„Zła droga” – Mikel Santiago

Zła droga, Mikel SantiagoMikel Santiago, zdobył popularność dzięki debiutanckiej powieści „Ostatnia noc w Tremore Beach”. Znaleźli się nawet tacy, którzy okrzyknęli go hiszpańskim Stephenem Kingiem ze względu na klimat grozy i mroku obecny w jego pierwszej książce. Rok później Santiago wydał kolejną powieść, pt. „Zła droga”. Na początku odbiorca może poczuć się zaskoczony, ponieważ akcja książki rozgrywa się w słonecznej i pięknej Prowansji. Bohater zmęczony życiem przenosi się z Anglii do Francji, ewentualnie do Toskanii. Ten motyw w literaturze znamy aż za dobrze. Jednak po chwili okazuje się, że pisarz nie ma zamiaru opisywać sielanki, daje nam bowiem historię z kryminalną intrygą.

Hiszpański autor już w poprzedniej powieści pokazał, że lubi grę ze znanymi motywami. W „Złej drodze” jest podobnie. Otrzymujemy historię pisarza, Berta Amandale, który zrywa z nieciekawą przeszłością i ucieka do idylli. W Anglii zdobył sławę, ale pragnie uratować swoje małżeństwo oraz odciągnąć córkę od złego towarzystwa, dlatego wybiera Prowansję jako nowe miejsce do życia. Szesnastoletnia Britney przeżywa trudny okres, a rodzice uważają, że Francja będzie dla niej idealna.

Żona Berta, Miriam, nie jest zadowolona, kiedy dowiaduje się, że zaledwie piętnaście kilometrów od ich domu w Saint-Rémy, zamieszkał przyjaciel Berta. Kobieta ma złe zdanie o Chucksie, ponieważ temu mężczyźnie zawsze towarzyszyły kłopoty. Nic dziwnego, bo człowiek ten był znanym artystą rockowym i chociaż najlepsze dni kariery miał już właściwie za sobą, podobnie było z szaleństwami do których się dopuszczał, to jednak Miriam wciąż nie mogła zapomnieć o pewnym tragicznym wydarzeniu, za które według niej odpowiedzialny był właśnie Chucks.

Bert uważał się za najlepszego przyjaciela tego muzyka. Pewnego dnia Chucks opowiedział pisarzowi o wypadku, do którego doprowadził będąc pod wpływem alkoholu. Wracał samochodem z knajpy i potrącił śmiertelnie człowieka. Spanikowany zostawił ofiarę na miejscu wypadku. Po jakimś czasie wrócił na miejsce, ale nie było już śladu, że doszło do tragicznego w skutkach potrącenia. Bert postanowił zbadać sprawę, ale okazało się, że na policji, ani w szpitalach nie ma śladu po tym człowieku. Pisarz zastanawia się, czy Chucks wpada w paranoję, tak jak kiedyś, kiedy nadużywał alkoholu i narkotyków? Muzyk jednak nie mógł dojść do siebie po wydarzeniach tamtej nocy, a sprawę komplikuje fakt, że pewnego dnia zostaje znaleziony martwy w swoim basenie. Zupełnie tak jak Brian Jones z Rolling Stones.

Główny bohater zaczyna węszyć i dostrzega, że sielanka wokół niego to tylko pozory. Chociaż z drugiej strony być może wszystko mu się wydaje i sam stał się ofiarą swoich lęków. Sny, które zaczynają go nawiedzać sugerują popadanie w obłęd. Atmosfera gęstnieje, staje się coraz bardziej mroczna. Mikel Santiago wykorzystuje to, co znamy choćby z „Lśnienia”. Widzimy bohatera, którego niszczy nałóg, a jednocześnie nadwrażliwego pisarza, próbującego ułożyć sobie życie rodzinne. Szybko jednak się okazuje, że na tych podobieństwach do słynnej powieści Stephena Kinga się kończy, ponieważ otrzymujemy zupełnie inne rozwiązanie historii. W „Złej drodze” pojawi się także motyw sielskiego miasteczka, znany choćby z powieści Iry Levina. Zresztą „Żony ze Stepford” są tu przywoływane bezpośrednio przez bohatera książki Santiago. Bert nie ufa tym idealnym mieszkańcom żyjącym w Saint-Rémy, ale czy jego teorie spiskowe nie są objawem choroby?

Mikel Santiago wykorzystuje w swej powieści elementy kryminału i thrillera. Przez jakiś czas nie jesteśmy pewni, czy przypadkiem nie zmierza w kierunku horroru.  Hiszpański pisarz daje czytelnikom kolejne wskazówki, które pozwolą rozwiązać intrygę, a zwroty akcji trzymają w napięciu. Pierwszoosobowa narracja powoduje, że główny bohater jest nam bliski, a kiedy w jego umyśle zaczyna pojawiać się pewien chaos, zastanawiamy się, dokąd poprowadzi nas ta historia. Pisarz jednak zrobił to świadomie i celowo, by podjąć grę ze znanymi motywami oraz zapewnić czytelnikowi sporą dawkę rozrywki.

  1. Lubię, kiedy autor wykorzystuje ograne motywy, chociaż wolę, kiedy robi to w sposób nieoczywisty i nieszablonowy. Wydaje się, że tutaj chodziło raczej o stworzenie solidnego czytadła 😉

    • Tu zdecydowanie chodzi o rozrywkę, choć można się doszukać motywów, które zadowolą również osoby wymagające od literatury czegoś więcej niż tylko wątków kryminalnych i wartkiej akcji. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *