Miłośnikom muzyki nie trzeba przedstawiać Organka. U tego artysty nie tylko istotna jest melodia, ale właśnie przekaz językowy. Teksty wokalisty bywają niejednoznaczne, często bawi się słowem, ale opowiadają też pewne historie. Teraz możemy poznać Tomasza Organka z innej formy przekazu. Niedawno pojawił się jego debiut prozatorski pt. „Teoria opanowywania trwogi”. Czy jest to powielenie tego, co muzyk robi jako piosenkarz? Po lekturze książki mogę powiedzieć, że otrzymujemy opowieść niezależną, choć z pewnością wspólnym mianownikiem będzie umiejętność budowania opowieści z przesłaniem.
Głównym bohaterem książki jest Borys. Mężczyzna tuż przed czterdziestką, o którym można powiedzieć, że niczym się nie wyróżnia. Właśnie stracił pracę przez swoją głupotę. Napisał obraźliwy wierszyk o pewnym lizusie szefa i nie przyszło mu do głowy, że szybko zostanie namierzony. Z tym, że naraził się również naczelnemu, dlatego stracił całkiem niezłą, choć mało ambitną pracę. Nie pomogło mu to w budowaniu poczucia własnej wartości. Borys nie wie, co i po co robi.
Życie uczuciowe głównego bohatera też nie należy do zbyt udanych. Pewnego dna, tuż przed Wszystkimi Świętymi wpada na Anetę, swoją dawną miłość. Nie widział się z nią od czasu ukończenia studiów, ale wciąż tli się w nim fascynacja „Nietą”. Tak nazwa Anetę, bo dawno temu dostał od niej kosza. Aneta Rajska nie była sympatyczną studentką, którą wszyscy uwielbiali. A jednak Nieta, która co rusz wywoływała jakieś konflikty, fascynowała Borysa. Kiedy spotkali się po latach, po wypitym alkoholu bohater dał się namówić na wspólną podróż z Anetą na wyspę Wolin. Nieta dowiedziała się, że właśnie zmarł jej ojciec i poprosiła Borysa o towarzyszenie jej w czasie podróży.
W tym momencie zaczyna się powieść drogi, a wyprawa pary nie będzie należała do najłatwiejszych. Po pierwsze Borys poznaje niełatwą przeszłość Anety, po drugie napotykają w trasie sporo przeszkód. To, co czeka bohaterów budzi skojarzenia z filmami „Wesele” i „Dom zły” Wojciecha Smarzowskiego, ale też „Chłopaki nie płaczą” Olafa Lubaszenki. Napotkane po drodze typy budzą wstręt, jednocześnie są też nieco schematyczne, w przeciwieństwie do pary głównych bohaterów.
Aneta i Borys są przedstawicielami średniego pokolenia. Choć autor książki rzadko odwołuje się do tego, widzimy, co przeszli i co osiągnęli do tej pory. Czy czują się spełnieni? Ani trochę. Tomasz Organek opisuje ludzi, którzy z wielkomiejskiej rzeczywistości wracają na prowincję. Z niej się wywodzą, ale Nieta, kiedy przyjedzie do domu rodzinnego nie czuje, że przyjeżdża do siebie. W Warszawie nie udało im się spełnić własnych ambicji, wciąż czuli się zakompleksieni. Natomiast przyjazd do rodzinnych stron wcale nie jest powrotem do sielskiego miejsca.
Tomasz Organek w książce „Teoria opanowywania trwogi” pisze o ludziach, którzy nie są na początku drogi życiowej. Poprzez ich historie możemy zobaczyć przemiany, jakie dokonały się przez ostatnie lata. Widzimy, jak radzą sobie we współczesnym świecie i jak postrzegają zastaną rzeczywistość. Autor opowiada historię posługując się ironią, niektóre wątki bywają mroczne i pesymistyczne. Aneta i Borys są na skraju przepaści. Czy uda im się przetrwać kryzys tożsamości?
Autor książki tłumacząc się z debiutu prozatorskiego, niepotrzebnie przepraszał za to, że napisał „Teorię opanowywania trwogi”. Wprawdzie nie wszystko poszło idealnie, bo niektóre wątki nie zostały odpowiednio wykorzystane, czy nie wszystkie postacie drugoplanowe przekonują, to czytelnicy odnajdą w tej historii aktualne i wyraziste uwagi dotyczące naszej rzeczywistości, a także dobrze skonstruowane dialogi. Mimo pewnych potknięć, książkę czyta się z przyjemnością. Mam nadzieję, że powstaną kolejne powieści, ponieważ trening czyni mistrza…
Kiedy tylko zobaczyłem zapowiedź tej książki od razu poczułem, że kiełkuje we mnie chęć sprawdzenia tego, co ma do przekazania Organek-pisarz i czy w znaczącym stopniu będzie powielać to, o czym śpiewa Organek-muzyk. Twoja recenzja utwierdza mnie w przeświadczeniu, że warto dać artyście szansę, tym bardziej, że już sam zarys fabuły wzbudza zainteresowanie – wielu współczesnych 30- i 40-latków wywodzących się z tzw. prowincji kosztuje życia w wielkim mieście i niejeden z nich przeżywa rozczarowanie. Ciekawi mnie ogromnie jak Organek odmalował tego typu ludzi 😉
Organek-pisarz skupił się na parze ludzi, których trudno nazwać superbohaterami. A jednak dzięki właśnie dzięki nim możemy zobaczyć Polskę z perspektywy ludzi z pokolenia urodzonego jeszcze pod koniec PRL-u. 🙂