Joanna Bator jest laureatką Nagrody Literackiej „Nike”. Niedawno wydana została jej najnowsza książka „Ucieczka niedźwiedzicy”. Czytelnicy, którzy polubili wydaną w ubiegłym roku powieść „Gorzko, gorzko”, z pewnością ucieszą się, że ten tytuł w jakimś stopniu związana jest z poprzednią historią. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że „Ucieczka niedźwiedzicy” to zbiór 16 opowiadań. Im jednak bardziej będziemy zagłębiali się w te historie, odkryjemy, że są z sobą mocno związane. W jaki sposób?
Joanna Bator zaczyna od opowieści o Mariannie Polnej. W otwierającej zbiór „Ucieczce niedźwiedzicy” poznajemy właśnie postać z „Gorzko, gorzko”. Kobietę po siedemdziesiątce, która przybywa do Szwajcarii, aby zakończyć życie. Chce zrobić to na swój sposób, a mianowicie rzucić się w wody rzeki Aare. Kiedy ma już wykonać swój plan, dostrzega niedźwiedzicę, która wcześniej zbiegła z zoo.
W kolejnych opowiadaniach poznajemy przede wszystkim kobiety. Poszukują wolności, ale różnie toczy się ich los. Jest też historia Bladego, człowieka porzuconego przez ojca. Nie należy do osób, które miały w życiu łatwo. Pracuje wszędzie tam, gdzie znajdzie zatrudnienie. Tuła się z miejsca na miejsce, aż znajduje schronienie w hotelu Sudety. W rodzinnej miejscowości dostaje szansę na to, by wreszcie osiąść. Teraz staje się Kafką i poznaje różnych innych ludzi naznaczonych przez los. Mieszkają tak jak on, na jednym z pięter i nie wychodzą z hotelu. Tylko nieliczni mogą to zrobić, ktoś musi przecież dostarczać takie rzeczy jak prowiant.
W opowiadaniach Joanny Bator bohaterowie często się przemieszczają. Szukają dla siebie miejsca i czasami odnajdują je w sposób zaskakujący, na przykład gubiąc się. Innym razem doświadczają niezwykłych spotkań. Jedna z bohaterek w ogródku matki odkrywa nieoczekiwanego gościa – żółwia. Mówi do niego, ale jeszcze większym zaskoczeniem jest, że on odpowiada, na dodatek po angielsku, choć jest żółwiem z Kijowa. Dla kobiety te rozmowy są ważne, gdyż pozwalają radzić sobie ze smutkiem i żałobą.
Bohaterowie bywają niekiedy trudni do rozszyfrowania, wręcz budzą w nas niechęć. Wtedy zaskoczeniem będzie odkrycie powodu, dlaczego tacy są, albo jacy są naprawdę. W jednym opowiadaniach odkrywamy część prawdy, a w kolejnych następne elementy układanki. Joanna Bator wiąże bohaterów ze sobą. Czujemy, że jest jak Mojry. Przędzie nić, ale też niekiedy ją ucina. Czytelnik próbuje nadążyć, za tymi działaniami, musi być uważnym, by wyłapać te szybkie i subtelne ruchy igły. Prowadzi je doświadczona ręka, a nam pozostaje podziwianie tego misternego splotu.
W „Ucieczce niedźwiedzicy” pojawiają się wątki realistyczne i fantastyczne. Jednak problemy, jakie porusza Joanna Bator są na wskroś rzeczywiste. W opowiadaniu „Trzy i pół godziny” oglądamy kobietę, która szuka pięknego mieszkania dla swojej rodziny. Zostawia syna z opiekunką, a następnie rusza do sklepu po drogie i szykowne ubrania. Zakłada je na siebie, potem udaje się do luksusowego domu, w którym zaraz zauważa jakieś niedociągnięcia. Na koniec wraca do sklepu, oddaje ubrania i idzie do niepełnosprawnego syna, albo i nie. Joanna Bator zostawia wiele tajemnic i niedopowiedzeń. Niektóre wyjaśnia w kolejnych opowiadaniach, a inne nie. Dostrzegamy jednak, że porusza tematy aktualne, takie jak opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem, czy wykluczeniem ludzi, którzy nie wpisują się chociażby w schematy płciowe. Genia nie doświadczyła zbyt wiele szczęścia, ponieważ jest inna niż wszyscy. Jak sobie poradzić z takim brakiem akceptacji?
W „Ucieczce niedźwiedzicy” zobaczymy wiele takich historii ludzi wykluczonych, znajdujących się na granicy. Joanna Bator oddaje im głos, albo o nich opowiada. My natomiast widzimy, że ludzie są ze sobą w jakimś stopniu powiązani. Nie istniejemy jako jedyni na świecie. Autorka w ciekawy sposób pokazuje owe splecenia, łącząc wątki fantastyczne z realistycznymi. Chcemy odkryć te powiazania, tajemnice bohaterów, a nawet ze zdziwieniem odkrywamy wątki kryminalne. Kiedy odłożyłam książkę po jej lekturze, doszłam do wniosku, że mogę czytać ją ponownie, by sprawdzić, czy przypadkiem coś mi nie umknęło. Emocji z pewnością nie zabraknie podczas lektury „Ucieczki niedźwiedzicy”.