 roku, szybko okazała się bestsellerem. Anthony Doerr pisał tę powieść aż dziesięć lat. Rok po opublikowaniu zdobyła Nagrodę Pulitzera. W Polsce na portalu lubimyczytac.pl nagrodzono ją tytułem Książki Roku 2015 w kategorii Powieść historyczna.
Głównymi bohaterami „Światła, którego nie widać” są Marie-Laure i Werner Pfennig. Dziewczyna mieszka we Francji, wraz z ojcem, który jest ślusarzem w paryskim Muzeum Narodowym. Marie-Laure jako sześcioletnie dziecko straciła wzrok, ale jej ojciec robił wszystko, co w jego mocy, by dziewczynka mogła żyć normalnie. Dlatego dziewczyna potrafi czytać, bo zna alfabet Braille’a, czy poruszać się po mieście. Wszystko jest poukładane do momentu, kiedy wybucha druga wojna światowa. Nastolatka i jej ojciec udają się do Saint-Malo na wybrzeżu Bretanii do rodziny, z którą bohaterka nigdy wcześniej nie miała kontaktu.
Kolejną postacią jest Werner Pfennig. Sierota, który nie ma przed sobą perspektyw, choć posiada talent. Potrafi naprawiać radia, jest uzdolniony technicznie. Jednak jedyne miejsce do którego może trafić jest kopalnia. Zrządzeniem losu, ktoś go jednak zauważa i bohater znajdzie się w elitarnej szkole… dla dzieci nazistów. Chłopiec nie chce postępować zgodnie z tą ideologią, nie zgadza się z nią. Wie, że jest indoktrynowany, że w szkole próbuje się złamać chłopców, by stworzyć posłuszne i ślepe maszyny do zabijania. Werner jest zbyt wrażliwy, żeby się temu poddać. Czy może jednak się przeciwstawić złu?
Dwa wątki przeplatają się, poznajemy historię obu tych postaci. Dopiero na koniec Marie-Laure i Werner Pfennig się spotkają. Już niemal od początku wszystko ich dzieli. Znajdują się po przeciwnych stronach, ale łączy je radio. Dziewczynka czyta książkę na głos i nadaje tę audycję w eter. Słucha jej właśnie Werner, który w wojsku zajmuje się namierzaniem nielegalnych radiostacji. To tym postaciom udaje się zachować w tym centrum zła coś jeszcze – owo tytułowe światło.
W tej historii znajdziemy również motyw baśniowy. W muzeum w Paryżu miał być przechowywany niezwykły diament „Morze Ognia”. Jego właściciel był dzięki niemu nieśmiertelny, ale przynosił on śmierć wszystkim jego bliskim. Czy to przekleństwo staje się dosłownym morzem ognia, które w czasie działań wojennych trafia się w miejscu, w którym mieszka Marie-Laure? Piękne Saint-Malo pod koniec wojny bardzo ucierpiało, ale to właśnie tu spotkają się nasi bohaterowie. Jaki będzie finał?
Opowieść stworzona przez Anthony’ego Doerra zaskakuje tym, że choć rozgrywa się w trudnych i brutalnych czasach, pełna jest piękna i ciepła. Jak opisać wojnę z perspektywy osoby niewidomej? Z tego powodu w książce nie mogło zabraknąć detali odwołujących się do innych zmysłów. Jednak czy pośród całego okrucieństwa, śmierci można pisać stosując poetycki styl narracji? Myślę, że poprzez taki zabieg autor książki chciał podkreślić odmienność swoich bohaterów, którym udało zachować się wrażliwość w tym zalanym ogniem świecie.
Na szczególną uwagę zasługuje sama konstrukcja powieści. Książka „Światło, którego nie widać” zostało dopracowana pod każdym względem. Potrafi zaskoczyć czytelnika, ale też poruszyć. Pokazuje, że warto walczyć ze złem i posiadać marzenia. Przede wszystkim jednak ukazuje, że gdzieś w człowieku może tkwić światło, warto je zobaczyć, by w ten sposób przełamać samotność. Anthony Doerr osadził akcję swej powieści w czasie drugiej wojny światowej, ale skupił się na istocie człowieczeństwa, które w takich tragicznych momentach często pozostaje ukryte. Tu jednak bohaterom udaje się zachować niewinność.
Mi ta niewinność mocno gryzie się z wojenną rzeczywistością. Ciekaw jestem, jak autor tego dokonał bez zaburzania wiarygodności fabuły.
Fabuła nie do końca jest wiarygodna i wydaje mi się, że to celowy zabieg – bo pojawia się motyw diamentu, który sprowadza klątwę na osobę, która go posiada. Z drugiej strony jest realizm i okrucieństwo wojny. Za dużo nie mogę zdradzić, bo istotny jest finał tej opowieści, a nie chcę odbierać przyjemności z poznawania tej historii.
Nie, nie, nie. Proszę mi tego nie robić, proszę nie kusić mnie i nęcić istotnym finałem i zagadkowymi niedopowiedzeniami! 😉
O to w tym chodzi – to jak wszystko zosatje spięte i połączone na końcu… 🙂
A mnie intryguje perspektywa, jaką zastosował autor, chętnie przekonam się, jak wyszło to „w praniu”.
Myślę, że również kontekst historyczny mógłby Cię zainteresować. 🙂