Angielski pisarz Julian Barnes nie jest pierwszym człowiekiem, który pisze o stracie bliskiej osoby. Jego książka „Wymiary życia” to literatura, zmuszająca czytelnika do myślenia. Oszczędna w słowach i wywołująca lawinę myśli u odbiorcy. Wcześniej czytałam zbiór opowiadań tego autora: „Cytrynowy stolik”, który okazał się książką z najwyższej półki, podobnie rzecz się ma z esejem „Wymiary życia”.
Julian Barnes dzieli książkę na trzy części. Opowiada najpierw o aeronautach, czyli pierwszych zdobywcach przestworzy, który unosili się do nieba dzięki balonom. Co dało Europejczykom baloniarstwo? Pozwoliło poczynić pierwsze kroki ku nowoczesności. Znaleźć się w świecie, w którym umarł Bóg. W drugiej opowieści poznajemy Sarah Bernhardt i Nadara, fotografa, który pokazał Ziemię z boskiej perspektywy – z góry. Zdjęcia z wysokości pokazują świat martwy: „być może właśnie tak widział nas Bóg i dlatego nas opuścił” – mówi Barnes. Co dała człowiekowi wizja Nietzschego? Spowodowała, że utracił pewną metaforę, zmusiła do badania tego, co nieznane.
Trzeci esej jest najważniejszy, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być niepowiązany z poprzednimi. Julian Barnes pisze w nim o stracie żony. Robi to w sposób niezwykły, ponieważ szczerze opowiada o swoich uczuciach, jednocześnie nie odkrywając zbyt wielu intymnych szczegółów na temat odchodzenia swojej żony. Pisze o ukochanej z czułością, nawet jeśli wspomina nagrobek, który oliwi tak, jak suchą skórę Pat.
Trudno opisać uczucia, które miotają człowiekiem, który stracił najbliższą osobę. Zresztą Barnesowi nie odpowiadają takie słowa jak „odeszła”, czy „przegrała z rakiem”. Brakuje nie tylko drugiej osoby, słów, ale też zrozumienia ze strony innych. Znajomi domagają się „przebolenia straty”, a pisarz wskazuje, że może najlepsze byłoby w tym świecie, w którym nikt nie próbuje zrozumieć wdowca, wybrać dyskretne samobójstwo? Tylko, że wtedy straciłby Pat podwójnie, ponieważ zginęłaby pamięć o niej. Wszystko co ważne najlepiej pamięta najbliższa osoba, a Barnes właśnie za takiego kogoś się uważał dla swojej żony.
Jeśli (tak jak Barnes) nie wierzy się w życie pozagrobowe, po śmierci ukochanej jest jeszcze trudniej. Za to ważna okazuje się pamięć i żal – Sehnsucht – nieutulona tęsknota. I obawa, czy gdzieś nie zabrzmi cichy szept – jestem wolny. Ten głos, który dla pisarza jawi się jako zdrada, nigdy się nie odezwał. Zaskoczyło go jednak to, co napisał trzydzieści lat wcześniej w „Papudze Flauberta” o uczuciach towarzyszących bohaterowi po śmierci żony, które okazały się niezwykle trafne.
W „Wymiarach życia” Julian Barnes łączy rzeczy pozornie oddalone od siebie. Co wspólnego ma śmierć żony, z lotami aeronautów? Czyżby chodziło o to, że właściwie wszystko jest mało ważne, dopóki nie stanie się literaturą? A może bezkompromisowość zarówno baloniarzy, jak i wdowca w żałobie? Trudno być obojętnym wobec tego, co pisze Barnes. Jego „Wymiary życia” poruszają i choć są niepozorne objętościowo, to z pewnością ważne w treści. Pokazują jak trwały jest ból po stracie, a jednocześnie otrzymujemy piękny hołd złożony ukochanej żonie.
Podoba mi się, że niepozorna objętość ma w sobie tyle treści. Też, że jest szczera i refleksyjna. Jestem bardzo ciekawa konstrukcji tych opowiastek, ich stylu.
Bardzo mi odpowiada styl Barnesa, choć po raz pierwszy miałam do czynienia z esejami tego autora.
To chyba jednak nie dla mnie 😉
Bookeaterreality
Dla ludzi o mocnych nerwach…
Dziękuję za zwrócenie uwagi na tę książkę.
Polecam ten tekst. 🙂
Ciężka lektura, jak widzę. Ale też jest to książka, po którą warto sięgnąć, trzeba mieć tylko odpowiedni nastrój. Będę ją miała na uwadze.
Najlepiej mieć pod ręką coś lżejszego dla kontrastu. 🙂
Kolejna książka, którą od dawna chcę przeczytać, ale wahałam się czy warto czy nie. Widzę, że warto.
Zdecydowanie tak – poważny temat, który może dotknąć każdego z nas – prędzej, czy później.
Ech, widziałam ostatnio przecenioną w księgarni obok domu i postanowiłam być silna i przejść w miarę obojętnie obok, a ty kusisz ;P
Te parę stron można przeczytać w samej księgarni. 🙂
Interesująca lektura. Motyw baloniarstwa kojarzy mi się ze „Śmiercią na kredyt” Céline’a 🙂 A o odchodzeniu bliskich czytałem całkiem niedawno w „Kuchni” Banany Yoshimoto, chociaż esej Barnesa sprawia wrażenie lektury o wiele cięższego kalibru.
Mimo tego co Barnes przeszedł, w jego książce nie brakuje stoickiego spokoju.
Pingback: „Wybaczyć Bogu” – Piotr Gąsiorowski | Czytam, bo chcę i już