„Tkanki miękkie” – Zyta Rudzka

Tkanki miękkie, Zyta RudzkaZyta Rudzka jest znaną i uznaną pisarką, autorką dramatów i scenarzystką filmów o sztuce. Artystką, która niekiedy każe nam długo czekać na kolejne powieści. Tak właśnie stało się z książką „Krótka wymiana ognia”, wydaną w 2019 roku. Kiedy się pojawiła, było o niej bardzo głośno, czy tak się stanie z „Tkankami miękkimi”? Na tę powieść na szczęście nie musieliśmy czekać kilkunastu lat, bo niedawno miała swoją premierę, ale już od początku wywołuje emocje.

W „Tkankach miękkich” narratorem i bohaterem jest sześćdziesięcioletni pediatra, Ludwik Prokopiuk. Mężczyzna opisuje swoje relacje z ludźmi i ze światem. Opowiada o własnym życiu, skupiając się na jego najważniejszych elementach. Sporo uwagi poświęca ojcu, wiejskiemu medykowi. Człowiek ten nieco przypomina Nikifora – choć nie malarstwa, a zielarstwa. Starszy lekarz stopniowo odchodzi z tego ziemskiego padołu, traci pamięć, kilka razy umiera. Jednocześnie kurczowo trzyma się życia.

Michał Prokopiuk był ważną osobą u siebie na wsi. W końcu funkcja wiejskiego lekarza miała znaczenie. Zdobył spore uznanie, a jego syn też był traktowany jako ktoś w rodzaju następcy. Rzeczywiście tak się dzieje, Ludwik idzie śladem ojca i zostaje lekarzem. Trochę tak jak w dziele Mikołaja Reja pt. „Krótka rozprawa między trzema osobami panem, wójtem a plebanem” widzimy postacie, które mają znaczenie w zamkniętej społeczności. Tu także poznamy wiejskiego proboszcza i zobaczymy, jak wyglądają te postacie we współczesnym wydaniu. Znajdziemy między nimi nić, która łączy, przecież obaj mają stały kontakt z ludzką śmiertelnością.

Trudno nazwać relacje między ojcem i synem, jako wzorcowe. Należą do tej grupy ludzi, która ma problem z uzewnętrznianiem własnych uczuć. Gdy kochają, nie potrafią tego wyrazić, choć obdarzają uczuciem na zabój. Starszy pan sprowadza do siebie kobietę ze Wschodu, z Ukrainy. Jego wybranka szybko umiera, ale Michał Prokopiuk nie przyjmuje tego do wiadomości. Rozmawia z Reginą, czeka na jej przyjście.

Śmierć na kartach tej powieści często zbiera żniwo. Młodszy lekarz do tego stopnia jest przygotowany na śmierć ojca, że w pewnym sensie sam już się pogubił i mówi, że znowu umarł, choć za chwilę odwiedza go w domu spokojnej starości. Najbardziej tajemnicza postać to ukochana Ludwika. Układamy sobie po kawałku z relacji młodszego lekarza, opowieść o pewnej tragedii. Jednak Zyta Rudzka posługuje się niedopowiedzeniami i niektóre elementy układanki musimy sobie sami dopasować.

W „Tkankach miękkich” Ludwik zwierza się kobiecie. Dopiero na koniec dowiemy się, kim jest owa tajemnicza postać. Bohater krytycznie wypowiada się na swój temat. Mówi, że jest upadłym Don Juanem. Uwielbia modne włoskie stroje, bo ubiór według niego ma znaczenie, nawet kitel lekarski traktowany jest jak mundur, za którym, wiadomo: „panny sznurem”. „Lepiej od lekarza ma tylko aktor grający lekarza” mówi narrator. Mimo pozorów męskości i atrakcyjności, samotność lekarza poraża. Mimo tego początkowo główna postać nie wzbudza w odbiorcy sympatii. Dopiero, kiedy poznamy Ludwika lepiej, możemy go zrozumieć.

Otrzymujemy trudną w odbiorze narrację. Główny bohater ma specyficzne nastawienie do świata i samego siebie. W jego języku nie odnajdujemy żadnej czułości, otrzymujemy ponurą, choć podszytą czarnym humorem autoironiczną relację. Rytm tego języka jest specyficzny. Zdania, którymi posługuje się lekarz, często zaskakują i zmuszają do myślenia. Mamy do czynienia z ogromną ilością paradoksów, gier słownych, nawiązań literackich. Zyta Rudzka bawi się językiem, zmuszając nas do odnajdowania nietypowych skojarzeń. Kiedy czytamy słowa: „Patrzę na ciebie i choćbym się tępą brzytwą golił, nie zatnę się” widzimy w tym rytm odwołujący nas do biblijnego „Psalmu 23”, a zdanie nabiera nowego znaczenia. Co łączy bohaterów, jaką skrywają tajemnice? Warto poznać tę mocną prozę, bo nie sposób przejść obok niej obojętnie. Porusza już od pierwszego zdania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *