„Kielonek” – Alain Mabanckou

KielonekCo by się stało, gdyby każdemu bywalcowi obskurnych barów dać zeszyt i kazać pisać co tylko zechce? Historie i o sobie, i o innych klientach baru? Sięgnęłam po książkę „Kielonek” Alaina Mabanckou, o którym już wspominałam przy okazji omawiania „African Psycho”. Tym razem kongijski pisarz przeniósł mnie do spelunki „Śmierć kredytom”, prosto w deliryczny trans pijaka-nieudacznika.

Alkohol w literaturze nie jest niczym nowym. Z prozy współczesnej wystarczy przywołać Pilcha i jego „Pod Mocnym Aniołem”. Oczywiście można też odwrócić temat i zacząć się zastanawiać jacy pisarze sięgali, po jakie gatunki trunków, by wspomagać swoją wenę twórczą. Jednak nie o to mi chodzi. Alain Mabanckou wykorzystuje znany motyw, ale przerabia go po swojemu. Okazuje się, że o przebywaniu w barze można opowiedzieć w sposób oryginalny i pasjonujący. Na dodatek przez całą powieść nie używając żadnej kropki. Czytaj dalej

„African Psycho” Alain Mabanckou

African PsychoAlain Mabanckou jest kongijskim pisarzem i poetą, tworzącym w języku francuskim, licznie nagradzanym, a obecnie wykładającym na amerykańskim UCLA. Książka „African Psycho” została wydana w 2003 roku (w Polsce w 2009). Tytuł powieści nawiązuje do książki „American Psycho” Bret Eastona Ellisa, spopularyzowanej przez ekranizację z Christianem Balem w roli głównej.

Tytułowym „African Psycho” jest Grégoire Nakobomayo. Mężczyzna wyróżnia się od reszty społeczeństwa tylko tym, że ma kanciastą głowę. Wszyscy mu oczywiście o tym przypominają, ale główny bohater „sra na społeczeństwo”, podobnie jak jego idol – seryjny morderca Angoualima.

Grégoire od początku musi sobie radzić sam. Nie zna swoich prawdziwych rodziców, a od rodzin zastępczych starał się uciekać  Należy do grupy „znalezionych dzieci”, licznie porzucanych przez matki zaraz po porodzie. Ważniejsze od nauki było dla niego granie w piłkę w dzielnicy Picie-wody-to-idiotyzm. Ostatecznie, jego kanciasty łeb i wielkie ręce przydały się do pracy w warsztacie samochodowym. Przez cały czas marzy o jednym – wielkiej zbrodni, która pozwoliłaby mu na zmazanie wszystkich upokorzeń, jakich zaznał do tej pory.

Dlaczego tak podziwiał Angoualimę? Bohater w pewnym momencie stwierdza: „W pewnym sensie wyprzedzał to, o czym marzyłem w związku z własną przyszłością. By nie ulec rozpaczy, przekonywałem się, że jestem do niego podobny, że jego i mój los mają tę samą krzywą i że z wolna pokonam kolejne stopnie, by w końcu zasłużyć na wieniec laurowy, który zwieńczy moją głowę w kształcie prostokątnej cegły” (s.19).

Główny bohater odbywa nawet pielgrzymki do grobu swego idola (na cmentarz Zmarłych-którzy-nie-mają-prawa-do-snu), traktuje go niemal jak Boga, ale i od Angoualimy otrzyma jedynie stek wyzwisk za swą nieudolność. Bo choć Grégoire planuje, układa szczegóły zbrodni, nic z nich nie wychodzi. Pozostaje tylko zazdrość i frustracja. Pierwsze ze względu na to, że inni są doskonali, a drugie wynika według niego z niesprawiedliwości świata.

Bohater „African Psycho” w niczym nie przypomina Patrika Batemana z powieści Ellisa. Wręcz stanowi jego przeciwieństwo. Alain Mabanckou pokazuje skrajnie biedny świat, zupełnie inny niż ten amerykański. Afrykańska rzeczywistość przeraża skrajnym ubóstwem, czy poczuciem beznadziei. Grégoire Nakobomayo próbuje się wyłamać z tych schematów, ale mu się to nie udaje. Skazany jest na porażkę i choć stara się przełamać normy społeczne, tkwi w nich, staje się coraz większym frustratem.

Książka „African Psycho” wcale nie opowiada o zabijaniu, tylko o niemocy. Główny bohater marzy o tym, by się wyróżnić w jakiś sposób. Jako, że wychował się na ulicy, niewiele dobrego w życiu zaznał, imponuje mu seryjny morderca. Czytelnicy śledząc monolog głównego bohatera stają się świadkami jego nieudolności. A przyznać trzeba, że już pierwsze zdanie zapowiada się obiecująco: „Postanowiłem zabić Germaine dwudziestego dziewiątego grudnia”. A potem dostajemy prztyczka w nos, bo zamiast opisu zbrodni, mamy do czynienia z absurdem i gorzką ironią.

Alain Mabanckou bawi się wieloma stereotypami związanymi z Afryką, ale nie ma zamiaru pisać powiastki dydaktycznej, czy moralizować. W książce pojawia się też sporo nawiązań do literatury – choćby do wspomnianego wcześniej Ellisa. Widzimy też w „African Psycho” sporo z kpiny Rabelais’a, czy humoru wziętego z Céline. Owych intertekstualnych gier znajdziemy znacznie więcej.

Grégoire Nakobomayo nie okaże się kolejnym Raskolnikowem, ale postacią, która nawet swą nieudolnością potrafi wzbudzić w czytelniku sympatię. Ważniejsza od zbrodni staje się motywacja bohatera. Owo pytanie – dlaczego i kogo chce zabić? Choć dowcip i ironia są tu bardzo ważne, co jakiś czas zauważamy, że jest to gorzki rodzaj humoru. Mnie najbardziej urzekło, jak trafnie Mabanckou szydzi z mediów – z dziennikarzy, którzy posługują się niezwykle skomplikowaną techniką: „A zatem? Słowo daję!”. Nic dodać, nic ująć – tylko czytać Alaina Mabanckou („Kielonek” już czeka)…