Poznawanie książek Alaina Mabanckou to prawdziwa literacka przygoda, a zaczęłam ją od „African Psycho”. Następny był „Kielonek”. Jeśli ktoś czytał te powieści i mu się one spodobały, raczej nie trzeba go namawiać do sięgania po kolejne książki tego francuskojęzycznego, a pochodzącego z Kongo, pisarza. Większość z nich czeka niecierpliwie na kolejne tłumaczenia książek Alaina Mabanckou. Czy „Papryczka” będzie równie interesująca, jak pozostałe powieści tego autora? Czytaj dalej
Archiwa tagu: Alain Mabanckou
„Zwierzenia jeżozwierza” – Alain Mabanckou
Wszystkie powieści Alaina Mabanckou, które czytałam do tej pory mają jedną wspólną cechę: nie posiadają kropek. Najnowsza książkę tego autora – „Zwierzenie jeżozwierza” – nawiązuje do „Kielonka”. Upartego Ślimaka, właściciela baru „Śmierć Kredytom” poznaliśmy za sprawą wymienianej przeze mnie wyżej książki. Właśnie on przekazuje wydawcy rękopis, jako spadkobierca literackiej spuścizny Kielonka.
Zapiski zostały znalezione niedaleko miejsca, z którego wyłowiono ciało autora „Zwierzeń jeżozwierza”, gdzieś w zaroślach nad rzeką Tchinouka. Narratorem tej niezwykłej opowieści jest jeżozwierz. Siedząc w cieniu baobabu opowiada mu historię Kibandiego. Zwierzę jest złośliwym sobowtórem swego mistrza, ale jego pan ma jeszcze inne „alter ego” – bez ust. Choć Kibandi nie żyje, jeżozwierz przetrwał, wyzwolił się od jego mocy, ale czy potrafi być prawdziwie wolny? Czytaj dalej
„Kielonek” – Alain Mabanckou
Co by się stało, gdyby każdemu bywalcowi obskurnych barów dać zeszyt i kazać pisać co tylko zechce? Historie i o sobie, i o innych klientach baru? Sięgnęłam po książkę „Kielonek” Alaina Mabanckou, o którym już wspominałam przy okazji omawiania „African Psycho”. Tym razem kongijski pisarz przeniósł mnie do spelunki „Śmierć kredytom”, prosto w deliryczny trans pijaka-nieudacznika.
Alkohol w literaturze nie jest niczym nowym. Z prozy współczesnej wystarczy przywołać Pilcha i jego „Pod Mocnym Aniołem”. Oczywiście można też odwrócić temat i zacząć się zastanawiać jacy pisarze sięgali, po jakie gatunki trunków, by wspomagać swoją wenę twórczą. Jednak nie o to mi chodzi. Alain Mabanckou wykorzystuje znany motyw, ale przerabia go po swojemu. Okazuje się, że o przebywaniu w barze można opowiedzieć w sposób oryginalny i pasjonujący. Na dodatek przez całą powieść nie używając żadnej kropki. Czytaj dalej
„African Psycho” Alain Mabanckou
Alain Mabanckou jest kongijskim pisarzem i poetą, tworzącym w języku francuskim, licznie nagradzanym, a obecnie wykładającym na amerykańskim UCLA. Książka „African Psycho” została wydana w 2003 roku (w Polsce w 2009). Tytuł powieści nawiązuje do książki „American Psycho” Bret Eastona Ellisa, spopularyzowanej przez ekranizację z Christianem Balem w roli głównej.
Tytułowym „African Psycho” jest Grégoire Nakobomayo. Mężczyzna wyróżnia się od reszty społeczeństwa tylko tym, że ma kanciastą głowę. Wszyscy mu oczywiście o tym przypominają, ale główny bohater „sra na społeczeństwo”, podobnie jak jego idol – seryjny morderca Angoualima.
