Jest szansa, że pisząc tę recenzję, będę się powtarzała. Dlatego proszę o wyrozumiałość. Dlaczego mogę pisać podobne słowa? Z tego powodu, że „Zdrajca”, czyli najnowszy kryminał autorstwa norweskiego pisarza, Jørna Liera Horsta, to już 17 tom z serii o komisarzu Wistingu. Jak do tej pory przeczytałam czternaście części i chyba dzieliłam się wrażeniami na temat wszystkich tych powieści. Autor książek zabiera nas po raz kolejny do świata Wiliama Wistinga. Zwykłego, a jednocześnie niezwykle konsekwentnego w swoich działaniach komisarza.
Historia rozpoczyna się od trudnego do przewidzenia żywiołu. Kiedy osuwa się ziemia po ulewnych deszczach, zabiera ze sobą budynki mieszkalne. Życie ludzkie jest zagrożone, trwa akcja ratunkowa, w której uczestniczy sam komisarz Wisting. Napięcie rośnie, ale wszystko zdaje się być pod kontrolą. Ludzie zostali odnalezieni, ranni trafili do szpitali. Dla ratujących to wielka radość, gdy okazuje się, że wszystkich udało się uratować.
Okazuje się jednak, że na osuwisku znalezione zostały zwłoki. Ofiara nie zginęła w czasie katastrofy, a wcześniej. Zastrzelony człowiek był Szwedem i do śledztwa włącza się również trójka policjantów z tego kraju. Szybko dowiadujemy się, że policja szwedzka szukała skorumpowanego funkcjonariusza. Ofiara musiała zatem go poznać. Kim jest tytułowy zdrajca i morderca jednocześnie?
Komisarz Wisting zawsze jawił nam się jako ktoś nieskazitelny pod względem moralnym. Nie kusiło go działanie ponad prawem, czy korzystanie z tego, co daje władza. Teraz ma szansę dowiedzieć się, co jest dla niego najważniejsze. Czy liczy się sprawa, bliscy, a może najbardziej istotne są dla niego dobra materialne. Wszystko się wyjaśni w trakcie podążania za komisarzem Williamem i jego tokiem myślenia.
Jak łatwo się domyślić, spraw takich, jak ta nie rozwiązuje się w pojedynkę. Początkowo nie wszystko łączy się ze sobą. Problemy Wistinga w kontaktach z wnuczką i córką wiążą się z brakiem czasu, a nie brakiem umiejętności w nawiązywaniu relacji. Czy jednak kariera jest ważniejsza dla komisarza, niż rodzina? Tu mamy okazję zobaczyć, jak jest naprawdę.
Napisałam, że w recenzjach dotyczących serii łatwo o powtarzalność. W końcu po raz kolejny widzimy skrupulatną pracę śledczych. Bez efekciarstwa, epatowania opisami zbrodni. Konkrety, fakty, ale wbrew temu, co by się mogło wydawać, emocje też tu będą widoczne. Jørn Lier Horst skrupulatnie opowiada o tym, jak może wyglądać śledztwo, tym razem we współpracy ze policją z innego kraju. Dylemat moralny przed jakim staje główny bohater, znacznie wzbogaca historię, a przez to jest inna niż zwykle. William Wisting musi myśleć, działać i zachowywać się inaczej. Jørn Lier Horst zwodzi nas tak długo, jak może. Dopiero zaskakujący finał pozwoli nam poznać rzeczywistego zdrajcę. Widzimy też, że Wisting sam czasami czuje, że zawodzi. Oczywiście nie mogę zdradzać, dlaczego tak uważa.
Książka tym razem ma większe narastanie napięcia, niż w innych książkach z serii. Czytelnik cały czas się zastanawia, co spotka bohaterów za moment. W tej części również akcja ma znacznie szybsze tempo, niż zwykle. Wszystko o sprawia, że powieść (mimo iż ma 460 stron) pochłania się bardzo szybko. Nie trzeba znać poprzednich części, by orientować się w tej historii. Mnie samej jednak sprawia przyjemność oglądanie tego, jak zmienia się rzeczywistość wokół komisarza Williama Wistinga, a także on sam. Oglądamy zwykłego człowieka, bez specjalnych mocy, a jednocześnie niezwykle skutecznego w tym co robi i to właśnie jest bardzo atrakcyjne w książkach Jørna Liera Horsta.
PS Powieść na język polski przełożyła Milena Skoczko-Nakielska.