„Wigilijne psy i inne opowieści” – Łukasz Orbitowski

Wigilijne psy, Łukasz OrbitowskiZbiór opowiadań „Wigilijne psy” został wydany po raz pierwszy w 2005 roku. Teraz otrzymujemy wznowienie, które przeredagowano oraz wzbogacono o trzy dodatkowe teksty. Łukasz Orbitowski, autor tych opowiadań, zyskał już uznanie, zdobył Paszport Polityki 2015 za powieść „Inna dusza”. Sama miałam okazję poznać kilka książek tego autora, ale jak wyglądała jego wczesna twórczość? Pewien obraz dała mi wydana w 2006 roku książka „Horror show”. W jakim stylu pisał młody Orbitowski?

„Wigilijne psy i inne opowieści” rozpoczynają się wstępem, choć autor wspomina, że wcześniej śmiał się z tych, którzy taki dodatek dawali czytelnikom. Teraz dojrzał do tego, bo i sytuacja wymaga pewnego wprowadzenia. W związku z tym, że zbiór jest wznowieniem, Orbitowski uznał, że odbiorcy mają prawo wiedzieć, z czym mają do czynienia. Dziesięć lat temu (i wcześniej) młody pisarz zaczynał od fantastyki, dlatego właśnie z tym gatunkiem był kojarzony. Jednak już wtedy pojawiały się teksty zanurzone w polskich realiach.

Łukasz Orbitowski zabiera czytelników do miejsc zakazanych, gdzie nikt z własnej woli nie wybierze się po zmroku. Kraków nie jest dla niego pocztówkową atrakcją turystyczną, a groźną przestrzenią, gdzie nawet taksówkarze nie chcą się zatrzymywać. „W opowieści taksówkarskiej” giną właśnie kierowcy taksówek. Czy sobie czymś na to zasłużyli?

Wsiedlibyście do pociągu eufemistycznie nazywanego Kiblem? Wielu z nas nie miało wyjścia, bo inaczej nie dotarliby do pracy czy szkoły. W „Sercu kolei” bohaterów łączy ze sobą taki niezbyt estetyczny pociąg bezprzedziałowy. Spotykają się w nim przez przypadek, ale ich los jest już przypieczętowany. Zanim jednak to się stanie, zobaczą w oknie tajemniczą postać. Z kim, lub z czym mają do czynienia?

Jak widział rzeczywistość autor „Wigilijnych psów” dekadę temu? Dostrzegał wszystko co brudne i zaniedbane. Ten koszmar ludzie sami sobie uczynili – rozpadające się budynki, menele, niebezpieczne blokowiska, do których zaglądają jedynie samobójcy. Ludzie, którzy tu mieszkają zmagają się z własnymi koszmarami. Nie potrafią się wyrwać i wybrać inaczej. Nawet jeśli próbują, dopadnie ich zło, przed którym uciekają. Czy będą mieli siłę walczyć?

Maturzyści z opowiadania „Autostrada” spotykają swoje dorosłe wersje. Jaki obraz dojrzałych siebie otrzymają? Na bohaterów czeka świat pełen grozy, w mrocznych zakamarkach czai się zło. Ono ma różne postacie, ale nie da się go uniknąć. Napięcie w tekstach narasta, struna napina się do granic możliwości, by wreszcie w najmniej odpowiednim momencie pęknąć i rozsiać się po świecie. Można powiedzieć, że otrzymujemy historie w stylu klasyków gatunku, ze współczesnych byłby to Stephen King, a z wcześniejszych Edgar Allan Poe, ale osadzone w naszych polskich realiach.

Opowiadania Łukasza Orbitowskiego podszyte są elementami grozy. Akcja rozgrywa się w świecie dobrze nam znanym, ale mało przyjemnym. W pewnym momencie siły nadnaturalne wychodzą z ukrycia. Niekiedy również wprowadzają w świecie porządek. Tak jak u romantyków – winy zostaną ukarane. Niekiedy bardzo krwawo. Często widzimy świat podzielony na dwie drużyny – dobrych i złych. Bo młody Orbitowski ma własne zdanie, często krytyczne i nieprzejednane. Wyczuwamy gniew pisarza na wszystko co niewyraziste i bez charakteru. Pisarz wspomina we wstępie, że wtedy kiedy pisał opowiadania, pragnął jednego, żeby świat spłonął i w swoich tekstach dokonuje zagłady. Opisuje ludzi z marginesu, żyjących w miejscach zakazanych, a fantastyka jest subtelna, bo groza wywołuje lekki dreszczyk na skórze, ale pojawia się również czarny humor. Jeżeli ktoś czytał najnowsze książki Łukasza Orbitowskiego, szybko zauważy, że w opowiadaniach ten pazur pisarski już jest i to na dodatek bardzo ostry.

  1. Ha, pan Orbitowski ostatnio zewsząd mnie „atakuje”, tak jakby koniecznie domagał się ode mnie atencji 🙂 Prawdopodobnie wynika to z faktu, że nie czytałem jeszcze żadnej z książek tego autora. Aż sam jestem ciekaw, kiedy uda mi się zmienić ten stan rzeczy.

    • Właściwie dobrze byłoby zacząć od „Wigilijnych psów”. Wprawdzie nie ma obowiązku, żeby poznawać pisarza od jego książek z młodości, ale tu widać od czego Orbitowski zaczynał, a jednocześnie dostrzec można cechy charakterystyczne stylu pisarza.

  2. Bardzo lubię Orbitowskiego w tym blokowiskowym wydaniu. Jego „Tracę ciepło” czy „Święty Wrocław” to genialne powieści, a groza, pomimo że widoczna, nigdy nie była tylko próbą wystraszenia czytelnika. Zawsze kryło się za nią coś jeszcze. Jestem bardzo ciekawa jego „Innej duszy” – nie miałam jeszcze okazji poznać tej powieści, ale ciągnie mnie do niej niemiłosiernie 🙂

    • Niestety akurat tych tytułów, które wymieniłaś jeszcze nie miałam okazji poznać, a widzę, że warto. Bo rzeczywiście w „Wigilijnych psach” też tak jest, że groza stanowi coś głębszego, niż zwykłe „bum”, żeby przestraszyć odbiorcę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *