Co takiego ma w sobie Islandia, że tak bardzo intryguje? Im więcej książek przeczytam, które są z tym miejscem powiązane, tym bardziej rośnie mój apetyt, by kiedyś zobaczyć tę wyspę na własne oczy. Goethe powiedział: „Zobaczyć Neapol i umrzeć”, ale pewnie wiele osób zamieniłoby Neapol na Islandię. Choć to państwo liczy mniej niż pół miliona obywateli, to wydaje się, że większość z nich to artyści. Na dodatek uznani i popularni. Dwa lata temu na język polski została przetłumaczona powieść „Wyspa”, autorstwa Sigríður Hagalín Björnsdóttir. Teraz możemy sięgnąć po „Święte słowo”, drugą książkę tej autorki.
Głównymi bohaterami są Edda i Einar. Łączą ich więzy krwi, ponieważ mają wspólnego ojca. Ich relacja jest niezwyczajna, gdyż matki dzieci postanowiły wychować je razem. Edda i Einar mają właściwie dwie mamy, ale ojciec nie uczestniczy w wychowaniu swojego potomstwa. Wprawdzie wielu uważa, że kobiety są parą, ale tak nie jest. Relacja między tą czwórką okazuje się bardzo złożona. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że przyrodnie rodzeństwo świetnie się uzupełnia. To czego nie posiada brat, siostra otrzymała z nawiązką.
Edda cierpi na hiperleksję. Nie nawiązuje relacji z rówieśnikami, tylko cały czas czyta i zapamiętuje poznane historie na zawsze. Einar z kolei nie radzi sobie ze słowami pisanymi, gdyż ma głęboką dysleksję. Te zaburzenia wcale nie sprawiają, że dzieci nie znajdują nici porozumienia. Rodzeństwo świetnie się uzupełnia, ale do pewnego momentu w ich życiu. Kiedy zaczyna się dojrzewanie, ich drogi stopniowo się rozchodzą, choć tak naprawdę tylko oni potrafią zrozumieć się w pełni.
Historia zaczyna się w momencie, gdy dorosła już Edda niespodziewanie znika. Właśnie urodziła dziecko, a jej życie zdawało się być wreszcie świetnie poukładane. Choć jako dziecko nie potrafiła nawiązywać relacji z rówieśnikami, teraz stała się ikoną mediów społecznościowych. Tymczasem wszystko to okazało się ułudą. Jedyną osobą zdolną odnaleźć kobietę, jest jej brat. Rusza śladem siostry. Trop prowadzi go do Nowego Jorku. Czy Einar odnajdzie siostrę?
„Święte słowo” sądząc po dotychczasowym opisie, może wydawać się opowieścią kryminalną. Jednak Sigríður Hagalín Björnsdóttir idzie krok dalej. Fabuła tej historii jest intrygująca i ciekawa, ale prowadzi do przemyśleń związanych z czytaniem. Otrzymujemy książkę, w której pojawia się wizja świata bez słowa pisanego. Edda czuje się ze swoimi nadzwyczajnymi zdolnościami skażona. Zapamiętywanie wszystkich przeczytanych historii jest dla niej przekleństwem. Nie potrafi się uwolnić od tego, co już raz poznała. Dochodzi do wniosku, że świat bez pisma byłby doskonalszy. Znajduje nawet potwierdzenie na to w dziełach filozoficznych oraz w sumeryjskich wierzeniach. Idzie krok dalej niż starożytne cywilizacje mogłyby sobie wyobrazić..
Można dojść do wniosku, że autorka powieści prowadzi z czytelnikiem pewną grę. Z jednej strony historia może nas prowadzić do refleksji nad sensem słowa pisanego i tym, co zabiera człowiekowi. Ale czy rzeczywiście tak jest? Z drugiej strony widzimy również rzeczywistość, w której litery nie są celem samym w sobie. Sigríður Hagalín Björnsdóttir wykreowała postać Einara, przeciwieństwo Eddy. Mężczyznę, który nie potrzebuje pisma, ale przecież pragnie opowieści. Te daje mu Edda. Pismo dla niej jest przekleństwem, ale dla brata historie stanowią ważny element życia. Magiczne wspomnienia czegoś, co nigdy nie miało miejsca, mogą dać właśnie opowieści. Czy będą one zapisane, dla Einara nie ma znaczenia. Wystarczy mu, że usłyszy je z ust siostry.
W książce „Święte słowo” oprócz intrygi o charakterze sensacyjnym, rozważań na temat tego, w którym kierunku zmierza nasza cywilizacja, otrzymujemy również ciekawą powieść obyczajową. Rodzina Einara i Eddy nie jest typowa, nie tylko dlatego że dwie matki wychowują wspólnie dzieci, które mają jednego ojca. Przede wszystkim relacje między tą czwórką są niezwykle złożone. Chłopak wychowywany w relacji z kobietami, które musiały być silne, by móc wychować dzieci, chciałby również bliżej poznać ojca. Kiedy do tego do chodzi, niespodziewanie zrywa z nim kontakt, nie chce mieć z nim nigdy więcej do czynienia. Właśnie te wątki obyczajowo-psychologiczne wydają mi się najciekawsze (może dlatego, że nie wyobrażam sobie świata bez słowa pisanego?).
„Wyspa” mnie zaciekawiła, ale jeszcze jej nie przeczytałem. O „Świętym słowie” też będę pamiętać, bo cenię siebie literaturę rozważającą rolę słowa pisanego.
Tutaj to raczej mało pozytywna wizja dla słowa pisanego…
No to przekonam się, jak mało pozytywna jest ta wizja, bo właśnie wypożyczyłem tę książkę z biblioteki.
Rozważania na temat roli słowa, opowiadania historii, snucia opowieści – uwielbiam. Nie przypuszczałam, że ta powieść może kryć w sobie inne poziomy… bardzo mnie zainteresowała.
Dotąd słabo poznałam literaturę islandzką, ale dobrze wspominam zarówno „Niebo i piekło” Stefanssona, jak i „Sztormowe ptaki” Karasona.
Biorąc pod uwagę ilość obywateli Islandii, już poznanie 2 przedstawicieli to całkiem spora pisarska reprezentacja. 🙂