Nie trzeba mnie długo namawiać do sięgnięcia po najnowszy thriller psychologiczny Wojciecha Chmielarza, ponieważ poznałam już kilka jego książek. Przyjemnie śledziło się perypetie komisarza Jakuba Mortki. Ostatnie lata dla pisarza to pasmo sukcesów, między innymi za sprawą zekranizowanego niedawno „Żmijowiska”. Książkę zresztą w 2018 roku nagrodzono Złotym Pociskiem, trzy lata wcześniej autor został laureatem nagrody Wielkiego Kalibru za powieść „Przejęcie”. „Rana”, książka wydana przed „Wyrwą”, również została świetnie przyjęta przez czytelników.
Zanim sięgnęłam po najnowszą powieść Wojciecha Chmielarza, postanowiłam się odpowiednio przygotować, sięgając po produkcję EmpikGo „Wyrwa. Historia Ułana”. To słuchowisko jest prologiem do powieści, swoją drogą trzeba pochwalić świetny scenariusz, a także jego realizację dźwiękową i aktorską. Jak łatwo się domyślić Ułan wystąpi na kartach powieści „Wyrwa”, ale dopiero z czasem dowiemy się, jaką odegra rolę w całej historii.
Jeden ruch kierownicą wystarczy, by szczęście całej rodziny rozpadło się na milion drobnych kawałków, których już nikt nie poskłada. Maciej właśnie dowiedział się, że jego żona zginęła w wypadku samochodowym. Świat mu się zawalił, ale czeka go jeszcze wiele trudnych momentów. Jak poinformować córki, że ich mama nie żyje? To dopiero początek, bo jeszcze trzeba powiedzieć o tym teściom, rodzicom, kolejnym osobom.
Po kilkunastu latach małżeństwa analityk giełdowy odkrył, że wcale nie znał swojej żony. Janina zginęła na Mazurach, a mężczyzna był przekonany, że udała się do Krakowa. Co robiła w zupełnie innej części Polski? Jest to zaledwie pierwsze z wielu nieoczekiwanych odkryć, których dokona Maciej. Czego jeszcze dowie się o swojej żonie? Jakie bolesne niespodzianki jeszcze na niego czekają?
Pierwszoosobowa narracja pozwala nam poznać stan psychiczny głównego bohatera. Jednak nie tylko on się wypowie. Jest jeszcze jedna postać, której perspektywę poznamy, ale nie będzie to Janina. Kobieta okaże się najważniejszą bohaterką, choć przecież akcja powieści zaczyna się po jej tragicznej śmierci. Nie chcę jednak zdradzać zbyt wiele, by nie odbierać czytelnikom przyjemności w odkrywaniu kolejnych warstw tej intrygującej historii.
Wojciech Chmielarz świetnie buduje napięcie, mimo że najważniejsze wydarzyło się na chwilę przed rozpoczęciem akcji powieści. Główny bohater postanawia na własną rękę odkryć tajemnice swojej żony. Odkrywa, że przez lata małżeństwa ich drogi zaczęły stopniowo się rozchodzić. Choć oboje się kochali, coraz mniej interesowali się sobą, przestali rozmawiać o uczuciach. Ich rzeczywistość zamknęła się w sprawach przyziemnych, związanych z wychowywaniem córek, spłacaniem kredytu, marzeniach o chwili samotności.
Maciej Tomski uświadamia sobie wszystkie własne błędy po śmierci Janiny. Za późno by coś naprawić, ale czy uda mu się wybaczyć samemu sobie? W pewnym momencie zacznie się obwiniać o tę śmierć, ale nie on jedyny. Inni też poczują się winni, a największym zaskoczeniem dla Macieja okaże się nieoczekiwany sojusz z osobą, która właściwie powinna być dla niego największym wrogiem.
Wielką zaletą „Wyrwy” jest to, że nie sposób się oderwać od tej historii. Widzimy zwyczajne problemy w małżeństwie, związane ze spłacaniem kredytu hipotecznego we frankach szwajcarskich, trudności w wychowywaniu dzieci, podział domowych obowiązków. Wszystko to przecież znamy, a jednak Wojciech Chmielarz potrafi te elementy rzeczywistości tak przedstawić, że z każdą kolejną przeczytaną stroną czujemy się jeszcze bardziej zaintrygowani. Pisarz świetnie buduje napięcie, oddaje ją krótkimi zdaniami bez żadnych ubarwień. Język oddaje emocje bohaterów, ale same postacie są przekonujące i wiarygodne. Główny bohater zmaga się z bólem trudnym do wyobrażenia, a my mamy wrażenie, że zostaliśmy powiernikami Macieja i słuchamy, co ma nam do powiedzenia i z jakimi uczuciami się zmaga. Cierpienie będzie przeradzało się w uczucie gniewu, a my zobaczymy dokąd te emocje zaprowadzą główną postać.