Twórczość Katarzyny Puzyńskiej zaczęłam poznawać od jej nietypowej, bo niefikcyjną publikacji pt. „Policjanci. Ulica”. Sięgnęłam po rozmowy z policjantami pracującymi na ulicy, żeby zobaczyć jak tak naprawdę wygląda to, czym się zajmują funkcjonariusze ogniw patrolowo-interwencyjnych, wydziału ruchu drogowego i oddziałów prewencji policji. Kolejnym krokiem była seria kryminalna „Lipowo”. Niedawno wydano „Rodzanice”. Jest to dziesiąty tom z tej serii o policjantach z Lipowa. Łatwo zauważyć wspólny mianownik z książką, o której wspomniałam wcześniej. W rozmowie „Policjanci. Ulica” oraz powieści „Rodzanice” chodzi oczywiście o funkcjonariuszy policji. Tyle, że pierwsza książka należy do literatury faktu, a druga to fikcja literacka.
Rozpoczynając lekturę kryminału „Rodzanice”, obawiałam się, czy uda mi się zrozumieć coś ze świata przedstawionego w powieści. Okazało się jednak, że mimo, iż mamy do czynienia z dziesiątym tomem, to nie utrudniało mojego odbioru, choć pewnie zaczynając od początku łapałabym w lot wszystkie zależności między bohaterami, którzy wystąpili w tej sadze kryminalnej. Cała opowieść rozgrywa się w czasach współczesnych, ale jest rozpisana na kilka warstw. Katarzyna Puzyńska kreśli opowieść niechronologicznie, niektóre rozdziały przenoszą nas do 1999 roku, inne do 2016. Stopniowo układamy sobie tę historię w całość.
Najważniejszym punktem czasowym, do którego zmierzamy, jest wyjątkowa noc – ostatni dzień stycznia 2018 toku, kiedy na niebie ma pojawić się krwawy superksiężyc. Mieszkańcy Rodzanic, maleńkiej miejscowości położonej niedaleko Lipowa, przypominają sobie pewną legendę. Mają obawy, że pełnia uwolni demona. Opowieści o wilkołaku, zabobony, wydają się przesadzone. Jednak kiedy znaleziona zostanie pierwsza śmiertelna ofiara, na dodatek z pogryzioną ręką, na mieszkańców Rodzanic pada blady strach.
Znaleziona dziewczyna najprawdopodobniej została zamordowana. Jej ciało przykryte kocem znaleziono na zamarzniętym jeziorze. Smutne życie Michaliny dobiegło końca, ale czy rzeczywiście została zamordowana? Może to było samobójstwo? Dziewczyna dziewięć lat wcześniej została porwana i dopiero niedawno wyzwoliła się z rąk oprawcy. Była ofiarą pedofila. Sąsiad przetrzymywał ją w piwnicy, ale na wolności Michalina nie potrafiła czuć się szczęśliwa. Co się wydarzyło w noc, kiedy zginęła?
Kolejną ofiarą okazała się dziennikarka, która chciała dowiedzieć się czegoś więcej o porwanej dziewczynie. Jej małe śledztwo skończyło się źle. Aspiranci Emilia Strzałkowska i Daniel Podgórski będą mieli co robić. A to zaledwie mała dawka tego, co dzieje się w opisywanym miejscu. Na dodatek poszukiwana jest zaginiona Klementyna Kopp – emerytowana pani komisarz. Czy coś ją łączy ze sprawą?
Bohaterów w tej opowieści jest wielu. Najbardziej intrygują postacie, których imiona kojarzą się z czasami słowiańskimi. Nie bez powodu pojawiają się takie osoby jak: Żywia, Rodomir, Żegota. Katarzyna Puzyńska nawiązuje do mitologii słowiańskiej. Nawet tytułowa miejscowość nie jest przypadkowa, a dotyczy pradawnych wierzeń. W małej i zamkniętej społeczności skrywane są wielkie tajemnice. Tłumione żale i sekrety mogą doprowadzić do tragedii.
Powieść „Rodzanice” to kryminał, który trzyma czytelników w napięciu. Autorka często zawiesza akcję, by przenieść nas do wcześniejszych wydarzeń. Stopniowo układamy sobie elementy układanki w całość. Zanim to jednak nastąpi, nie zabraknie zwrotów akcji. Otrzymujemy mroczną opowieść o różnych obliczach zła. Pisarka nie oszczędza czytelników i pewne opisy przestępstw, zwłaszcza dokonywanych na dzieciach, budzą grozę i przerażenie. Nie brakuje ciekawych postaci, nikt tutaj nie jest papierowy. Katarzyna Puzyńska w intrygujący sposób nawiązuje do pradawnych wierzeń i choć niewątpliwie nikt z czytelników nie uwierzy w demony, wilkołaki oraz słowiańskie Mojry, to zastanawiać się będziemy, w jaki sposób to zostanie powiązane z kryminalnymi wątkami. Do tego mnogość bohaterów i powiązana z tym warstwa obyczajowa, przeskoki czasowe. Wszystko to powoduje, że trzeba się mieć na baczności (choć i tak autorka zaskoczy nas kilkakrotnie).
Saga kryminalna – bardzo dobre określenie 😉 A jeśli chodzi o samą powieść to ciekawe wydaje się nawiązanie do słowiańszczyzny.
Sięgnęłam po powieść, choć do tej pory nie miałam do czynienia z tekstami fabularnymi Katarzyny Puzyńskiej i okazało się, że mam do czynienia z mocną prozą, a nawiązania do mitologi słowiańskiej i pradawnych wierzeń zaskoczyły mnie pozytywnie. 🙂