Ucieczka na Kociewie: „Złodziejka marzeń” – Anna Sakowicz

Złodziejka marzeńMieszkańcy Kociewia są przyzwyczajeni do tego, że niewiele osób zna ten region. Choć sąsiaduje z Kaszubami, nie jest ani tak bardzo promowany, ani tak bardzo wyróżniający się. W końcu mamy tylko gwarę, a nie język. Łączy nas jedno – piękne tereny, pełne lasów oraz jezior. Jako mieszkanka Kociewia z dziada, pradziada, przyzwyczajona jestem do tego, co daje nam natura. Nawet lubię sobie ponarzekać na to, że jesienią jelenie nie pozwalają mi w nocy spać, bo sobie urządzają gody pod moim oknem…

Jak Kociewie postrzega ktoś z zewnątrz? Co zauważy najpierw, co go zdziwi? Taką osobą, która kilka lat temu tu zamieszkała, jest Anna Sakowicz, autorka blogów: anna-sakowicz.blog.pl oraz kuradomowa.blogujaca.pl. Jednak to nie wszystko. Kiedy spotkałam blogerkę podczas Literackiego Sopotu, okazało się, że w październiku premierę będzie miała jej najnowsza książka.

Anna Sakowicz zadebiutowała zbiorem opowiadań pt. „Żółta tabletka”. Teraz napisała powieść: „Złodziejkę marzeń”. Akcja książki rozgrywa się w stolicy Kociewia – Starogardzie Gdańskim. Główna bohaterka przyjeżdża tu za namową swojej matki ze… Stargardu  (uwaga: czytać powoli i dokładnie). Dwie najbardziej mylone miejscowości w Polsce jednak oprócz podobnej nazwy nie mają zbyt wiele wspólnego. Co zaskakuje Joannę w nowym miejscu zamieszkania? Otóż, Kociewiacy zamiast słowa „tak”, stosują „jo”. Ich mentalność również się nieco różni od tej stargardzkiej.

Jak to się stało, że czterdziestoletnia polonistka znalazła się w stolicy Kociewia? Joanna, kiedy poczuła wypalenie zawodowe, wzięła roczny urlop. Na prośbę matki, rusza do Starogardu, by pomóc starzejącej się, samotnej ciotce. To swego rodzaju intryga uknuta przez kilka starszych pań, ponieważ sąsiadem ciotki jest niezwykle przystojny i wolny ratownik medyczny. A Joanna od dziesięciu lat wciąż cierpi na samą myśl o tym, jak potraktował ją mąż. Na szczęście ma wspaniałą córkę, którą bardzo kocha. Tylko, że Lusia kończy gimnazjum i postanawia uczyć się w Gdańsku, odległym o 50 kilometrów od Starogardu.

Intryga mamy Joanny i jej sąsiadki szybko się wydaje. Tyle, że przystojny ratownik Piotr skrywa pewną tajemnicę. Bohaterka podejrzewa go o najgorsze rzeczy z możliwych – w końcu chce zostać pisarką, więc ma wybujałą fantazję. Zaczyna przeprowadzać prywatne śledztwo, którego efekt będzie bardzo zaskakujący (i bolesny).

Joanna jest niezwykle sympatyczna, choć ma jedną drażniącą cechę – używa zdrobniałych wulgaryzmów. Kiedyś zapytano Sylwię Chutnik, co myśli o przekleństwach w książkach? Odpowiedziała, że żeby to miało jakiś efekt, należy przeklinać rzadko, ale dosadnie…

„Złodziejka marzeń” jest powieścią obyczajową. Została napisana tak, by łączyć w sobie dwie cechy: przyjemność z czytania i przesłanie. Z jednej strony można znaleźć tu pewien schemat. Ucieczka z miasta na prowincję pojawia się w wielu powieściach, które nazywa się „literaturą kobiecą” (nie lubię tego określenia). Jednocześnie główna bohaterka odpowiada na ten (nieistniejący zresztą) zarzut, że co to jest za ucieczka? Z miasta do miasta? Wprawdzie prowincjonalne, ale zawsze miasto…

Autorka pisze o bliskim mi świecie, w końcu mieszkam na Kociewiu. Będzie on też nieobcy tym, którzy prowadzą blogi. Joanna, oprócz wielu zabawnych perypetii, rozpoczyna przygodę z pisaniem od założenia bloga. Dopiero udzielanie się w hospicjum sprawi, że znajduje w sobie siłę, by zostać się pisarką. Zaczyna tworzyć opowiadania dla jego małych mieszkańców. Ale czy jej życie osobiste ulegnie zmianie? Jak mówi Joanna: „Tylko chwila jest ważna, więc należy się jej poddać. A czas pokaże, co przyniesie los (…)”.

Myślę, że wiele osób odnajdzie w „Złodziejce marzeń” coś dla siebie. Anna Sakowicz pisze w taki sposób, że książkę czyta się jednym tchem. No i powieść ma otwarte zakończenie. Czy będzie ciąg dalszy?

  1. Bardzo dziękuję za tę opinię. 🙂 A co do wulgaryzmów, masz rację. Chciałam je złagodzić. Może niepotrzebnie, ale jakoś tak „na ostro” nie pasowały mi do bohaterki. 🙂 Dziękuję 🙂

  2. Rany Julek, przyznaję, że pierwszy raz słyszę o takim regionie jak Kociewie. Brzmi bardzo intrygująco, tym bardziej, że to Twoje rodzime strony. Fabuła książki także wydaje się dość ciekawa – blog pisarski, praca w hospicjum (moja mama, pielęgniarka na co dzień, udziela się w ramach wolontariatu w hospicjum domowym) i schemat, który jednak autorka stara się w pewien sposób przełamać 🙂

    A co do prowincjonalności polskich miasteczek, to polecam całkiem ciekawy zbiór zatytułowany „Prowincje”, autorstwa B. Białka.

  3. Przystojny ratownik – znam to z autopsji 😉 ale jeśli jest wolny, to jest to wysoce podejrzane 😉 to chyba książka dla mnie 😉

  4. Pingback: „Szepty dzieciństwa” – Anna Sakowicz | Czytam, bo chcę i już

  5. Pingback: „To się da!” – Anna Sakowicz | Czytam, bo chcę i już

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *