„Jeep. Moja wielka przygoda” – Tony Halik

Jeep, Tony HalikNiedziele z dzieciństwa kojarzą mi się z programem „Pieprz i wanilia”. Wtedy to było takie okno na świat, w PRL-u przecież nie można było swobodnie podróżować. Kiedy więc sięgnęłam po książkę „180 000 kilometrów przygody” wręcz słyszałam w głowie narrację prowadzoną przez Tony’ego Halika – kto pamięta, doskonale wie, o co mi chodzi. Tym razem udało mi się przeczytać inną opowieść o tej samej wyprawie: „Jeep. Moja wielka przygoda”. Czytaj dalej

„Felek i Tola na wyspie” – Sylvia Vanden Heede

Felek i Tola na Wyspie - Sylvia Vanden HeedeZima, śnieg, ferie. O czym można wtedy marzyć? Przyznam, że najchętniej wyjechałabym do ciepłych krajów. Uciekła przed szarugą, bo częściej jest właśnie buro, niż biało. Podobne pragnienie miała Tola, bohaterka książki autorstwa Sylvii Vanden Heede. Doskonale znamy tytułowe postacie. Dlatego właśnie sięgnęliśmy po trzecią część – „Felka i Tolę na wyspie”.

Zajączka Tola pragnęła przeczekać zimę na rajskiej wyspie. Znudził jej się las, biały puch, dlatego namówiła swojego przyjaciela, lisa Felka, by wybrali się w podróż. Lądują na wymarzonej wyspie i odkrywają jej uroki. Ciepła woda, żółty piasek, muszelki. Czego chcieć więcej? Czytaj dalej

„Dziesięć bram świata” – Tadeusz Biedzki

Dziesięć bram świata - Tadeusz Biedzki Najnowsza książka Tadeusza Biedzkiego, „Dziesięć bram świata” zabrała mnie w podróż do miejsc, które nie pojawiają się zbyt często w ofercie biur turystycznych. Autor, znany podróżnik, pisarz, dawniej reporter „Polityki” czy „Przeglądu Tygodniowego”, już w „Zabawce Boga” starał się opowiedzieć o świecie, który zwiedził, ale posłużył się fikcją literacką. Tym razem jednak otrzymujemy zapiski z podróży, w których ważniejsi niż miejsca, są ludzie, których autor napotyka na swojej drodze.

Co może łączyć Izrael, Mali, Etiopię, czy Indie? Wszędzie tam żyją ludzie, których nie zobaczymy w telewizji, czy innych mediach. Ich historie nigdy do nas docierają, a przecież pochodzą z krańców świata, w których zderzają się różne kultury, religie – jednak z jakiegoś powodu są uznane za mało atrakcyjne. Czytaj dalej

„Chiny od góry do dołu” Marek Pindral

Chiny od do dołuW Święta Bożego Narodzenia wybrałam się do Chin… Oczywiście palcem po mapie, a moim przewodnikiem był Marek Pindral, autor książki „Chiny od góry do dołu”. Choć o historii tego kraju mogę co nieco powiedzieć, to oczywiście wciąż niewystarczająca wiedza, by stwierdzić, że znam Chiny. Co tam obecnie się dzieje, wiem tyle co nic.

Mam koleżankę, która opuściła polską wieś, liczącą sobie niemal 900 mieszkańców, by uczyć angielskiego w Chinach. Widuję ją sporadycznie i nie mam zbyt wielu okazji, żeby z nią porozmawiać o jej doświadczeniach. Dlatego właśnie zainteresowała mnie książka Marka Pindrala, gdyż on również otrzymał podobną propozycję i zdecydował się uczyć angielskiego – chińską młodzież. Tyle, że aby się dostać do Państwa Środka, należało najpierw udowodnić chińskiemu rządowi, że się jest zdrowym na ciele i umyśle oraz przejść pomyślnie testy – nie angielskiego… Na syfilis i HIV.

Autor udał się do  Chengdu, gdzie przez dwa lata był nauczycielem. Nazwa tego miasta, którego jednostka administracyjna liczy 30 milionów mieszkańców, oznacza „podwójne szczęście”. Oczywiście książka nie należałaby do kategorii podróżniczych, gdyby autor skupił się tylko na tym jednym miejscu. Dzięki wakacjom i wolnym dniom od pracy, wyruszał w bliższe i dalsze trasy po Chinach, by poznać lepiej ten kraj. Do pomocy zabierał ze sobą jednego z uczniów. Takiego, który raczej nie miałby szansy, żeby wybrać się w taką wędrówkę, ze względu na trudną sytuację materialną.

Marek Pindral nie napisał przewodnika turystycznego. Skupił się na tym, by obserwować, a następnie opisywać swoje doświadczenia. Mao Tse Tung stwierdził – jak mówi anegdota – że należy podzielić kraj na dwie części: jedną, w której będzie ogrzewanie, i drugą, w której ogrzewania nie będzie. Pindral znalazł się w tej drugiej części kraju, dlatego zdarzało mu się prowadzić zajęcia w płaszczu i spać w ubraniu i czapce.

Autor mógł poznać Chiny dzięki temu, że zbliżył się do zwykłych ludzi. Bywał zapraszany przez swoich uczniów do ich rodzin. Jednak przez to, że kraj jest totalitarny, wynikało wiele kłopotów. Po pierwsze: obserwowano Pindrala i nawet oskarżano o szpiegostwo, po drugie: kłopoty mieli Chińczycy, którzy zapraszali go do siebie. Bywali przesłuchiwani i inwigilowani przez władzę. Dlatego podawane są tylko inicjały tych osób, by jakoś ich chronić.

Oczywiście trudno patrzeć na Chińczyków przez pryzmat naszej kultury. Dlatego opowieści Marka Pindrala mogą przybliżyć czytelnikowi inność Państwa Środka. Przykładem może być stosunek do jednostki. Na pytanie dlaczego trzeba uciekać na dach, gdy będzie trzęsienie ziemi? Odpowiedź była nieco zaskakująca – żeby było łatwiej zidentyfikować szczątki…

Książka „Chiny od góry do dołu” pokazuje jak bardzo różnorodne jest to państwo oraz jego mieszkańcy. Poznajemy osoby, które biorą udział w wyścigu szczurów i nie ruszają poza swoje miasto, ale i tych, którzy żyją spokojnie na prowincji. Właśnie tych ludzi mieszkających w malutkich wioskach Marek Pindral darzy największą sympatię. W tej lekturze mamy możliwość obejrzenia wielu fotografii, ale brakowało mi opisu tych zdjęć.

Dzięki książce „Chiny od góry do dołu” miałam okazję towarzyszyć Markowi Pindralowi w jego przygodzie. Autor przez dwa lata zbliżył się do ludzi, z którymi miał do czynienia na co dzień. Dzięki jego obserwacjom, niekiedy opisanym z dystansem i humorem, mogłam dowiedzieć się, jak żyją zwykli ludzie. Bo przecież oni i ich poglądy, światopogląd, są nam zupełnie obce. Kontakt ze zwykłymi Chińczycy utrudniał też lęk przed obcym. Również sami przed sobą nie mogą się przyznawać do tego, co naprawdę myślą o swoim kraju. Dlatego każda ich indywidualna i wolna myśl jest cenna.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bernardinum