„Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia” – Magdalena Grzebałkowska

Wojenka, Magdalena GrzebałkowskaMagdalena Grzebałkowska znana jest jako autorka świetnych reportaży oraz biografii reporterskich. Teraz możemy sięgnąć po jej najnowszą książkę pt. „Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia”. Wcześniej powstał zbiór reportaży o roku 1945, choć nie dotyczył osób niepełnoletnich. Zresztą wojna nie kojarzy nam się z dziećmi, a działaniami na froncie, walkami żołnierzy. Tymczasem dotyka każdego, również cywili, niezależnie od ich wieku. Jak wygląda świat ogarnięty chaosem wojny z perspektywy najmłodszych?

Gdy w mediach pojawiła się informacja o tym tytule spodziewałam się opowieści o polskich dzieciach z czasów drugiej wojny światowej. Okazało się jednak, że Magdalena Grzebałkowska zadała sobie więcej trudu i dotarła do ludzi z różnych, często bardzo oddalonych od siebie zakątków świata. W tym momencie jest już coraz mniej żyjących świadków, którzy widzieli na własne oczy rzeczywistość największego konfliktu w dziejach. Co z tego zapamiętali? Podtytuł podpowiada, że wojna zabrała najmłodszym dzieciństwo, choć często dzieci nie były tego świadome. Innego świata przecież nie znały.

Co roku obchodzimy kolejne rocznice wybuchu drugiej wojny światowej na apelach szkolnych. Wyobrażamy sobie w związku z tym, że polskie dzieci pierwszego września 1939 roku, były zaskoczone tym, że nie mogą iść do szkoły. Wojna pokrzyżowała ich plany. Tymczasem rzeczywistość była zupełnie inna. Żaden chłopiec nie musiał zakładać granatowych spodenek i białej koszuli, bo rozpoczęcie roku szkolnego, które zostało zaplanowane na 4 września zostało przełożone w sierpniu na czas nieokreślony. Tak naprawdę rok szkolny 1939/1940 nigdy się nie rozpoczął.

Artur Pawłowski w czasie wojny przebywał w niemieckim sierocińcu w Danzig. Nazywał się wtedy Arthur Pawlowski. Chłopiec był przekonany, że jego rodzice nie żyją, ponieważ tak mu powiedzieli jego opiekunowie. Był wychowywany zgodnie z duchem czasu i miejsca na nazistę. Kiedy kończy się wojna, nastoletni chłopak wcale nie trafia do Niemiec. Zostaje w Polsce. Po latach dowiaduje się, że jego matka żyje i mieszka w Niemczech. Spotykają się po ponad trzydziestu latach, ale najbardziej zaskakująca okaże się reakcja matki na widok syna. Będzie bardziej bolesna niż wszystkie trudne doświadczenia wojenne Artura.

Co działo się z dziećmi wrogów ludu w ZSRR? Rodzice trafiają do łagru, natomiast ich pociechy powinny służyć Związkowi Radzieckiemu. Najmłodsze przebywają w łagrze, bo dostają pokarm od swoich matek tak długo, dopóki się nie skończy. Poza tymi chwilami mamy nie mogą spędzać czasu ze swoimi rodzonymi dziećmi. Starsze, trzyletnie opuszczają żłobek i trafiają do domu dziecka. Dzięki historii Lilii oraz Garriego zobaczymy, jak wyglądała rzeczywistość wojenna z perspektywy dziecka odebranego rodzicom.

Po ataku na Pearl Harbor do wojny dołączają Stany Zjednoczone. Wtedy nagle problematycznymi obywatelami stali się ci pochodzący z Japonii. Niewiele osób wie o tym, że wielu z nich zostało internowanych i zamkniętych w obozach. Swoje zaskakujące losy przedstawią Minoru Tonai oraz Richard Iseri. Pierwszy z nich dowiaduje się, że został zamknięty przed złymi Amerykanami dla jego własnego bezpieczeństwa. Pyta nauczyciela dlaczego w takim razie karabiny żołnierzy skierowane są w jego stronę?

Pamięć bywa ulotna. Wielu bohaterów książki zapamiętało rzeczywistość zupełnie inaczej, niż rzeczywiście miało to miejsce. Niektórzy, tacy jak Dina Michajłowna Szulkiewicz, wciąż stwarzają swą przeszłość na nowo. Byli zbyt mali, by zapamiętać rodziców, a nikt im nie opowiedział tego, co wydarzyło się w pierwszych latach ich życia. Dlatego nie jest nawet pewna narodowość niektórych osób. Choć przeszłość nie została zapamiętana, wciąż powraca i wywołuje potrzebę zapełnienia tej luki w życiorysie.

Magdalena Grzebałkowska w „Wojence” opowiada o tym, jak wyglądała wojna z perspektywy dziecka czy nastolatka. Opisana rzeczywistość może nas zaskoczyć. Wyobrażamy sobie to, co najgorsze. Tymczasem niektórzy z rozmówców, jak pan Gotfryd z Białegostoku mówił, że nic nie robiło na nim wrażenia. Ginęli jego koledzy, a on czuł się, jak pozbawiony uczuć. Szybko się przystosował do sytuacji. Inne z takich dzieci widziało, jak Niemcy zastrzelili mu matkę, ale potem chłopiec na zawsze związał się z wojskiem, najpierw jako tzw. „syn pułku” w Armii Czerwonej, a potem gdy dorósł, służył w polskiej armii.

Dzięki reportażom Magdaleny Grzebałkowskiej widzimy, jak złudna potrafi być pamięć. Bohaterowie nie zawsze są jej pewni. Istnieje coś takiego, jak pamięć zbiorowa, ale nie wszystkie osoby, do których dotarła autorka mają świadomość tego, że nie zapamiętali pewnych wydarzeń, że sami sobie stworzyli wspomnienia. Reporterka często podkreśla, że coś nie jest pewne, albo nie mogło się wydarzyć. Czytając książkę dostrzegamy, że dla Magdaleny Grzebałkowskiej ważna jest codzienność. Widzimy dzieci bawiące się, nieświadome zagrożeń, biorące udział w akcjach Szarych Szeregów. Istotne jest to, że reporterka dotarła do tych osób, które reprezentują chyba wszystkie grupy. Od potomka słynnego nazisty, Hansa Franka, po dzieci powstania warszawskiego. Wszystko zostało opisane w świeży sposób, bez patosu czy po to, by przerażać czytelnika. Magdalena Grzebałkowska pisze tak, byśmy zobaczyli wojenną rzeczywistość z perspektywy dziecka, a potem dostrzegli, jak wielki wpływ miało to zarówno na emocje opisywanych osób i ich dalsze losy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *