Pierwszą książką Joanny Kuciel-Frydryszak jaką czytałam, była „Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie”. Następnie wydany został głośny tytuł „Służące do wszystkiego”. Teraz Wydawnictwo Marginesy opublikowało „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” tej autorki. Ten reportaż zaintrygował mnie szczególnie, gdyż historie tu opisane były mi bliskie. Wysłuchałam wiele podobnych, jak te opisane w książce. Nic dziwnego, moje babki i prababki też były chłopkami. Właśnie z tego powodu postanowiłam przeczytać '”Chłopki. Opowieść o naszych babkach”.
Książka napisana przez Joannę Kuciel-Frydryszak przenosi czytelnika do polskiej wsi na przełomie XIX i XX wieku. Autorka koncentruje się na życiu i doświadczeniach kobiet wiejskich, ukazuje ich niezwykle ciężką pracę, trudności i wyzwania, z jakimi się borykały. Trudno jednak oddać głos tym niewidocznym bohaterkom, które często pozostawały w cieniu mężczyzn i nie były uwzględniane w oficjalnej historii. O losach kobiet nie znajdziemy tak wielu zapisów i tekstów źródłowych, jak o dokonaniach mężczyzn.
Jak wyglądał rozwój dziewczynki w chłopskim domu? Dzieciństwo było bardzo krótkie, gdyż maluchy już od najmłodszych lat pomagały rodzicom. Dziewczynki musiały opiekować się młodszym rodzeństwem, pomagać na roli oraz w gospodarstwie. Potrafiły doić krowy, paść gęsi. Szkolna edukacja była uważana za niepotrzebną. Kiedy dziewczynie udawało się udawać na nauki, to była dla niej wielka radość. Nawet, gdy trzeba było iść boso, albo być przenoszoną przez brata, ponieważ brak obuwia był bardzo dokuczliwy. Jak pisze Joanna Kuciel-Frydryszak, buty dawały wolność.
Dorastająca dziewczyna traktowana była jak towar na wymianę. Nie tyle liczyła się uroda, co morgi ziemi wnoszone do małżeństwa. Gdy tego brakowało, dobrze by panna na wydaniu miała opinie pracowitej. Po ślubie na głowie młodej żony będzie naprawdę wiele obowiązków ponad siłę. A i to nie zapewni dobrobytu. Jej dzieci często będą niedożywione. Liczy się, by móc coś włożyć do garnka, a nie jakieś fanaberie, jak ładne ubrania.
Surowa rzeczywistość domagała się od kobiet wielu poświęceń. Dlatego tak rzadko z sentymentem wspominały najtrudniejsze czasy. Joanna Kuciel-Frydryszak nie ma zamiaru skupiać się na szukaniu winnych tego stanu rzeczy, czy polaryzowaniu opisywanej przez siebie rzeczywistości. Opowiada przede wszystkim o chłopkach w dwudziestoleciu międzywojennym, bo wtedy na świat przychodziły nasze przodkinie. Kuszące byłoby też szukanie jednej drogi w opowiadaniu o chłopkach. Autorka książki nie idzie jednak tą drogą. Skupia się na tym, by pokazać różne historie, a wnioski pozwala wyciągać nam samym. Burzy też pewne stereotypy. Nie pozwala nam pójść na łatwiznę i powiedzieć, że wszyscy mieli tak samo.
Dla wielu czytelników nie będzie istotne, że czytają reportaż historyczny, a to co znajdą w książce. Choć powoli sytuacja kobiet ulega zmianie, tu widzimy, jak wiele problemów społecznych ma korzenie wcale nie w PRL-u, a znacznie wcześniej. O kobietach tak rzadko się wspomina, gdy mowa o codzienności w przeszłości. Tu one mają głos, z ich perspektywy jest pokazana rzeczywistość. Dzięki temu obraz jaki posiadamy nabiera nowych znaczeń i uzupełniony został o jakże ważne szczegóły. W końcu kobiety stanowią sporą część populacji. Warto oddać im głos, nawet jeśli pochodzi ona sprzed niemal stu lat, by zrozumieć samych siebie. Joanna Kuciel-Frydryszak pisze tak, że trudno się oderwać od lektury. Emocji tu nie zabraknie. A przecież to co czytamy, oparte jest na źródłach, fikcji tu nie znajdziemy.