Mihail Sebastian był rumuńskim dramaturgiem i powieściopisarzem żyjącym i tworzącym w pierwszej połowie XX wieku. Jego żydowskie pochodzenie sprawiło, że jako świadek rodzącego się w Rumunii faszyzmu, z niepokojem patrzył w przyszłość. Radykalizację postaw społeczeństwa opisał w powieści „Od dwóch tysięcy lat”. Wydana w 1934 roku wywołała skandal, zarówno w środowisku żydowskim, jak i wśród prawicowych kręgów. Na głosy krytyki autor odpowiedział esejem „Jak zostałem chuliganem”. Mimo to jako twórca wciąż pozostawał na uboczu. Dopiero wydane w 1996 roku „Dzienniki 1935-1944” przyniosły mu spóźnione uznanie, ponieważ Mihail Sebastian zginął tragicznie w 1945 roku.
Książka „Od dwóch tysięcy lat” została przetłumaczona przez Dominika Małeckiego. Opowieść utrzymana jest w konwencji dziennika. Pierwszoosobowego narratora poznajemy jako młodego człowieka, który zaczyna swoje samodzielne życie, podejmując studia. Jest rok 1923, a Rumuni otrzymują wtedy prawa obywatelskie. Dla ludzi takich, jak główny bohater, nie ma to jednak wielkiego znaczenia, bo pochodzenie żydowskie sprawia, że czują się gorsi. Oczywiście to kim są, ciągle ktoś im przypomina. Bardzo często za pomocą pięści. Na porządku dziennym były zamieszki na uczelni, istniały studenckie ruchy antysemickie. Domagano się wprowadzenia numerus clausus, czyli ograniczenia liczby żydowskich studentów. Ostatecznie udało się to wprowadzić w 1926 roku.
Bohater powieści studiuje prawo, ale porzuca je dla architektury. Musi uważać ze względu na swoje pochodzenie, bo na uczelni grozi mu pobicie, wyrzucanie za drzwi, wypraszanie z zajęć. Studiowanie w takich warunkach, między kolejnymi razami nie jest proste, ale cała ta sytuacja stopniowo mu powszednieje. Przyzwyczaja się do szykan i obelg. przez chwilę wydaje się, że po studiach sytuacja ulega poprawie. Narrator skupia się na swojej pracy, ale ciągle spotyka ludzi, którzy są albo jawnymi, albo skrytymi antysemitami. Sam, jako człowiek pochodzenia żydowskiego, miota się pomiędzy tymi wszystkimi ideologiami, którymi żył świat. Szybko jednak zauważa niebezpieczeństwa z tym związane i decyduje się pozostać na uboczu.
Postawa głównego bohatera pozwala mu na obserwację i analizę sytuacji. Kolejni spotykani przez niego ludzie są dla niego pretekstem do snucia refleksji na temat najważniejszych kwestii natury filozoficznej. Z czasem przyjaciele stają się coraz bardziej odlegli, każdy ma swoje życie. Wyjazd do Paryża narratora również ma na to wpływ. Kiedy jednak bohater wraca, problem radykalizacji społeczeństwa w Rumunii jeszcze bardziej się uwidacznia.
Okazuje się, że pochodzenia nie można odrzucić. Chociaż narrator czuje, że nigdzie nie pasuje, wciąż jest Żydem. Dla większości oznacza to, że jest kimś gorszym. Można przecież skandować na ulicy „Śmierć Żydom”, a nikt nie zwróci na to uwagi. Każdy przechodzi nad tym do porządku dziennego. Mihail Sebastian już w 1934 przypomina do czego może to doprowadzić. Uświadamia, że mowa nienawiści prowadzi ku nieuchronnym pogromom. Historia nie zmienia się od dwóch tysięcy lat, tylko nikt nie ma ochoty zauważyć tych zbieżności. Choć narrator jest świadomy koła, które zatacza historia, zdaje sobie sprawę, jak niewiele może zrobić. Mimo to w końcu odnajduje siebie i argumenty dla antysemitów, z którymi rozmawia.
Czytając książkę „Od dwóch tysięcy lat” uświadamiamy sobie, jak bardzo jest aktualna, mimo upływu czasu. Mowa nienawiści się nie zmieniła, zyskała tylko nowe możliwości. Widzimy dokąd prowadzi obojętność społeczna. Przyzwyczajanie się do małego zła, daje przyzwolenie na powstawanie tego większego. Mimo młodego wieku, Mihail Sebastian, wyłapuje mechanizmy, które prowadzą do nieuchronnego. Pesymizm jaki płynie z lektury, wynika nie tylko z tego, że wiemy już do czego doprowadził antysemityzm w czasie drugiej wojny światowej. Tu jeszcze dostrzegamy jedno, a mianowicie otrzymujemy wizję społecznego upadku, którą wywołuje radykalizacja i ślepe posłuszeństwo wszelkim ideologiom. Mihail Sebastian pokazuje, że można się do tego nie przyłączać, choćby pozostając na uboczu, tak jak bohater książki „Od dwóch tysięcy lat”. Teraz mam nadzieję, że wznowiony zostanie „Dziennik 1935-1944” tego autora, bo spodziewam się równie interesującego dzieła.
Ależ perełka wpadła Ci w ręce! Można wiedzieć, w jakich okolicznościach zdecydowałaś się na lekturę tej książki?
Na pewno będę się za nią rozglądać, bo motyw lat 30-tych XX wieku w Europie jest dla mnie b. interesujący. W tych burzliwych czasach gościłem literacko w Niemczech, Polsce czy Włoszech, więc chętnie wybiorę się też do Rumunii.
Sięgnęłam po książkę, ponieważ autor skojarzył mi się z mniej znanym polskim pisarzem Andrzejem Bobkowskim. Obydwaj prowadzili dzienniki w czasie wojny, które po latach uznano za dzieła wybitne i warte uwagi, ale za życia byli niedoceniani.
Zaintrygowała mnie okładka, ale muszę przyznać, że książka wydaje się być jedną z tych nieznanych perełek. Przeczytam, jeśli będę tylko mieć możliwość kupienia tej książki.