O księdzu Romualdzie po raz pierwszy usłyszałam w radio. Dlatego chętnie sięgnęłam po książkę Dariusza Rosiaka – „Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkina”. Gdyby nie audycja, być może nie zwróciłabym na tę osobę uwagi.
W 1943 roku w getcie w Święcianach przyszedł na świat chłopiec. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie czas, miejsce urodzenia i pochodzenie dziecka. Matka przeczuwała, co może się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Przecież Żydom nie wolno było mieć dzieci. Batia Weksler poprosiła Polkę, by zaopiekowała się chłopcem. Jej argumentacja była następująca:
Pani jest chrześcijanką. Pani wierzy w Jezusa, przecież on był Żydem. Niech więc pani ratuje to żydowskie niemowlę w imię tego Żyda, w którego pani wierzy. Zobaczy pani, jak ten chłopiec wyrośnie, zostanie księdzem, będzie nauczał ludzi.
Jednak bohater książki Dariusza Rosiaka dorasta nie wiedząc o niczym. Niekiedy był nazywany przez inne dzieci – „żydek”. Co jakiś czas ktoś wytykał mu, że nie przypomina żadnego z rodziców. Bez wiedzy o przepowiedni rodzonej matki, decyduje się na to, by zostać księdzem. Dopiero jako dojrzały mężczyzna dowiaduje się od matki Waszkinelowej, że jego prawdziwi rodzice byli Żydami.
Na czym polega niezwykłość „człowieka o twardym karku”? Po odkryciu swojej tożsamości stara się połączyć dwie religie. Jednak zaskakuje go fakt istnienia antysemityzmu w Polsce. Działa on na niego jak zimny prysznic. A zauważa wszystko. Opisana została sytuacja, gdy ksiądz jadąc tramwajem denerwuje się na widok antyżydowskich napisów na murze. Nikt inny tego nie widzi. Najbardziej fascynujące jest to, że ów napis istniał, tylko dla ludzi których on nie dotyczył, stał się niewidoczny. Jabyśmy zauważali tylko rzeczy, które mogą nas dotknąć, a nie widzieli tego, co może ranić innych.
Kolejny problem opisany w reportażu dotyczy KUL-u, hierarchii kościelnej i tego jak tam odbierano Romualda Waszkinela. Księża wyżsi rangą – według głównego bohatera – nie pozwalali mu się rozwijać. Czuł, jakby był na siedzeniu pasażera, a nie wolno mu było kierować. Nie mógł zrobić kariery naukowej, gdyż wszędzie wyczuwał wrogość. Uważał, że tylko Jan Paweł II i abp. Życinski popierali w pewnym stopniu jego działania. Świat KUL-u nie akceptował jego poglądów naukowych i wyborów życiowych.
W końcu ksiądz wyjechał do Izraela. Dowiedział się, że właściwie nazywa się Jakub Weksler. Obecnie nosi oba imiona i nazwiska. Największą przeszkodą w tym kraju jest kapłaństwo Waszkinela. Przez to nie może zostać obywatelem Izraela. Mimo siedemdziesiątki na karku, podjął pracę jako archiwista w Yad Vashem.
Dariusz Rosiak w swym świetnym reportażu pokazuje księdza bez gloryfikowania go. Nie boi się tych negatywnych głosów. Sam Waszkinel ma sobie sporo do zarzucenia. Niekiedy był zbyt uparty i mało empatyczny, za mocno skupiony na sobie.
Księdza Wekslera-Waszkinela poznajemy stopniowo, z kilku perspektyw. Jego historię opowiadają różne osoby, nie zawsze jest to wygodna opowieść. Niekiedy bohater drażni, ale warto go poznać. Dariusz Rosiak stara się podkreślać, że warto mieć swój pogląd, nawet jeśli nie jest on wygodny. O pewnych historiach trzeba pamiętać, bo one właśnie nas kształtują.
Trudno o bardziej antagonistyczne stwierdzenie żyd-katolik, jednak Weksler-Waszkinel swoją postawą podkreśla, że można próbować zacierać pewne waśnie. Stara się to robić za wszelką cenę – nawet wykluczenia i samotności. Warto poznawać i próbować zrozumieć te poglądy. Nigdy nie wolno zapomieć o tym, co ukształtowało takich ludzi jak Romuald Jakub Weksler-Waszkinel. W książce najbardziej poruszyła mnie historia Żydów w Święcianach oraz droga, którą obrał ksiądz Waszkinel w poszukiwaniu tożsamości.
Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarne.


