Kiedy człowiek jest już po czterdziestce, zaczyna sobie zadawać pytanie, czy wszystko co najlepsze ma już za sobą? Czy pozostało mu jedynie zbliżanie się do kresu życia? Kryzys wieku średniego dopada wiele osób, zwłaszcza mężczyzn. Nie jest obcy głównemu bohaterowi książki „Zaklinacz deszczu”, której autorem jest Jiří Hájíček. Jakiś czas temu przeczytałam „Rybią krew” tego czeskiego pisarza. Najnowsza opowieść łączy się z poprzednią poprzez temat, jaki porusza. „Zaklinacz deszczu” stanowi uzupełnienie cyklu „wiejskiej trylogii moralnego niepokoju”.
Zbyněk, główna postać tej powieści, to człowiek prowadzący spokojną egzystencję. Mężczyzna po czterdziestce, który osiągnął stabilizację w życiu. Pracuje jako urzędnik na uniwersytecie i zajmuje się tam nieruchomościami, podatkami od gruntu. W jego życiu osobistym niewiele się dzieje. W domu czeka na niego piękna żona, o wielkim talencie muzycznym. Do szczęścia brakuje parze potomka. Tereza marzy o dziecku, małżeństwo od lat o nie się stara. Nie pomaga prowadzenie kalendarzyka, leczenie. Za to pojawia się presja oraz stres, a także poczucie bezsilności.
Rutyna i nuda wkradają się do życia Zbynka. Mężczyzna dodatkowo cierpi na bezsenność. Niekiedy ucieka w marzenia o wyprawie na Spitsbergen. Tam, gdzie nic nie ma oprócz pustki, a ziemi nie można kupić na własność. Jako człowiek zajmujący się nieruchomościami, mężczyzna postanawia nabyć łąkę w okolicy, gdzie dorastał. Liczy, że kiedyś na tym sporo zyska. Jednocześnie pozwala na to, by zamieszkali tam „Indianie” oraz pisarz, który pragnie tworzyć z daleka od miejskiego zgiełku.
Pewnego dnia spotyka swoją pierwszą miłość. Kobietę, z którą się wychowywał na wsi, a potem ją zostawił i wyjechał do miasta. Bohuna wyszła za mężczyznę, który okazał się pijakiem. Czekał ją ciężki los, kobieta straciła urodę. Zbynka uderza to, że jego pierwsza dziewczyna maluje się za mocno, jest wyzywająco ubrana. Stanowi przeciwieństwo jego subtelnej i pięknej żony. Jednocześnie mężczyzna czuje się winny, że porzucił Bohunę. Dlatego postanawia odkupić swoje grzechy i pomóc kobiecie w sprawie związanej z dziedziczeniem ziemi. Angażuje się tak bardzo, że żona zaczyna mieć wobec niego pewne podejrzenia. Natomiast Zbyněk odkrywa pewne rzeczy, które mogą obrócić się przeciwko niemu.
Główny bohater wikła się w kłopoty. Do tej pory brakowało mu mocniejszych wrażeń. Teraz wkracza na wojenną ścieżkę. Pomagają mu w tym Indianie, ci którzy zamieszkali na jego łące. Zbyněk odczuwał brak wrażeń takich, jak w młodości. Zaangażowanie w sprawę spekulacji ziemią, pozwala mu w pewnym sensie odczuć coś więcej, ale również powrócić w miejsce, w którym spędził młodość. A to właśnie ona kojarzy mu się z tym, co intensywne i mocne. Na wsi czuł się bardziej szczęśliwy, wszystko przeżywał po raz pierwszy. Miasto wiele mu odebrało, stąd ta tęsknota za rodzinnymi stronami.
Jiří Hájíček napisał powieść o poszukiwaniu spełnienia. W książce „Zaklinacz deszczu” mowa też o tęsknocie za tym, co utracone. Zbyněk podejmuje walkę o ziemię, z jednej strony by pomóc Bohunie, ale robi to również dla siebie. W mieście nie czuje się zakorzeniony, ma świadomość tego, że wyjeżdżając, utracił część siebie. Kocha żonę, podziwia jej umiejętności i mieszczańską kulturę, a jednocześnie dostrzega swoją odmienność. Jako chłopak ze wsi ma kompleksy i choć po latach doszedł już do określonej pozycji, wciąż czuje się niepewnie. Dopiero walka o ziemię wyrywa go z monotonii, ale działanie okazuje się niebezpieczne. Bohater staje się poszukiwaczem czegoś, co niemożliwe do zrealizowania, podobnie jak heretyk z XVII wieku, który marzył o maszynie, która pozwoli mu latać. Jiří Hájíček kreśli opowieść o zwyczajnym człowieku. Jednocześnie historia niepokoi, bo każdy może znaleźć w tu własne rozterki i dylematy.
Ha, „wiejska trylogia moralnego niepokoju” – to brzmi cudnie! Dzieła Jiříego Hájíčka jak na razie poznaję głównie za sprawą Twojego bloga, ale mam nadzieję, że uda mi się przeczytać którąś z jego powieści. Bardzo intryguje mnie poruszana tematyka – spoglądanie na dotychczasowe życie z perspektywy minionych lat nierzadko prowadzi do interesujących spostrzeżeń.
Jak tylko zobaczyłam to określenie, to nie potrafiłam się mu oprzeć. Tym bardziej, że sama mieszkam na wsi i chętnie sięgam po tego typu książki 🙂