„To wszystko rodzina!” – A. Maxeiner i A. Kuhl

To wszystko rodzina!Jak opowiedzieć o dziecku nowej partnerki brata poprzedniej żony taty? Skomplikowane? Cóż, rodzina nie zawsze zgadza się ze schematem – rodzice i dzieci (najlepiej dwoje). Alexandra Maxeiner i Ankhe Kuhl w książce „To wszystko rodzina!” postanowiły opowiedzieć młodym odbiorcom o relacjach międzyludzkich. Wcześniej już mieliśmy do czynienia z tymi autorkami, przy okazji walki z grymaszeniem czytaliśmy „To wszystko pyszne”.

Jeśli cofnęlibyśmy się parę pokoleń wstecz, okazałoby się, że w przeszłości to zagadnienie również było dosyć skomplikowane. Kto dziś  wie, kim jest świekra? Dawniej o krewnych i powinowatych trzeba było się uczyć, bardziej niż współczesnie o znanych postaciach. I też nie było łatwo.

Teraz niemal nie potrafimy odróżnić stryja od wujka (zależy to od regionu Polski). Ale bardziej skomplikowane może okazać się określanie najbliższych relacji rodzinnych. Współczesne rodziny nie zawsze są tak proste, jak przysłowiowy model: mama, tata, dzieci.

Autorki „To wszystko rodzina” postarały się, by pokazać młodym czytelnikom, że człowiek jest istotą rodzinną, niezależnie od tego, co daje mu los. Przedstawiły rodziny wielopokoleniowe, rozbite, klasyczne. Dodały do tego  świetne ilustracje, przybliżające dzieciom to, o czym mowa w książce.

Relacje rodzinne są skomplikowane. Jednak A. Maxeiner i A. Kuhl nie miały zamiaru niczego ukrywać. Z książki wypływa przesłanie, że każda rodzina jest ważna. Dzieciaki po tej lekturze będą mogły odnaleźć się w którymś z podanych modeli. A jest ich sporo. Autorki nie bały się pokazać adopcji, rodzin tęczowych.

Co ciekawe, dla dzieci wszystko było łatwe do zaakceptowania. Same twórczynie nigdzie nie oceniają modeli rodzin. Oprócz jednego przypadku… Według nich można wiele akceptować, o ile nie ma w tym przemocy. Wyraźnie zostało zaznaczone, że nie wolno bić dzieci. A czy rodzina jest pełna, czy nie, jest już mniej ważne – chodzi przecież o to, by dzieci żyły szczęśliwie.

Największe emocje wzbudziło w naszych pociechach pojęcie braterstwa krwi. Żadne tam rodziny homoseksualne. Widać jest, że dzieci łatwo akceptują różne modele do momentu, kiedy ktoś nie zacznie ich oceniać, wpływać na ich zdanie. Pisarki w taki sposób zajęły się tymi kontrowersyjnymi tematami, by zaspokoić ciekawość młodych czytelników, ale w najprostszy z możliwych sposobów. Nie można więc mówić o rodzeniu niezdrowej ciekawości. Nawet pojawiają się tzw. brzydkie słowa, które – jak tłumaczą autorki – pojawiają się, gdy członkowie rodziny się kłócą. Pokazują jednak, że możliwy jest następny krok – pogodzenie się.

Podobała nam się ta książka, ponieważ pokazuje, jak barwny jest nasz świat. Bez oceniania i krytykowania. Napisana prostym jezykiem, tak by zaspokoić ciekawość młodych odbiorców. Oni też mają prawo wiedzieć kim są ich krewni. Uważam, że najlepiej jest, gdy tego typu książki staną się podstawą do rozmów z rodzicami. Trzeba pamiętać, jak ważne jest, by wielu rzeczy maluchy dowiadywały się od nas, a nie kolegów z podwórka…

Dziękuję Czarnej Owieczce za książkę 🙂

Skomentuj Agnes Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *