„Szatańskie tango” – László Krasznahorkai

Szatańskie tango, László Krasznahorkai„Szatańskie tango” jest debiutancką powieścią węgierskiego pisarza László Krasznahorkaiego, która została wydana w 1985 r. W Polsce mogliśmy po nią sięgnąć dzięki przekładowi Elżbiety Sobolewskiej w 2004 roku. Dzięki ubiegłorocznej Literackiej Nagrodzie Nobla, przypomnieliśmy sobie o tym wybitnym pisarzu. Możemy też wrócić do „Szatańskiego tanga” za sprawą wznowienia w serii „nowa klasyka” Wydawnictwa Czarne. Powieść doczekało się wielu nagród literackich, a słynna siedmiogodzinna adaptacja filmowa z 1994 roku w reżyserii Béli Tarra jeszcze bardziej spopularyzowała to dzieło.

Bohaterami „Szatańskiego tanga” są mieszkańcy pewnej zabitej dechami wsi. Mieszka tam zaledwie parę osób i łączy je chęć ucieczki z tego miejsca. Nic dziwnego, gdyż mamy wrażenie, że żyją w nędzy, w przestrzeni, w której wszystko ulega stopniowemu rozkładowi. Sprzyja temu ciągle padający deszcz i wszechobecne błoto. Nie widać żadnej nadziei na poprawę sytuacji. To, co robią mieszkańcy, wyraźnie wskakuje na całkowite poczucie utraty wiary w lepszą przyszłość. Pijaństwo, wdawanie się  w romanse, oddawanie ciała za pieniądze. Nikt tu nie będzie czysty i bez skazy.

Postacie spotykają się w karczmie pogrążając się w pijaństwie. Tańczą tango i czekają. Dotarła do nich widomość, że do osady wraca Irimiás. Mężczyzna wcześniej został uznany za zmarłego, teraz jednak okazuje się, że żyje. Daje to tym ludziom nadzieję. Zaczynają wierzyć w poprawę swojej sytuacji. Uznają wręcz, że mężczyzna zmartwychwstał. W tym czasie kiedy piją, jedyne dziecko we wsi, Estike odbiera sobie życie. Dziewczynka najpierw zabija kota, potem sama przyjmuje trutkę na szczury.

Kiedy śmierć dziecka wychodzi na jaw, w karczmie jest już Irimiás. Rozpoczyna przemowę, która brzmi, jak kazanie. Mężczyzna wskazuje winnych śmierci Estike. Oskarża wszystkich, ale nawet matka nie za bardzo przeżywa tę śmierć. Wydaje się, że dziewczynka była dla rodziny kulą u nogi. Wszyscy źle ją traktowali, łącznie z bratem, który oszukał dziewczynkę, wyśmiewał i okradł. Estike przyjmując trutkę na szczury, marzyła o tym, żeby zabrały ją anioły.

Szybko się domyślamy, że Irimiás to fałszywy prorok. Żaden z niego zbawiciel, ale trzeba mu oddać, iż jego dar zjednywania do siebie grupy jest ogromny. Mieszkańcy osady słuchają mężczyznę i dają się przekonać, by oddać mu wszystko, co posiadają. Porzucają własne domy i idą we wskazane miejsce. Nic jednak się nie dzieje tak, jak się spodziewali. Domyślają się w końcu, że zostali oszukani, a mimo to, kiedy wreszcie ich „wybawiciel” przychodzi, udają się tam, gdzie im polecił. Zostają rozdzieleni.

Tylko doktor pozostaje w opuszczonej wsi. Mężczyzna prowadził zapiski o każdym z mieszkańców osady. Na koniec widzimy go, jak wciąż pisze, a słowa, które padają na kartki papieru zdają się prorocze. Powielają pierwsze słowa powieści. Historia zdaje się w tym momencie zataczać pewne koło, a czytelnik zastanawia się, kim naprawdę jest doktor: szatanem czy może kimś w rodzaju demiurga? W „Szatańskim tangu” znajdziemy nawiązania zarówno do Biblii, twórczości Kafki i Schulza oraz filozofii Nietzschego.

Lubię podziwiać osoby tańczące tango. Jednocześnie sam układ wydaje mi się niezmiernie skomplikowany. László Krasznahorkai odnosi się do tańca nie tylko w tytule, czy w fabule, ale również w konstrukcji powieści dzieląc ją na dwanaście rozdziałów. Naśladuje kroki tanga licząc sześć do przodu, a potem sześć do tyłu. Z jednej strony widzimy wirujące w tańcu pary, a z drugiej nawet rozdziały nawiązują do tego układu. Wreszcie sam finał, scena z doktorem zatocza pewną pętlę, podobnie jak dzieje się to w tańcu

Powieść László Krasznahorkaiego nie należy do łatwych w odbiorze. Pojawia się wielu bohaterów, a ich zachowanie, motywacja wydaje się początkowo zawiła. W prostej historii zazwyczaj szukamy podziału na dobrych i złych, tutaj okaże się to niemożliwe. Nawet Irimiás czy Estike nie będą postaciami jednoznacznymi. Do tego odbiór powieści komplikują długie i złożone zdania, brak wydzielonych dialogów. Mimo tych trudności w końcu zatraciłam się w tej historii. Poczułam się jak w transie. Wpadłam w wir tańca. Tylko kto nas prowadzi w tym tangu? Czyżby sam szatan? A może brak nadziei i poczucia bezpieczeństwa doprowadza bohaterów do zbiorowej halucynacji? Pytań podczas lektury rodzi się wiele, ale odpowiedzi musimy udzielić sobie sami.

PS Powieść na język polski przełożyła Elżbieta Sobolewska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *