Chyba coraz więcej czytelników i czytelniczek czeka na nowe książki Zośki Papużanki. Ostatnią, jaką czytałam, był „Kąkol”. Teraz możemy sięgnąć po najnowszą powieść autorki pt. „Żaden koniec”. O czym jest najkrócej mówiąc ta historia? Nie sposób jej streścić w jednym zdaniu, gdyż zabrzmi banalnie. A przecież „Żaden koniec” nie należy do tego typu książek, które można zaliczyć do nic nie wnoszących do życia czytadeł. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Zośka Papużanka
„Kąkol” – Zośka Papużanka
„Wsi spokojna, wsi wesoła…” – takie idylliczne i sentymentalne skojarzenie obudzi się u sporej grupy osób, gdy sięgną pamięcią do swoich wakacyjnych wspomnień. Wielu z nas wyjeżdżało latem do babci czy do bliskich na wieś. Nie było zbyt wielu opcji, tylko szczęśliwcy trafiali na wymarzone obozy i kolonie. Bohaterka najnowszej powieści Zośki Papużanki pt. „Kąkol” wyjeżdża z całą swoją rodziną do domku na wsi. Czytaj dalej
„Przez” – Zośka Papużanka
Trudno mi uwierzyć, że ostatnią książkę Zośki Papużanki czytałam aż cztery lata temu. Po debiutanckiej „Szopce” nie sposób było przejść obojętnie obok powieści „On”. Pisarkę za pierwszy wymieniony tytuł nominowano do Nagrody Nike, za obydwa do Paszportów Polityki. Może dzięki powieści „Przez” autorce uda się zdobyć którąś z tych prestiżowych nagród? Czy ma szanse? Wszystko zależy od jurorów, od tego czy ta książka inna niż wszystkie trafi w ich gusta. Czytaj dalej
„On” – Zośka Papużanka
Debiutancka „Szopka” Zośki Papużanki okazała się książką, która została bardzo dobrze przyjęta. Nominowano ją do Nagrody Nike i Paszportów Polityki. Napisać drugą, równie dobrą powieść, nie jest łatwo. Ale wreszcie się doczekałam. Po niemal czterech latach otrzymujemy książkę tej autorki pt. „On”. Tytuł niepozorny, choć intrygujący. Tym razem poznajemy historię bohatera, należącego do pokolenia, do którego sama się zaliczam. Opowieść zaczyna się w czasach PRL-u… Czytaj dalej
Opowieść o dojrzewaniu – „Persymona” Katarzyny Maicher
„Persymona” jest debiutem prozatorskim Katarzyny Maicher, który zaskakuje pod kilkoma względami. Po pierwsze wrocławska autorka ma niebywały talent do tworzenia plastycznych opisów. Po drugie intryguje wrażliwość głównej bohaterki oraz jej zmysłowe spojrzenie na świat z punktu widzenia dorastającej dziewczyny.
Główna bohaterka dorasta w Karłowicach, dzielnicy Wrocławia. Znaleźć tam można nadal ślady, które pozostały po poprzednich niemieckich mieszkańcach. Dzielnica jest niezwykła, bo pełna drzew oraz tajemniczych miejsc, gdzie można się bawić, dopóki nie wyciągnie się z ziemi ludzkiej czaszki. Wtedy robi się strasznie i trzeba szukać innego miejsca dla dziecięcych igraszek.
Dom, w którym mieszka dziewczyna, pełen jest śladów dawnych mieszkańców. Ale nie oni staną się pierwszoplanowymi bohaterami tej opowieści. Ważniejszy będzie dramat, który rozgrywa się za czterema ścianami tego budynku. Jego bohaterami będą: matka, ojciec i córka.
Oczyma najmłodszej członkini tej trzyosobowej rodziny, próbujemy zrozumieć i zrekonstruować to, co dzieje się pomiędzy dorosłymi. Despotyczny ojciec, psychiatra, wprowadza do rodziny wiele zła. Nie wiemy dokładnie, co się dzieje. Wspomnienia dziecka i próby odtworzenia faktów nie mają pełnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Bohaterka skupia się na swoich emocjach, ale jednocześnie pyta, czy można ufać takiej pamięci? Gdzie nie ma miejsca na wydarzenia, a pozostają tylko uczucia, odczucia, wrażenia.
Dziewczynka szuka pocieszenia u matki. Ale i u niej nie otrzymuje zbyt wiele wsparcia. Matka, wrażliwa malarka, wycofuje się z realnego świata, ucieka do wewnątrz, popadając w końcu w depresję. Córka zastanawia się, czy nie dzieje się tak za sprawą ojca? Właśnie on czyni coś złego. Najpierw widzimy go jako tajemniczego wędrowca z obrazu, który matka pokazuje córce, by po latach zobaczyć w tym samym miejscu demona.
Wszystko w świecie tej trójki dzieje się między słowami. Nie ma w tej historii miejsca na rozmowy, są tylko jakieś skrawki, niedopowiedzenia. Empatyczna córka jedynie może sobie wyobrażać, co dzieje się za zakazanymi drzwiami. Sypialnia rodziców jest tą enklawą dorosłych, do której nie ma dostępu. Choć nigdy nie padło słowo o zakazie wchodzenia tam, bohaterka czuje niewidzialną granicę, której nie potrafi przekroczyć.
Dojrzewająca dziewczyna ma przejąć odpowiedzialność za matkę, a jednocześnie obwinia ojca za wszystko, co się stało. Czy jest szansa na ucieczkę od takich chorych relacji? Kiedy odnajduje dziennik mamy, zaczyna lepiej rozumieć jej wewnętrzny kosmos. Nadal jednak nie znajduje odpowiedzi na wiele pytań. Wręcz niemożliwe jest odtworzenie tego, co się naprawdę wydarzyło, bo do takiej rekonstrukcji potrzeba spojrzeń z wielu perspektyw. Główna bohaterka ma tylko wspomnienia wrażliwego dziecka i zapiski odczuć matki.
