Kiedy wielcy i sławni piszą książki, zaraz pojawia się poczucie zwątpienia, czy to przypadkiem nie mamy do czynienia z dziełem, które trudno zaliczyć do literatury. Tymczasem, jeśli ktoś czytał „Poniedziałkowe dzieci”, wie, że Patti Smith, zanim trafiła do branży muzycznej, rysowała i pisała wiersze. W Polsce możemy sięgnąć po czwartą książkę gwiazdy rocka pt. „Rok małpy”. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Patti Smith
„Please kill me. Punkowa historia punka” – Legs McNeil, Gillian McCain
Kiedy zechcemy przyjrzeć się bliżej temu, jak zmieniała się kultura, a w tym muzyka w drugiej połowie XX wieku, prędzej czy później będziemy mieli do czynienia z pukiem. Skąd się wziął? Gdzie się narodził? Czy miał wpływ na politykę, na modę, albo sztukę? Na te wszystkie pytania znajdziemy odpowiedź w książce „Please kill me. Punkowa historia punka”. Jej autorami są Legs McNeil oraz Gillian McCain. Pierwsza osoba, którą wymieniłam, to amerykański dziennikarz muzyczny. Właśnie on jest jednym z trzech z założycieli kultowego pisma „Punk”, od tego magazynu wywodzi się nazwa subkultury punkowej. Natomiast Gillian McCain jest kanadyjską poetką, która koordynowała programy poetyckie w nowojorskim kościele św. Marka, w którym występowała choćby Patti Smith. Czytaj dalej
„Obłokobujanie” – Patti Smith
Patti Smith znana jest przede wszystkim jako wokalista rockowa. Jednak po przeczytaniu „Poniedziałkowych dzieci” dowiedziałam się, że jej potrzeby realizacji artystycznej są znacznie szersze. Zanim Patti zaczęła śpiewać, zastanawiała się, czy nie zostać malarką. Natomiast zawsze marzyła o tym, żeby napisać książkę.
Tak się stało w 1992 roku, kiedy zadebiutowała jako autorka „Obłokobujania”. Dziś mamy możliwość sięgnięcia po tę książkę, która została wydana przez Wydawnictwo Czarne. Patti Smith swoją wrażliwość artystyczną zawarła na zaledwie dziewięćdziesięciu stronach, które są wzbogacone zdjęciami z prywatnego archiwum artystki.
„Obłokobujania” nie sposób streścić, ponieważ nie jest to powieść fabularna. W ksiażce autorka starała się skupić na swoich uczuciach i wrażeniach, choć – jak sama twierdzi – wszystko zostało oparte na faktach. Artystka wspomina swoje dzieciństwo, dojrzewanie artystyczne i robi to w niezwykle poetyckim stylu.
Dzięki „Obłokobujaniu” czytelnik uzmysławia sobie, jak ważna jest dla Patti Smith wrażliwość dziecka. Artystka pielęgnuje ją i nie pozwala jej odejść, zachowując też przy tym dziecięcą niewinność. A my przenosimy się do środka tych onirycznych obrazów, które pozwalają nam oderwać się od szarej rzeczywistości, gdyż dla dzieci nawet codzienność jest niezwykła i odkrywcza. Jednak następuje czas dojrzewania: „Oczarowane codziennością dziecko bez wysiłku wkracza w świat dziwów, aż własna nagość zaczyna je przerażać i wprawiać w zakłopotanie. Wtedy próbuje szukać okrycia i ładu. Podpatruje, gromadzi informacje, po czym zszywa z ich kawałków zwariowaną kołdrę prawd – dzikich i barbarzyńskich, właściwie niemających nic wspólnego z prawdą” (s.25).
Autorka również poszukuje swojej drogi oraz akceptacji. Udaje jej się otrzymać pozytywną opinię na temat książki od ojca, co daje jej dodatkową siłę w działaniu. Wrażliwość Patti powoduje, że skupia się na takich obrazach rzeczywistości, których inni by nie zauważyli. Jest to właśnie owo obłokobujanie, które oprócz znanego nam znaczenia ma jeszcze jedno i wiąże się ze zbieraniem wełny. Artystka jest właśnie taką łapaczką uczuć. Jej wrażliwość sprawia, że stara się swoje impresje zarejestrować.
Choć dzieło Patti Smith jest tak miniaturowe, pozwala cieszyć się każdym słowem. Nie ma tu żadnego nadmiaru, a wszystkie zdania są istotne. Patti Smith postawiła sobie wysoko poprzeczkę, gdyż inspirowała się podczas pisania dziełami flamandzkich mistrzów malarstwa. Zmusza też czytelnika, by razem z artystką usiąść przed progiem i obserwować chmury, a następnie sięgać z nich po nici, które będą pozwalały rozwijać wrażliwość i wyobraźnię.
