Fredrik Backman jest szwedzkim dziennikarzem, blogerem, a dla polskich czytelników bestsellerowym pisarzem, autorem powieści „Niespokojni ludzie”. Wymieniłam książkę, którą czytałam w tym roku na poprawę nastroju. Czy „Mężczyzna imieniem Ove” również będzie należała do tego typu historii? Warto podkreślić, że tytuł został zekranizowany w 2015 roku, a teraz powstał nowy film z Tomem Hanksem w roli głównej. Ta adaptacja pojawi się w kinach w styczniu 2023 roku, ale ma nieco zmieniony tytuł: „Mężczyzna imieniem Otto”.
Już po kilku przeczytanych stronach powieści zorientujemy się, że tytułowy bohater jest osobą mocno specyficzną. W żaden sposób nie przypomina postaci komediowej. Wręcz przeciwnie. Gdyby Ove był naszym sąsiadem, omijalibyśmy go szerokim łukiem. To taki typ, który się nigdy nie uśmiecha, nie odpowiada na przywitania, a zawsze zauważy, jeśli popełniamy nawet najmniejszy błąd. Słowem mruk, z gatunku tych najgorszych.
Ove nie cierpi, gdy ktoś łamie zasady, sam przestrzega każdego regulaminu co do joty. Kiedy trafi na osoby, które nie mają pojęcia o istniejących na jego osiedlu regułach, wścieka się i wytyka każde potknięcie. A właśnie czeka go sytuacja, która wyprowadzi go z równowagi. Wprowadzają się nowi sąsiedzi. Zburzą to rutynę staruszka w niewyobrażalny sposób. Choćby tym, że przybysze wjeżdżają na osiedle samochodem z przyczepką, co jest zabronione. Na dodatek nowi lokatorzy niszczą skrzynkę na listy Ovego.
Z jakiego powodu mężczyzna jest takim zrzędą? Odpowiedź na to pytanie poznajemy stopniowo. Co jakiś czas do akcji rozgrywającej się w czasach współczesnych wplatane są retrospekcje, przybliżające nam historię tytułowej postaci. Ove tymczasem uważa, że już czas, by się z tego świata wypisać. Postanawia zrobić to na własnych zasadach. Wymyśla sposób na odebranie sobie życia, gdyż nie jest w stanie poradzić sobie z tęsknotą. Ten okropny na pozór człowiek, tak naprawdę jest wrażliwą istotą, która najmocniej kocha żonę. Niestety kobieta zmarła. Ból po stracie ukochanej jest ogromny, pojawia się ogromne poczucie pustki.
Samotny staruszek nie wie jeszcze, że nowi sąsiedzi są wyjątkowi. Małe dziewczynki, kobieta w ciąży i jej mąż nazywany prze Ovego Gamoniem zaburzą spokój mężczyzny. Do tego jeszcze kot przybłęda patrzy na staruszka oczyma ukochanej Sonji. Dochodzi do tylu zaskakujących sytuacji, że Ove musi zaangażować się w udzielanie pomocy potrzebującym. Inaczej nie potrafi. Jako jeden z nielicznych ma poczucie, że należy działać, a nie patrzeć, gdy dzieje się coś złego.
Debiutancka powieść Fredrika Backmana to historia, w której przeplatają się elementy komizmu z tragizmem. Pisarz pokazuje, z jakimi problemami zmaga się współczesne społeczeństwo. Oglądamy Ovego, człowieka, który nie czuje się już potrzebny. Jest sam, nikt nie zwraca na niego uwagi. W końcu tak się zachowujemy: nie interesuj się innymi, zwracaj uwagę na swoje problemy, a nie na cudze. Tymczasem popadanie w skrajność może rodzić obojętność na drugie istnienie. Fredrik Backman pokazuje, że każdy z nas jest istotą społeczną i czasem potrzebuje wsparcia. Nie jest to łatwe, ponieważ trudno znaleźć ten złoty środek. Nie przeszkadzać innym, ale w razie potrzeby być gotowym i otwartym na drugiego człowieka. Ove po śmierci żony odkrywa, jak bardzo jest samotny i wbrew temu, czego się spodziewał po sobie, otwiera się na przyjaźń. Jest to długi proces, ale nowych sąsiadów nie zraża twarda skorupa Ovego. Potrafią ją skruszyć.
Książka „Mężczyzna imieniem Ove” z pewnością spodoba się tym, którzy już znają jakieś powieści Fredrika Backmana. Pozostali odkryją w niej spore pokłady komizmu, ponieważ i tym razem nie zabrakło humoru, również tego czarnego. Jednocześnie pojawiają się sytuacje, które wzruszą czytelnika. Emocji podczas lektury nie zabraknie. Natomiast przeplatanie fabuły wątkami z przeszłości bohatera sprawia, że opowieść coraz bardziej nas intryguje i chcemy wiedzieć, zarówno co spotkało bohatera kiedyś, jak i to jakie niespodzianki szykuje dla niego Fredrik Backman.
PS Na język polski powieść przełożyła Alicja Rosenau.