Należę do tej grupy osób, które nie są w stanie przejść obojętnie obok książek Harukiego Murakamiego. Dwa dni temu premierę miał zbiór opowiadań tego najbardziej popularnego japońskiego pisarza pt. „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” w tłumaczeniu Anny Zielińskiej-Elliott. Intrygujący tytuł, zwłaszcza gdy dostrzeżemy ciąg dalszy: „Nie do wiary, prawda? Ale uwierz, Czytelniku, że naprawdę tak było”. Czy damy wiarę, we wszystko, co pisze Haruki Murakami?
Osiem opowiadań łączy nie tylko pierwszoosobowa narracja. Polskich odbiorców zaskoczy fakt, że w języku japońskim występuje wiele zaimków osobowych dla naszego „ja”. Dla tłumacza to chyba niebywale trudne zadanie, by oddać te różnice znaczeniowe. Warto zatem doczytać posłowie, o jakie niuanse językowe może chodzić. Tym, co dodatkowo wiąże owe historie, jest nawiązywanie do przeszłości głównego bohatera. Okaże się, jak istotną rolę pełni tu motyw kobiety. Bohaterki będą się pojawiały w każdej opowieści. Nie muszą być piękne, mogą wręcz porażać swoją brzydotą. Ważne, by miały coś, co przyciąga i intryguje. Jedna z głównych postaci opowiadania „Karnawał” będzie świadoma braku swojej urody, ale znajdzie wspólny język z narratorem, ponieważ połączy ich uwielbienie dla tego samego rodzaju muzyki. Zaskoczeniem dla opowiadającego okaże się informacja z wiadomości telewizyjnych, czego dopuściła się ta kobieta. Zdziwi się, że wcale jej tak dobrze nie znał, jak mu się wydawało. Wspólne zamiłowania muzyczne w pewnym sensie ograniczyły tę znajomość.
U Harukiego Murakamiego często pojawia się motyw przemijania i wspominania przeszłości. Bohater opowiadań cofa się do wydarzeń, które nie wydawały się szczególnie istotne, kiedy akurat się rozgrywały, dopiero z upływem lat nabierały znaczenia. Choćby wspomnienie dziewczyny, która szkolnym korytarzem przechadzała się z płytą „With the Beatles”. Po trzydziestu latach narrator decyduje się na rozważenie tego, czym żył w 1965 roku, by za chwilę zaskoczyć nas opowieścią o dalszych losach tej dziewczyny.
Niektóre z opowieści sprawiają wrażenie autobiograficznych, zwłaszcza gdy odnoszą się do rzeczywistości bliskiej pisarzowi. Kiedy skupimy się na realizmie oraz ich nastroju, zauważymy pewnego rodzaju tęsknotę, nostalgię za utraconą młodością. Nie dajmy się jednak zwieść, gdyż niesamowitość też tutaj się pojawi, oczywiście w najmniej oczekiwanym momencie. Gdy poznamy „Wyznanie Małpy z Shinagawy” z pewnością poczujemy się zaskoczeni. Jednak właśnie ta opowieść wprowadza nas w świat tylko na pozór realistyczny, za to pełen subtelnej fantastyki i humoru.
Kiedy czytałam kolejne historie, nie byłam w stanie się od nich łatwo oderwać. Na te osiem opowiadań warto zarezerwować sobie jeden wieczór, by móc w pełni delektować się tą prozą. Haruki Murakami zabiera nas do świata, który znamy z innych jego opowieści. Odnajdujemy podobne motywy, klimat. Nie zabraknie historii o sporcie, muzyce, kobietach i powrotów do przeszłości. Z wielką przyjemnością zanurzam się w atmosferze, jaką buduje pisarz. Niby mamy do czynienia z rzeczywistością podszytą smutkiem, niespieszną, ale pojawia się i humor, i tajemniczość wykraczającą poza realizm. Natomiast opisy pośladków baseballistów zaskoczą niejednego czytelnika, wszystkich z pewnością rozbawią.
Cholera. Tyle już miałem podejść do Japończyka i coś ciągle mnie od niego odpycha. Nie wiem, czy próbować, czy to nie walka z wiatrakami.