Grégoire od początku musi sobie radzić sam. Nie zna swoich prawdziwych rodziców, a od rodzin zastępczych starał się uciekać Należy do grupy „znalezionych dzieci”, licznie porzucanych przez matki zaraz po porodzie. Ważniejsze od nauki było dla niego granie w piłkę w dzielnicy Picie-wody-to-idiotyzm. Ostatecznie, jego kanciasty łeb i wielkie ręce przydały się do pracy w warsztacie samochodowym. Przez cały czas marzy o jednym – wielkiej zbrodni, która pozwoliłaby mu na zmazanie wszystkich upokorzeń, jakich zaznał do tej pory.
Dlaczego tak podziwiał Angoualimę? Bohater w pewnym momencie stwierdza: „W pewnym sensie wyprzedzał to, o czym marzyłem w związku z własną przyszłością. By nie ulec rozpaczy, przekonywałem się, że jestem do niego podobny, że jego i mój los mają tę samą krzywą i że z wolna pokonam kolejne stopnie, by w końcu zasłużyć na wieniec laurowy, który zwieńczy moją głowę w kształcie prostokątnej cegły” (s.19).
Główny bohater odbywa nawet pielgrzymki do grobu swego idola (na cmentarz Zmarłych-którzy-nie-mają-prawa-do-snu), traktuje go niemal jak Boga, ale i od Angoualimy otrzyma jedynie stek wyzwisk za swą nieudolność. Bo choć Grégoire planuje, układa szczegóły zbrodni, nic z nich nie wychodzi. Pozostaje tylko zazdrość i frustracja. Pierwsze ze względu na to, że inni są doskonali, a drugie wynika według niego z niesprawiedliwości świata.
Bohater „African Psycho” w niczym nie przypomina Patrika Batemana z powieści Ellisa. Wręcz stanowi jego przeciwieństwo. Alain Mabanckou pokazuje skrajnie biedny świat, zupełnie inny niż ten amerykański. Afrykańska rzeczywistość przeraża skrajnym ubóstwem, czy poczuciem beznadziei. Grégoire Nakobomayo próbuje się wyłamać z tych schematów, ale mu się to nie udaje. Skazany jest na porażkę i choć stara się przełamać normy społeczne, tkwi w nich, staje się coraz większym frustratem.
Książka „African Psycho” wcale nie opowiada o zabijaniu, tylko o niemocy. Główny bohater marzy o tym, by się wyróżnić w jakiś sposób. Jako, że wychował się na ulicy, niewiele dobrego w życiu zaznał, imponuje mu seryjny morderca. Czytelnicy śledząc monolog głównego bohatera stają się świadkami jego nieudolności. A przyznać trzeba, że już pierwsze zdanie zapowiada się obiecująco: „Postanowiłem zabić Germaine dwudziestego dziewiątego grudnia”. A potem dostajemy prztyczka w nos, bo zamiast opisu zbrodni, mamy do czynienia z absurdem i gorzką ironią.
Alain Mabanckou bawi się wieloma stereotypami związanymi z Afryką, ale nie ma zamiaru pisać powiastki dydaktycznej, czy moralizować. W książce pojawia się też sporo nawiązań do literatury – choćby do wspomnianego wcześniej Ellisa. Widzimy też w „African Psycho” sporo z kpiny Rabelais’a, czy humoru wziętego z Céline. Owych intertekstualnych gier znajdziemy znacznie więcej.
Grégoire Nakobomayo nie okaże się kolejnym Raskolnikowem, ale postacią, która nawet swą nieudolnością potrafi wzbudzić w czytelniku sympatię. Ważniejsza od zbrodni staje się motywacja bohatera. Owo pytanie – dlaczego i kogo chce zabić? Choć dowcip i ironia są tu bardzo ważne, co jakiś czas zauważamy, że jest to gorzki rodzaj humoru. Mnie najbardziej urzekło, jak trafnie Mabanckou szydzi z mediów – z dziennikarzy, którzy posługują się niezwykle skomplikowaną techniką: „A zatem? Słowo daję!”. Nic dodać, nic ująć – tylko czytać Alaina Mabanckou („Kielonek” już czeka)…