Zośka Papużanką swoją książką „Szopka” zdzieliła mnie mocno obuchem w głowę. Tyle, że w roli obucha wystąpił język. I nie był on bynajmiej poetycki.
Powieść na zaledwie dwustu stronach przedstawia historię kilkupokoleniowej rodziny. Głównym bohaterem staje się właśnie ona. Niekiedy środek ciężkości w narracji spływa na któregoś z członków tej familii, ale w sumie otrzymujemy jej całościowy obraz.
Matka rodziny jest najsilniejszą osobowością. Czarnym koniem. Jej charakter wpływa na wszystkich. Ona jest twórczynią kompleksów swojej córki. Dzięki niej sześćdziesięcioletni mężczyzna nadal jest Maciusiem, choćby nie wiem jakie przewinienia miał na sumieniu. Papużanka wspaniale oddała tę postać, za pomocą języka. Jej jazgot, biadolenie, wieczne narzekania zlewa się w jedną całość, tworząc coś, co przypomina ujadanie psa.
Wanda i Maciuś są rodzeństwem. Przyrodnim, ale zawsze. Matka została wcześnie wdową, jednak trzyletni chłopczyk dowiaduje się, że ma w rodzinie nie tylko nowego ojca, ale i jakiegoś insekta, który wprawdzie budzi zainteresowanie, ale i agresję. Główną przyjemnością malucha będzie straszenie siostrzyczki. Ot, słodki braciszek. Wanda wyrośnie na obraz i podobieństwo ojca. Cicha, zakompleksiona, lękliwa. Trudno jej się odnaleźć między matką a ojcem. Musi jeszcze przetrwać zamachy brata.
Akcja powieści dzieje się głównie w Krakowie. Najpierw tym PRLowskim, później współczesnym. Okazuje się, że rodzina jest pochodzenia chłopskiego – jak to się wtedy określało. Ojciec – Pomorzanin – ma za sobą wstydliwą przeszłość – służył w Wermachcie. Na dodatek z tamtymi czasami wiążą się jego najwspanialsze wspomnienia. Natomiast pobyt w obozie jenieckim w Anglii dał mu pierwszą miłość. Mężczyzna jednak decyduje się na powrót do ukochanej ojczyzny. I trafia mu się nie słodka Wendy, a kolejne wcielenie Ksantypy.
Rodzina opisana przez Papużankę nie ma w sobie zbyt wiele dobra. Jest małym piekłem za życia. Te postaci, które są pozytywne, nie mają najmniejszej siły przebicia. Dla mnie obraz, który się wyłania to antymacondo. Jest saga rodzinna, ale nie ma w niej magii. Pozostaje przede wszystkim koszmar. On chce zwyciężać i dominować, nie sposób przed nim uciec.
Książka jest rewelacyjna. Czyta się ją jednym tchem. Sama tematyka powieści do przyjemnych nie należy, jednak mocno porusza. Choć „Szopka” jest debiutem autorki, wkracza ona ostro w świat literacki. Język jakim się posługuje, to majstersztyk. Już sam tytuł wiele mówi. Obraz polskiej rodziny nakreślony przez autorkę, daje nam sporo do myślenia. W wiarygodny sposób ukazuje małe koszmary rzeczywistości, które po dodaniu się tworzą wizerunek zwyczajnej rodziny. Oni tego zła nie widzą, albo nie mają ochoty i siły, by z nim walczyć. Warto się zastanowić, po jakiej stronie my jesteśmy, czy nie znajdujemy się przypadkiem w takiej szopce…
Dziękuję za książkę wydawnictwu Świat Książki
Pingback: Ratujmy Świat Książki | Czytam, bo chcę i już
Pingback: Morfina – Szczepan Twardoch | Czytam, bo chcę i już
Pingback: Nagroda Literacka Nike 2013 | Czytam, bo chcę i już
Pingback: „Zależności” – Łukasz Suskiewicz | Czytam, bo chcę i już
Pingback: „On” – Zośka Papużanka | Czytam, bo chcę i już