„Obłokobujanie” są właśnie takimi obrazami, z których składamy sobie intymny obraz znanej wokalistki. Metaforyczny język sprawia, że całość jest bardzo poetycka. Nie wszystkie obrazy będą jednak równie melancholijne. Artystka uzewnętrzniła też swą niezwykłą wrażliwość słuchową, ponieważ przejmująco opisała dźwięk palących się żywcem nietoperzy. Z tych krótkich, niekiedy baśniowych impresji, wyłania się ścieżka, która prowadzi Patti Smith ku sztuce. Autorka ją odnalazła, a my mamy wyjątkową okazję, by jej w tej drodze towarzyszyć.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.
Poniedziałkowe dzieci – renesansowa Patti Smith
Od dawna polowałam na książkę Patti Smith pt. „Poniedziałkowe dzieci”. Muzyka artystki mówi sama za siebie, ale chciałam wiedzieć, co ma do powiedzenia ta niewątpiwie wielka indywidualność.
Końcówka lat sześćdziesiątych i początek siedemdziesiątych ubiegłego wieku z perspektywy czasu, wydaje się być rajem dla artystów. Właśnie wtedy rodziły się gwiazdy rocka, malarstwa, fotografii, czy poezji. Albo jak w przypadku Patti Smith niemal wszystko na raz. Jednak jeśli ktoś sięgnie po tę historię, myśląc, że trzyma w ręku biografię artystki, może się zawieść. „Poniedziałkowe dzieci” są przede wszystkim hołdem złożonym Robertowi Mapplethorpe’owi.
Patti Smith zaczyna opowieść dwutorowo. Najpierw wspomina o swoim dzieciństwie. Od pierwszych stron mamy smaczek za smaczkiem – zwłaszcza przemówił do mnie opis matki, która uczy dziewczynkę modlitwy, nie wypuszczając jednocześnie papierosa z ręki (czy ust). Potem mowa o dzieciństwie Roberta Mapplethrope. Bohaterów łączy to, że urodzili się tego samego roku – w poniedziałek, stąd taki a nie inny tytuł polskiej wersji książki. W oryginale brzmi on – Just Kids.
Łatwiej artystce pisać o swoim dzieciństwie, gdyż Robert niewiele o nim mówił, uważając, że nie warto wspominać o tamtych czasach. Patti Smith nie ukrywa, że jako dziewiętnastolatka została matką, a następnie oddała dziecko parze pragnącej dziecka. Po wyrzuceniu ze studiów, postanawia podjąć pracę w drukarni podręczników w Filadelfii, ale szybko wyjeżdża do Nowego Jorku. Wie jedno – że pragnie zostać artystką.
Życie cyganerii pod koniec lat sześćdziesiątych nie jest łatwe. Trudno o pracę, głód nie pomaga tworzyć, zresztą bez pieniędzy nie da się być artystą, bo nie starcza nawet na najskromniejsze materiały. Trudno też się zdecydować na konkretną dziedzinę sztuki, tyle jest do przekazania. Zwykłe dzieciaki spotykają się przez przypadek. Robert ratuje Patti przed nieciekawym adoratorem. Tak zaczyna się ich niesamowita relacja.
Najpierw są kochankami, później Robert odkrywa w sobie skłonności homoseksualne. Nie przeszkadza im to jednak darzyć się czystą miłością. Łaczy ich przede wszystkim umiłowanie sztuki. Mapplethrope początkowo maluje, ciągle poszukuje metody na wyrażanie się. Pomaga sobie używkami. Patti z kolei uważa się za poetkę i nie daje się namówić na śpiewanie, ani na narkotyki.
Kiedy bohaterowie zamieszkają w hotelu Chelsea, stają się jednocześnie sąsiadami znanych twórców. Poznają wybitnych poetów, muzyków, artystów wszelkich maści. Ginsberg, Godard i Hendriks są osobami, które można w każdej chwili spotkać gdzieś na korytarzu. Długo poszukują inspiracji, ale w końcu odnajdują niszę dla siebie – Robert fotografuje, a Patti Smith pisze poezję i piosenki.
Bohaterowie, choć nie zostaną parą, do końca są bratnimi duszami. Smith opisuje na kartach swej książki, na czym polega istota przyjaźni. Choć nie wszystkie posunięcia Roberta akceptuje, mam on u niej zawsze pełną uwagę. Mogłoby się wydawać, że Robert będzie prowokatorem, jednak Patti również nauczy się wyrażać swoje zdanie. Najważniejsze będzie obrazoburcze: Jezus umarł za czyjeś grzechy, ale nie moje. Poezja Smith inspirowana jest twórczością Rimbauda i Williama Blake’a, a sama piosenkarka stała się matką chrzestną punk rocka.
Robert Mapplethrope był ofiarą swoich czasów – zmarł w 1989 roku z powodu komplikacji wywołanych przez AIDS. Książka napisana przez Patti powstała na jego życzenie. Smith obiecała Robertowi, że opisze ich życie oraz relacje jakie łączyły tę parę. Byli jak bliźniacze dusze. Tworzyli wielką sztukę. Dzięki tej świetnej książce widać to jasno. Nie można przejść obok „Poniedziałkowych dzieci” obojętnie. A jeśli kogoś fascynują wspaniałe lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte XX wieku – jest to pozycja obowiązkowa. Czytelnik, który szuka w książce sporej dawki wrażliwości i emocji również się nie zawiedzie.