Historia Islandii jest nieco dłuższa niż historia Polski. I choć tak odległy, to właśnie ten malutki kraj sporo wniósł do naszej kultury europejskiej. Nie jestem podróżniczką, wolę raczej ciepły klimat, a jednak Islandia nawet dla kogoś takiego jak ja jest obiektem podziwu czy cichych marzeń o dalekich eskapadach. Wystarczy tylko zerknąć na zdjęcia ludzi, którzy tam się udali, by przepaść na kilka dłuższych chwil w podziwianiu tak pięknych miejsc. Jednak jest jeszcze coś, co przyciąga moją uwagę. Kultura i historia tego kawałka świata.
Kiedy sięgam po książki, z których spodziewam się dowiedzieć czegoś więcej na temat jakiegoś kraju, interesują mnie przede wszystkim ludzie. Ci, którzy coś ciekawego mieli do powiedzenia, albo coś odkryli. Egill Bjarnason w książce „Wielka historia małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat” opowiada o nich, ale robi to w nietypowy sposób. Najpierw może nas zaskakiwać tytuł i budzić wewnętrzny sprzeciw, bo co też takiego niezwykłego zrobili Islandczycy? Na tak małej wyspy, z tak niewielką liczbą mieszkańców, gdzie przecież nie istnieją nawet warunki do wygodnego życia, zwłaszcza jeśli cofniemy się o kilka wieków. Tymczasem ludzie, których imiona tu spotkamy, nie zawsze są nam tak dobrze znani, jak inni znani Europejczycy, choć okazują się równie ważni.
Autor książki udowadnia, że jest rodowitym mieszkańcem Islandii, ponieważ potrafi o swojej ziemi opowiadać tak, jak dawni twórcy sag. Nie jest tajemnicą, że uwielbiane przez młodzież filmy „Thor: Miłość i grom” nie powstałyby, gdyby nie Islandczycy. Im właśnie zawdzięczamy to, że ocalili mity skandynawskie. Nawet 'Władca pierścieni” J. R. R. Tolkiena nie powstałby, gdyby nie dawne opowieści i wierzenia rodem z Islandii.
Uczymy się na lekcjach historii, jak istotne było odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Do tego stopnia, że od tego wydarzenia zaczyna się nowa epoka w dziejach. Tymczasem Egill Bjarnason udowadnia, że Islandczycy zrobili to dużo wcześniej. Przy okazji jeszcze dotarli na Grenlandię. Średniowiecze to jednak nie koniec opowieści. Na współczesny świat mocno wpłynął ruch feministyczny rodem z Islandii. To właśnie ten naród jako pierwszy wybrał na swojego przedstawiciela kobietę prezydenta, czy raczej prezydentkę.
Egil Bjarnason prowadzi swój wywód chronologicznie, ale nie znajdziemy tu opowieści stricte naukowych. Za to podczas lektury książki świetnie się bawimy. Choć początkowo autor prowokuje nas i zachowuje się jak chwalipięta, szybko zapominamy o tym początkowym nastawieniu i wpadamy w wir opowieści snutej z wielkim humorem. Nie jest on na szczęście pozbawiony autoironii. Autor chce nas przede wszystkim przekonać do opowiadanej historii i ukazać nam pozytywne oblicze Islandczyków. Ludzi, którzy mimo wielu przeciwności, nie poddają się i nawet coś pierwotnie negatywnego obracają w dobro. Warto sięgnąć po książkę „Wielka historia małej wyspy”, by zobaczyć, jak można opowiadać o kraju i jego mieszkańcach. Szybko okazuje się, że pod tą opowieścią pełną dygresji, humoru, wyłania się obraz naprawdę ciekawego miejsca i niesamowitych ludzi.