Książka Katarzyny Maicher mogłaby zostać wrzucona do jednego worka z powieściami rozliczającymi dzieciństwo. Tu jednak podobieństwo choćby do „Szopki” Zośki Papużanki się kończy. Również „Złość” Magdaleny Miecznickiej skonstruowana jest zupełnie inaczej. W „Persymonie” dzieciństwo i dojrzewanie opowiedziane zostały poprzez zmysłowe obrazy. Bohaterka stwarza siebie poprzez uczucia, a nie wydarzenia. Fabuła praktycznie nie istnieje. Nie jesteśmy nawet w stanie określić na czym polega wina ojca. Im więcej się dowiadujemy, tym więcej rodzi się pytań.
Pisarka pokazała swoich bohaterów również poprzez symbole. One pełnią ważną rolę w tej powieści, gdyż dzięki nim możemy nieco zbliżymy się do bohaterów. Symbolami operuje matka. Tragedią dla tej rodziny staje się natomiast milczenie. Ono rozdziela wszystkich tak, że z jedności stają się oddzielnymi bytami. Główna bohaterka w końcu jednak odnajduje dla siebie drogę. W pewnym momencie stara się skupić na teraźniejszości, bo tylko na nią ma wpływ. A z przeszłością będzie można się łączyć poprzez sny i zmysłowe obrazy, które pozostały.
Muszę przyznać, że mimo iż w książce niemal nie ma fabuły, czyta się ją bardzo dobrze. Podobało mi się owo obrazowe konstruowanie świata. Dzięki temu coś, co zwyczajnie mogłoby stać się nudne (przez opisy), wrzucało czytelnika w inny świat. Niemal można przenieść się zielonej dzielnicy Wrocławia i dojrzewać wraz z główną bohaterką, by ostatecznie stać się owocem persymony.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za możliwość przeczytania książki.
Szopka niekoniecznie betlejemska
Zośka Papużanką swoją książką „Szopka” zdzieliła mnie mocno obuchem w głowę. Tyle, że w roli obucha wystąpił język. I nie był on bynajmiej poetycki.
Powieść na zaledwie dwustu stronach przedstawia historię kilkupokoleniowej rodziny. Głównym bohaterem staje się właśnie ona. Niekiedy środek ciężkości w narracji spływa na któregoś z członków tej familii, ale w sumie otrzymujemy jej całościowy obraz.
Matka rodziny jest najsilniejszą osobowością. Czarnym koniem. Jej charakter wpływa na wszystkich. Ona jest twórczynią kompleksów swojej córki. Dzięki niej sześćdziesięcioletni mężczyzna nadal jest Maciusiem, choćby nie wiem jakie przewinienia miał na sumieniu. Papużanka wspaniale oddała tę postać, za pomocą języka. Jej jazgot, biadolenie, wieczne narzekania zlewa się w jedną całość, tworząc coś, co przypomina ujadanie psa.
Wanda i Maciuś są rodzeństwem. Przyrodnim, ale zawsze. Matka została wcześnie wdową, jednak trzyletni chłopczyk dowiaduje się, że ma w rodzinie nie tylko nowego ojca, ale i jakiegoś insekta, który wprawdzie budzi zainteresowanie, ale i agresję. Główną przyjemnością malucha będzie straszenie siostrzyczki. Ot, słodki braciszek. Wanda wyrośnie na obraz i podobieństwo ojca. Cicha, zakompleksiona, lękliwa. Trudno jej się odnaleźć między matką a ojcem. Musi jeszcze przetrwać zamachy brata.
Akcja powieści dzieje się głównie w Krakowie. Najpierw tym PRLowskim, później współczesnym. Okazuje się, że rodzina jest pochodzenia chłopskiego – jak to się wtedy określało. Ojciec – Pomorzanin – ma za sobą wstydliwą przeszłość – służył w Wermachcie. Na dodatek z tamtymi czasami wiążą się jego najwspanialsze wspomnienia. Natomiast pobyt w obozie jenieckim w Anglii dał mu pierwszą miłość. Mężczyzna jednak decyduje się na powrót do ukochanej ojczyzny. I trafia mu się nie słodka Wendy, a kolejne wcielenie Ksantypy.
Rodzina opisana przez Papużankę nie ma w sobie zbyt wiele dobra. Jest małym piekłem za życia. Te postaci, które są pozytywne, nie mają najmniejszej siły przebicia. Dla mnie obraz, który się wyłania to antymacondo. Jest saga rodzinna, ale nie ma w niej magii. Pozostaje przede wszystkim koszmar. On chce zwyciężać i dominować, nie sposób przed nim uciec.
Książka jest rewelacyjna. Czyta się ją jednym tchem. Sama tematyka powieści do przyjemnych nie należy, jednak mocno porusza. Choć „Szopka” jest debiutem autorki, wkracza ona ostro w świat literacki. Język jakim się posługuje, to majstersztyk. Już sam tytuł wiele mówi. Obraz polskiej rodziny nakreślony przez autorkę, daje nam sporo do myślenia. W wiarygodny sposób ukazuje małe koszmary rzeczywistości, które po dodaniu się tworzą wizerunek zwyczajnej rodziny. Oni tego zła nie widzą, albo nie mają ochoty i siły, by z nim walczyć. Warto się zastanowić, po jakiej stronie my jesteśmy, czy nie znajdujemy się przypadkiem w takiej szopce…
Dziękuję za książkę wydawnictwu Świat Książki