Kilka dni temu premierę miało wznowienie książki Zyty Rudzkiej, pt. „Ślicznotka doktora Josefa”. Dowiedziałam się o tym, dzięki spotkaniu autorskim z pisarką, jakie miało miejsce pod koniec sierpnia w Sopocie. Podczas rozmowy pisarki z Michałem Nogasiem, okazało się, że wkrótce doczekamy się nieco poprawionego tomu książki, która premierę miała piętnaście lat temu. Potem dwanaście lat trzeba było czekać na kolejną powieść. Dzisiaj Zyta Rudzka jest laureatką wielu nagród. Ostatnio została uhonorowana za „Tkanki miękkie” Nagrodą Literacką m.st. Warszawy.
Powieść „Ślicznotka doktora Josefa” to historia, której akcja rozgrywa się w domu starców. Bohaterami są pensjonariusze tego przybytku. Czy w takim miejscu może dziać się coś ciekawego? Okazuje się, że owszem. Nudy podczas lektury tej książki nie będzie, nawet jeśli postacie w kółko będą powtarzały te same teksty. Poznamy niebanalnych bohaterów, ludzi którzy wiele w swoim życiu doświadczyli. Na starość nie jest łatwiej, ale teraz zmagają się z wieloma nieprzyjemnymi dolegliwościami. Pragną tylko jednego: godnego końca życia.
Pani Czechna i Leokadia są bliźniaczkami. Jako nastoletnie dziewczynki trafiły do Auschwitz. Tam poddawano je okrutnym eksperymentom. Poznały samego doktora Mengele i doświadczyły z jego rąk wielu cierpień. Jedna z sióstr nazywa siebie Miss Auschwitz. Pani Czechna uważa się za osobę niezwykłej urody i według niej docenił to nawet doktor Josef. Oczywiście nie przeszkodziło mu to w tym, żeby poddawać dziewczynkę eksperymentom, ale bliźniaczka docenia to, że mogła zachować swoje włosy w przeciwieństwie do innych więźniarek.
Kiedy poznajemy naszych bohaterów, nie do końca jest jasne, czy ich opowieści z przeszłości są prawdziwe. Wcale nie będzie to takie istotne. Domyślamy się, że siostry rzeczywiście przebywały w Auschwitz, jednak to czy któraś z nich została miss tego miejsca przechodzi na dalszy plan. Ważniejsze okaże się coś zupełnie innego. Wcale nie chodzi o wspólne doświadczenie wojenne, a o pobyt w domu starców. Wsłuchujemy się bowiem w to, co mają do powiedzenia na ten temat pensjonariusze tacy jak pan Miron, Bożydar, Henoch, a także pani Benia.
Czytając książkę czujemy się trochę jak w tragedii greckiej. Nie ma szans na jakieś pozytywne zakończenie. Bohaterowie są obdarci z godności. Nie mają wolnej woli, traktowani są jak osoby bez żadnych praw. Obóz koncentracyjny i dom starców to tak naprawdę dwie strony tego samego odczłowieczania. Z odległego dystansu czasowego Mengele nie jest taki zły, jak starość i pobyt w domu spokojnej starości z punktu widzenia pani Czechny. Skupiając się na tym co dobre, kobieta radzi sobie w ten sposób z traumatycznymi doświadczeniami z dzieciństwa.
Jeden z bohaterów mówi: „Bez śmierci życie byłoby takie niepoważne”. Kiedy czytamy „Ślicznotkę doktora Josefa” nie zabraknie też zabawnych momentów. Z czasem zauważamy coraz więcej niedomagań naszych bohaterów. Oglądamy ich odchodzenie i nie są to łatwe oraz przyjemne sceny. Śmierć wciąż jest czymś, z czym nie chcemy się mierzyć. Zwłaszcza jeśli jest to stopniowe odchodzenie. Trudno się z tym pogodzić, choć przecież kiedyś musi nastąpić kres każdego życia. Zyta Rudzka opowieda o starości w sposób niezwykle brawurowy. Świetnie oddaje charakter swoich bohaterów. Każda z postaci ma swój język i tematy, które są dla niej ważne. Te powtórzenia pozwalają lepiej zrozumieć bohaterów oraz dostrzec ich lęki. Jeśli chodzi o fomę, nie znajdziemy tu zwykłego zapisu dialogów. Musimy się zastanowić, czy wypowiada się narrator, czy któraś z postaci. Zmusza to do szczególnej uwagi podczas lektury, a jednocześnie pozwala dokładnie wczytać się w tę historię. Myślę, że problemy, które porusza Zyta Rudzka w „Ślicznotce doktora Josefa”, są bardzo aktualne. Warto poznać tę świetną książkę.